Ulubieńcy miesiąca | Marzec 2016

Z lekkim opóźnieniem spowodowanym bardzo kiepskim przeziębieniem, które dopadło mnie już ponad tydzień temu i ciągle nie odpuszcza dzisiaj publikuję ulubieńców minionego miesiąca.

Myślę, że tym razem Was zaskoczę, bo na liście znajdują się raptem trzy rzeczy.

To, co jesteście gotowi?

DR. HAUSCHKA krem z pigwy na dzień

Ostatnimi czasy moja skóra na twarzy była nieco przesuszona, co objawiało się niezbyt ładnie odstającymi drobnymi skórkami w okolicy czoła, nosa i brody. Szczególnie było to widać po nałożeniu makijażu. Moja cera, chyba podobnie jak ja, miała już dosyć zimy i centralnego ogrzewania. Początkowo próbowałam walczyć z tym dość tłustym kremem z witaminą E, ale efekt nie był zadawalający. Poza tym było on zbyt ciężki pod makijaż. Potrzebowałam kremu lekkiego, szybko wchłaniającego się i jednocześnie nawilżającego. Odwiedzając Whole Foods w Londynie w połowie miesiąca natrafiłam na kosmetyki dr.Hauschki, które słynną z naturalnych organicznych składników i bardzo dobrych opinii. Zdecydowałam się wybrać krem z pigwą na dzień. Nie ukrywam robiłam to z lekkim wahaniem, ponieważ krem do najtańszych nie należ a ja nie lubię eksperymentować z kosmetykami do twarzy. Jak pisze producent w kremie znajdziemy kompozycję wyciągu z nasion pigwy, olejku jojoba, pestek moreli i awokado, które utrzymują naturalny poziom nawilżenia skóry nadając jej świeży wygląd. Faktycznie krem robi to, co zapewnia producent i sprawdza się znakomicie, ale efekt nie jest widoczny od razu. Przyznaję, że z początku nie bardzo byłam z niego zadowolona, bo nie widziałam absolutnie żadnych zmian. Na szczęście nie przestałam go używać i mniej więcej po tygodniu zauważyłam poprawę. Przesuszenia zniknęły. Krem bardzo dobrze się wchłania. Jest idealny pod makijaż, a moja cera z każdym dniem jest coraz bardziej promienna. Bardzo ważne jest by aplikować go na zwilżoną skórę.

RUDE HEALT mleko migdałowe

Nie należę raczej do tych osób, które piją mleko (oczywiście roślinne) codziennie, a raczej powinnam powiedzieć, że do niedawna nie należałam do tych osób. To się jednak zmieniło odkąd odkryłam migdałowe mleko Rude Health. Przetestowałam mleka roślinne różnych firm i powód, dla którego trzymałam się od nich raczej z daleka był przede wszystkim taki, że te gotowe mają naprawdę nieciekawy skład. Z tych, które piłam najgorzej wypada Alpro. Mleko z Lidla jest paskudne w smaku, a to z biedronki też ma kiepski zarówno smak jak i skład. Znacznie lepiej mają się mleka firmy Oatly, choć są fortyfikowane witaminą B12, D, wapniem i kwasem foliowym. Choć mi smakują to jednak unikam ich ze względu na zawartość glutenu. Kiedy odkryłam złote mleko zaczęłam testować organiczne mleka roślinne i tak trafiłam na firmę Rude Health. W składzie znajdziemy tylko wodę, ryż, migdały i odrobinę soli morskiej. Mleko jest przepyszne! Gęste, bogate w smaku, treściwe, ale jednocześnie delikatne. Teraz piję go zdecydowanie więcej, a już przez ostatni tydzień, kiedy leczyłam się z przeziębienia wypijałam nawet dwa, trzy razy dziennie właśnie w postaci złotego mleka, które po prostu kocham. Jest takie pyszniutkie…. omnomnom :)

Niestety nie wiem, czy mleko tej firmy jest dostępne w Polsce. Nie udało mi się go nigdzie znaleźć, ale jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję go spróbować to nie odmawiajcie sobie.

COOKED dokument

Bardzo lubię oglądać dokumenty, a ten stworzony przez Netflix na podstawie książki Michale Pollan’a o tym samym tytule jest świetny! Michale Pollen to znany w Stanach Zjednoczonych dziennikarz specjalizujący się w tematyce odżywiania, ewolucji ludzkiego gatunku względem jedzenia oraz połączenia jedzenia i psychologii społecznej. Jest także aktywistą i wykładowcą dziennikarstwa oraz zwolennikiem organicznego jedzenia. Pojawił się w różnych dokumentach jak np. King Corn, Food Inc., Cowspiracy, Food Fight, czy wystąpieniach TED Talk. Jest autorem wielu książek  i esejów.

Dokument Cooked składa się z czterech odcinków poświęconych czterem żywiołom natury OGIEŃ, WODA, POWIETRZE, ZIEMIA. Każdy z nich opowiada o metodach wykorzystywania ich w kuchni oraz w kulturze od starożytności aż po czasy współczesne. Dowiemy się czemu ogień jest w życiu ludzi tak istotny, jaki wpływ ma na nas żywność przetworzona, czy gluten jest faktycznie taki zły i jak wpływają na nas inne organizmy żywe zrodzone w procesie fermentacji. Cała seria jest pięknie zobrazowana. Każdy odcinek ogląda się z dużym zaciekawieniem, który pozostawia nas z refleksją na temat tego co, jak i dlaczego dziś jemy oraz jak każdy z nas może zmienić podejście do jedzenia we własnym domu. Głównym przesłaniem dokumentu jednak jest to, że warto gotować. Gotować w domu, z pasją i wykorzystując świeże, naturalne produkty. To nie jest film o weganizmie, ani ekologii. To pięknie opowiedziana historia nas ludzi, którą niestety zatracamy.

Polecam Wam bardzo obejrzeć dokument Cooked, bo jestem przekonana, że zupełnie inaczej spojrzycie na gotowanie, kiedy następnym razem staniecie w kuchni.

Znacie, któryś z moich ulubieńców? I, tradycyjnie już, ciekawa jestem waszych ulubieńców minionego miesiąca. Koniecznie dajcie mi o nich znać w komentarzach.


Kochani to już siódmy raz, kiedy przedstawiam Wam moich ulubieńców miesiąca. Zastanawiam się jednak czy nie zakończyć tej serii. Dajcie znać czy nadal chcecie je czytać czy może wolelibyście posty w rodzaju podsumowań miesiąca, w których oprócz kilku polecanych rzeczy pisałabym też o tym, co się u mnie w życiu wydarzyło. A może w ogóle nie jesteście zainteresowani tego rodzaju postami na moim blogu?

.

More from Evelina Lesniewska

Złoty eliksir na odporność

Uwielbiam ten sok, choć wielu krzywi się po jego wypiciu za pierwszym razem. Jest...
Read More