Ulubieńcy miesiąca | luty 2016

W tym miesiącu będzie dużo ulubieńców. Głównie za sprawą mojej mamy, która przysłała mi długo wyczekiwaną paczkę z polski oraz za sprawą pewnej zaprzyjaźnionej blogerki przez, którą kupiłam tyle kosmetyków, że cały mój kosmetyczny minimalizm poszedł w zapomnienie. Ale nie tylko kosmetyki znalazły się na liście ulubieńców minionego miesiąca i to właśnie od nich dzisiaj zacznę.

1. FIVE MINUTES JOURNAL

Odkryłam go latem zeszłego roku, ale nie od razu zdecydowałam się kupić, choć bardzo mi się spodobał zarówno graficznie jak i pod względem tego, co w nim zapisujemy. Już wtedy zaczynałam swoje początki z pisaniem porannych stron, dziennika i praktykowaniem wdzięczności oraz afirmacji. W końcu pod koniec stycznia zdecydowałam się kupić 5 minutowy dziennik. Dlaczego dopiero wtedy? Po pierwsze chciałam sprawdzić, czy będzie to coś, w czym wytrwam. Ja generalnie nie prowadzę planerów, ani kalendarzy. W przypadku planowani pracy to całkowicie się u mnie nie sprawdza. Nigdy tam nie ma wystarczająco miejsca ani tego, co potrzebuje zapisać.

5 minutes journal to zupełnie coś innego. Nie wpisujemy tego, co chcemy realizować. Skupiamy się na praktykowaniu dostrzegania pozytywnych wydarzeń z naszego życia. Dziennik faktycznie zajmuje zaledwie 5 minut każdego dnia i uzupełniamy go zarówno rano jak i wieczorem. Ja po swój dziennik sięgam zaraz po przebudzeniu. Wpisuję:

  • 3 rzeczy, za które danego dnia jestem wdzięczna
  • 3 rzeczy, które sprawią, że dzień będzie super oraz
  • 1 afirmację

Ta część dziennika zajmuje ok 3 minut. Drugą część uzupełniam wieczorem przed pójściem spać. To dobry moment na szybkie przeanalizowanie tego, jaki ten dzień był. Spisujemy:

  • 3 najfajniejsze rzeczy, które w tym dniu się wydarzyły oraz
  • 1 rzecz, którą mogliśmy zrobić inaczej by ten dzień był jeszcze lepszy.

Jego minusem niestety jest cena $29 (ok. 115zł plus koszt przesyłki ok 36zł). Choć jest pięknie wydany to niestety uważam, że jak na coś tak prostego z czego korzystamy zaledwie przez pół roku to spory wydatek.

2. Lokówka do włosów NuMe

A w zasadzie to cały zestaw z 5 wymiennymi końcówkami o różnej grubości i kształcie za pomocą, których wyczarujemy na naszej głowie piękne fale i loki. Jestem wielką miłośniczką grubych miękkich fal w stylu hollywoodzkim. Bardzo długo szukałam odpowiedniej lokówki, która po pierwsze nie niszczyłaby włosów, po drugie tworzyła naprawdę porządny skręt od nasady po końce. Moje włosy są raczej miękkie i podatne na układanie, ale niestety do tej pory nie udało mi się trafić na taką lokówkę, która zrobiłaby taki skręt włosa, który trzymałby się cały dzień. O curling wand firmy NuMe możecie znaleźć mnóstwo informacji szczególnie na YouTube. Jest to firma polecana przez wiele vlogerek urodowych. Niestety samo doświadczenie z firmą nie jest przyjemną sprawą. Ja na swoją przesyłkę czekałam prawie dwa miesiące. Zamówienie złożyłam na początku grudnia. W styczniu okazało się, że mojej przesyłki ciągle nie ma. Musiałam się śpieszyć z kontaktem do nich, bo taką informację należy zgłosić w przeciągu miesiąca. Po wysłaniu kilku maili, które pozostały bez odpowiedzi zdecydowałam się na kontakt z firmą poprzez Facebook. Tutaj odpowiedź była znacznie szybsza i druga przesyłka została do mnie wysłana w przeciągu dwóch tygodni. Tym razem wszystko się udało i paczka doszła do mnie po ok 10 dniach. Niestety to nie jest sporadyczna sytuacja z tą firmą. Dużo osób narzeka również brak kontaktu z firmą poprzez maila czy telefonicznie. Większość tych sytuacji zostaje rozwiązana pomyślnie, ale niestety zajmuje to dużo czasu. Tak czy siak, przesyłka doszła.

Jakość wykonania być może nie jest najwyższa. Myślę, że oceniłabym to 7 na 10. Natomiast nagrzewa się błyskawicznie. Loki/fale również robi się bardzo szybko. Wystarczy dosłownie włosy nawinąć i po 3-4 sekundach odwinąć, a na głowie mamy piękny równomierny skręt na całej długości. Włosy są tez bardzo miękkie i błyszczące i trzymają się cały dzień. Jeśli zdecydujecie się kiedykolwiek na zakupy produktów NuMe szukajcie zniżek i kodów rabatowych. Jest ich wszędzie mnóstwo. Ja za swoją zapłaciłam 1/3 ceny :)

3. Olejek śliwkowy MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA

Moja kochana bratowa przesłała mi w paczce prezent urodzinowy, który pozwoliła mi otworzyć już teraz. Bardzo się ucieszyłam widząc w nim produkty Ministerstwa Dobrego Mydła. Od dawna bardzo chciałam je wypróbować. Na pierwszy ogień poszedł olejek z pestek śliwki domowej, który… i tu was zaskoczę wcale nie pachnie śliwkami, a migdałami. Ale jak on pachnie! Cudownie. Już dla samego tego zapachu warto go używać, bo to uczta dla zmysłów. Olejek ma wiele zastosowań. Jest bogaty w kwas oleinowy, linolowy, Wit. E i antyoksydanty. Fantastycznie nawilża i odbudowuje uszkodzony naskórek. Idealnie koi i przynosi ulgę skórze suchej i podrażnionej.
Jest również idealnym olejem do pielęgnacji skóry tłustej i zanieczyszczonej ze skłonnością do wyprysków. Regulując procesy zachodzące w gruczołach łojowych zmniejsza niedoskonałości. Można go również stosować na końcówki rozdwajających się włosów czy słabe paznokcie.
Ważna uwaga: należy stosować go na wilgotną skórę. Olejek jest bardzo delikatny i lekki. Dobrze się wchłania. Ja czasami używam go też z żelem hialuronowy, który polecałam tutaj. Bardzo fajnie, że jest w opakowaniu z pipetką. Jedyny minus jest taki, ze olejek jest dość rzadki i trzeba uważać przy aplikacji, bo potrafi skapnąć na podłogę.

4. Arnikowe mleczko oczyszczające SYLVECO

Jeśli chodzi o demakijaż to u mnie sprawdzają się jedynie mleczka. Do tej pory spotkałam się z bardzo dobrymi opiniami na temat żeli do mycia twarzy firmy Sylveco, ale nikt nie pisał o tym mleczku. Kiedy je zobaczyłam postanowiłam spróbować czy być może okaże się lepszy od oliwkowego mleczka Ziaja. To był strzał w dziesiątkę. Mleczko nie jest bardzo gęste, ale za to niesamowicie delikatne. Mam wrażenie jakbym nakładała na twarz kompres. Bardzo skutecznie zmywa makijaż szczególnie oczu, które ja maluję dość mocno i zazwyczaj muszę się trochę pomęczyć by dokładnie wszystko usunąć. A tu wystarczy na chwilę dołożyć wacik z mleczkiem i za pomocą kilku ruchów wszystko dokładnie schodzi. A myślałam, że to niemożliwe. Mleczko nie podrażnia oczu ani skóry wokół nich. Zawiera wyciągi z kwiatów arniki górskiej i kory brzozy białej o działaniu antyoksydacyjnym, wzmacniającym kruche naczynka i opóźniającym procesy starzenia. W składzie mleczka znajduje się także olej rycynowy o właściwościach wzmacniających brwi i rzęsy. Produkt jest bezzapachowy, co ja akurat bardzo lubię :)

5. Tymiankowy żel do twarzy SYLVECO

Tak jak pisałam powyżej w sieci możecie spotkać się z wieloma rekomendacjami tego produktu. Ja po raz pierwszy usłyszałam o nim z kanału Nisiax83. Agnieszka polecała go wielokrotnie, ale to, co mnie najbardziej w nim zainteresowało to to, że jest on tymiankowy :) To zioło raczej nie jest często spotykane w kosmetyce. Faktycznie pachnie mocno tymiankiem, co jest trochę dziwne, bo zazwyczaj przyzwyczajeni jesteśmy do innych zapachów kosmetyków do pielęgnacji cery. Zapach może nie wszystkim przypaść do gustu za to działanie jest bardzo dobre. Żel w połączeniu z moją szczoteczką soniczną świetnie usuwa zanieczyszczenia. Cera jest po nim bardzo delikatna i nawilżona. Zauważyłam też – że tak jak pisze producent – delikatnie rozjaśnia i niweluje wszelkie zaczerwienienia.

6. Pędzel ZOEVA

W grudniu Magda z bloga feminine.pl robiła dla mnie analizę kolorystyczną. Poprosiłam ją wtedy, aby poleciła mi dobry pędzel do brwi. Magda jest fanką niemieckiej firmy Zoeva, której ja niestety do tej pory nie znałam, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać. Pierwsze wrażenie po otwarciu było hmm… mieszane. Z jednej strony rewelacja! Pędzel jest bardzo lekki, ponieważ jest wykonany z bambusa. Ma bardzo ładne opakowanie, na którym jest napisane, że jest wegański! <3 Jest świetnie wykonany. Jednym słowem to porządny pędzel. Co z nim było nie tak? Na pierwszy rzut oka wydał mi się za gruby i uznałam, że z tego powodu oraz tego, że ma bardzo krótkie włosie nie będzie się nim dobrze malowało. Bardzo się myliłam! A to się nie często zdarza ;) Przyznaję, że pędzel jest znakomity. Idealnie leży w ręce, fantastycznie rozprowadza produkt i dzięki niemu paletka Catrice właśnie zyskała +3 punkty. A już ją chciałam wymienić na coś innego. Naprawdę wystarczy kilka ruchów i za pomocą tego pędzla mamy pięknie podkreślone brwi. Dzięki Magda!

W tym miesiącu to tyle. Choć kosmetyków mam znacznie więcej to nie chcę od razu wszystkich rozpoczynać. Bedę je testować stopniowo, a mam ich tyle, że starczą mi na co najmniej cały rok! No i oczywiście jeśli sprawdzą się tak świetnie jak te powyższe to dam wam o nich znać w kolejnych ulubieńcach.

A, co u was w lutym zagościło w ulubieńcach?

P.S wiem, że czytają mnie blogerzy, dlatego jeśli prowadzicie u siebie cykl ulubieńców albo podsumowań miesiąca zostawcie proszę link w komentarzu! Chętnie przeczytam, co w lutym u Was się sprawdziło.

More from Evelina Lesniewska

Ulubieńcy miesiąca | Marzec 2016

Z lekkim opóźnieniem spowodowanym bardzo kiepskim przeziębieniem, które dopadło mnie już ponad tydzień...
Read More