Ulubieńcy listopada 2015

Kolejny miesiąc minął, wow! Zleciało tak szybko, że nawet nie wiem kiedy. Dopiero co pisałam Wam o ulubieńcach października, a tu już pora na ulubieńców listopada!

Podobnie jak październik również listopad był dla mnie miesiącem, w którym dużo się działo. Co prawda tym razem trochę mniej przyjemnie od strony towarzysko-prywatnej, a więcej od zawodowej. Niestety nie miałam okazji być w żadnym ciekawym miejscu w listopadzie, ale za to skupiałam się na pielęgnacji ciała ;)

  1. Olej tamanu to podobno jeden z najcenniejszych olei na świecie. Znany już był w Polinezji, ale ja usłyszałam o nim dopiero niedawno od Agnieszki z kanału Nissiax83. Olejek jest świetny dla osób z problemami skóry, ponieważ posiada niespotykane właściwości gojące, przeciwzapalne i przeciwbólowe. Działa antybakteryjnie, antywirusowo, przeciwgrzybicznie, antybiotycznie i przeciwreumatycznie. Zwalcza wolne rodniki, jest zaliczany do antyoksydantów, również intensywnie regeneruje skórę i redukuje blizny (także rozstępów). Olej ma ciekawy kolor jaskrawej zieleni i w zapachu przypomina mi skórkę orzecha włoskiego.  Jest dosyć lekki, posiada delikatny tłusty filtr, ale jeśli aplikujemy go z innym produktem jest absolutnie niewyczuwalny. Póki co zauważyłam, że bardzo ładnie wyrównuje moje przebarwienia potrądzikowe. Przed nałożeniem mieszam go z żelem hialuronowym.
  2. Olej ze słodkich migdałów. Oczywiście 100% naturalny tłoczony na zimno. Lubię jego lekką konsystencję. Będzie świetny dla tych, dla których olej kokosowy jest zbyt ciężki i zatyka pory. Dzięki Oldze z Make Happy Day dowiedziałam się między innymi, że jest on olejem półschnącym. Zresztą bardzo polecam Wam przeczytać tekst „Wszystko, co powinniśmy wiedzieć o olejach w pielęgnacji skóry i włosów„. Olej ze słodkich migdałów bardzo fajnie odżywia skórę. Staje się po nim bardzo gładka i miła w dotyku. Nakładam go na noc i przy okazji wsmarowuję w suche dłonie. Wszystkie przesuszone skórki znikają w mgnieniu oka ;)
  3. Potrójny żel hialuronowy 1,5 %. Kiedy zamawiałam ten żel z Biochemii Urody nie wiedziałam, czego się po nim spodziewać, ale już po pierwszym użyciu wiedziałam, że się zaprzyjaźnimy. Fantastycznie nawilża, jest lekki i szybko się wchłania. Nadaj się do każdego typu cery. Kwas hialuronowy jest naturalnie wytwarzany przez nasz organizm i odpowiada za nawilżanie macierzy międzykomórkowej skóry. Oprócz właściwości nawilżających działa również silnie łagodząco i kojąco. Można mieszać go z ulubionym kremem lub olejem. Ja stosuję go na dwa sposoby. Samodzielnie rano pod makijaż, dzięki czemu nie zapycha porów jak potrafią robić to kremu. Lub, jak wspomniałam wcześniej, stosuję go na noc wymieszany z kilkoma kroplami olejku tamanu. Po takim zastosowaniu cera jest świeża, nawilżona i bez żadnych czerwonych plam czy śladów, które towarzyszą skórze problematycznej / trądzikowej.
  4. Dry skin brushing – czyli szczotkowanie ciała na sucho. O tej metodzie słyszałam już dość dawno i przymierzałam się do kupienia szczotki, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze. I pewnie nadal bym jej nie kupiła gdybym nie natknęła się na bardzo fajną za £4 jednej z moich ulubionych firm EcoTools. Podoba mi się, że jest okrągła i bez rączki, chociaż muszę przyznać, że nie trzyma się najlepiej w dłoni głównie, dlatego, że mam małe ręce i przez to zbyt dużo luzu pomiędzy dłonią a tym paskiem do trzymania. Jeśli nie słyszeliście o metodzie szczotkowania na sucho, to w skrócie powiem Wam, że polega ona dokładnie na tym, co sugeruje jej nazwa ;). Szczotkowanie najlepiej wykonywać rano przed kąpielą/prysznicem zaczynając od stóp długimi prostymi pociągnięciami kierując się w stronę serca. Szczotkujemy nogi, uda, pośladki, brzuch, plecy, klatkę piersiową i ręce. Można też szczotkować szyję i twarz, ale raczej nie polecam dlatego, że szczotka jest dosyć ostra. Szczotka, która posiadam ma przyjemne włosie, nie za miękkie, ale też nie za twarde. Jak dla mnie jest takie w sam raz :). Szczotkowanie pobudza krążenie i układ limfatyczny. Złuszcza martwy naskórek, dzięki czemu skóra jest miła i aksamitna w dotyku jak po peelingu. Poprawia koloryt skóry i jej gęstość, dlatego będzie świetna dla osób z rozstępami, które znacznie schudły i dla kobiet po ciąży. Ja używam jej ze względu na problemu z układem limfatyczny, dlatego jeśli tobie też zatrzymuje się woda w organiźmie to polecam wypróbować tę metodę. Póki, co jestem bardzo zadowolona z rezultatów. Uwaga, nieźle rozgrzewa, więc dla zmarzluchów w te zimowe dni będzie jak znalazł :)
  5. Aplikacja Nike+ Running – w listopadzie powróciłam do biegania, po naprawdę długiej przerwie. Odkąd jestem w Anglii miałam kilka zrywów do biegania, ale zazwyczaj kończyły się one na kilkurazowych przebieżkach. Postanowiłam jednak to zmienić i wziąć się za bieganie na poważnie. Nic skuteczniej nie działa jak wyznaczony cel. Postanowiłam na wiosnę przebiec półmaraton – o czym zresztą marzę już od bardzo dawna, a w zasadzie od początków mojego biegania, które zaczęło się 3 lata temu. Aplikację Nike Plus mam długo, ale teraz znów regularnie z niej korzystam. Lubię ją zdecydowanie bardziej od Endomondo za to, że jest bardziej… kameralna. Nie śledzi mnie tam grono znajomych i nieznajomych. Moje bieganie jest tylko dla mnie. Ma przejrzysty interface, jest prosta w obsłudze, fajnie motywuje, po każdym biegu zaznaczamy poziom satysfakcji i możemy wyznaczać sobie różne cele oraz wyzwania.
  6. Na koniec nikogo już chyba nie zdziwi, że szczoteczka do mycia twarzy Clarisonic Mia2 wylądowała na liście ulubieńców miesiąca.  Jestem absolutnie w niej zakochana, o czym pisałam w tej recenzji i wspominałam też we wpisie jak skutecznie walczyć z trądzikiem.

Tak się prezentują moi ulubieńcy listopada. Przypadło wam coś z listy do gustu na tyle żeby wypróbować?

.

More from Evelina Lesniewska

Złoty eliksir na odporność

Uwielbiam ten sok, choć wielu krzywi się po jego wypiciu za pierwszym razem. Jest...
Read More