Ulubieńcy grudnia 2015

Tak wiem, że już 6 stycznia i trochę poniewczasie, ale mamy tu unfinished business z ubiegłego roku. A ja nie lubię mieć niepodomykanych spraw, no i jak ma być seria wpisów ulubieńców miesiąca to nie może być wybiórczo, tak?!

Grudzień zleciał mi niesamowicie szybko. Zresztą, co ja piszę! Cały poprzedni rok zleciał mi w mgnienia oku. I niby nie wydarzyło się w nim nic spektakularnego i nie było wielkich życiowych przewrotów, a jednak czas pędził jak szalony. Ostatni miesiąc 2015 roku był dla mnie dobry, aczkolwiek nieco pracowity. Przed wyjazdem do Polski miałam dużo spraw do podopinania w pracy. Zależało mi na tym, aby po powrocie z tak długiej przerwy nie zostać przygniecioną przez nadmiar zaległości i maili do odpisania. Muszę przyznać, że było to zdecydowanie warte zachodu szczególnie, kiedy te pierwsze dni są nieco leniwe i niekoniecznie mamy wenę i nastrój do rzucania się w wir obowiązków.

Pomimo wielu atrakcji i wydarzeń w grudniu nazbierało mi się trochę ulubieńców i kiedy zerknęłam na listę aż sama się zdziwiłam, że aż tak sporo. To co, zaczynamy?

  1. Kozaki: H&M

Na początku grudnia zamarzyłam o długich kozakach sięgających za kolano. Takich wiecie sexy, co będą pasowały do sukienki, spódnicy i spodni rurek czy legginsów. Udało mi się takie dostać na płaskim obcasie, co jest dla mnie dużą zaletą, bo dzięki temu mogę je nosić cały czas. Buty są bardzo zgrabne i naprawdę pasują do wszystkiego! Wykonane są z dosyć cienkiego, elastycznego materiału przypominającego odrobinę welur. Kosztowały mnie £44 razem z przesyłką. Niestety to nie są te ze zdjęcia, ale są do nich bardzo podobne.

  1. Długie szare, grube skarpety: PRIMARK

Kosztowały kilka funtów, a są fantastyczne. Bardzo dobrej, jakości, super ciepłe i milutkie. Z przyjemnością zakładałam je cały miesiąc do kaloszy i wspomnianych wyżej kozaków, a w ostatnie dni w Polsce uratowały mnie przed przeraźliwymi minusowymi temperaturami.

  1. Czapka z pomponem

Co prawda czapkę dostałam rok temu w prezencie, ale nie miałam okazji jej nosić w tym sezonie ani w poprzednim, bo zimy w Anglii raczej tego nie wymagają. Czapkę zostawiłam w Polsce i z przyjemnością ją nosiłam przez ostatnie dwa tygodnie grudnia. Nie szczególnie przepadam za czapkami, ale ta jest bardzo wyjątkowa, bo nie gryzie w głowę i jest cieplutka.

  1. Konturówka do ust nr 002: GOSH

Nie testowana na zwierzętach w odcieniu pudrowego różu. Idealnie sprawdza się pod jasne pomadki. Jest nieco ciemniejsza od mojego naturalnego odcienia ust, ale nie widać tego nawet przy użyciu jaśniejszej pomadki czy błyszczyku. Do tego wszystkiego jest bardzo trwała.

  1. Pomadka w kolorze Candy Love nr 12: ESSENCE

Super pomadka, która kosztuje 8,99zł. Bardzo delikatna, lekko się nakłada i przy szybkich poprawkach nie trzeba sprawdzać w lusterku czy wyszło równo. Nie jest najtrwalsza na świecie, ale nawet po wypiciu kawy czy herbaty pozostawia bardzo delikatny odcień. Fajnie sprawdza mi się z konturówką Gosha.

  1. Rescue Remedy: DR. BACH

Cóż to takiego? To kropelki zwane również zestawem pięciu kwiatów. A mówiąc prościej to ekstrakt z esencji kwiatowych na bazie alkoholu i służy, jako pierwsza pomoc w nagłych sytuacjach jak np. szok spowodowany wypadkiem, poważna kłótnia, egzamin, rozmowa o pracę, czy przed podróżą np. samolotem, jeśli boimy się latać. I właśnie z tego ostatniego powodu zaopatrzyłam się w ten oto specyfik. Nie lubię latać, choć nie zawsze tak było. Strach ten pojawił się kilka lat temu i dość mocno sparaliżował moje podróżowanie. Unikałam wycieczek zagranicznych, a tam gdzie mogłam jechałam samochodem. Postanowiłam jednak z tym zawalczyć, bo przecież nie może tak być, że nigdzie nie polecę tylko, dlatego, że boję się czegoś, co ma małe szanse się wydarzyć. Nie wiedziałam, czego się spodziewać po Rescue Remedy, ale chyba spisały się na medal, bo oba loty nie specjalnie mnie wzruszyły. Bardziej stresowałam się przed samym lotem niż jak już siedzieliśmy w samolocie. Opakowanie jest bardzo małe i nie ma problemu by wnieść je ze sobą. Dostępna jest też wersja dla dzieci, na sen a także nawet dla naszych zwierzaków.

  1. Szczotka do włosów: TANGLE TEEZER

To prezent od Mikołaja, który zapragnęłam mieć po przeczytaniu postu Magdy „Pomysły na kobiece prezenty„. Szczotka jest bardzo lekka i niewielkich rozmiarów, co ma dla mnie duży plus. Trochę musiałam się do niej przyzwyczaić i nauczyć trzymać, bo wcześniej używałam bardzo dużej szerokiej prostokątnej szczotki typowej do długich włosów. Tangle Teezer faktycznie nie szarpie i nie wyrywa włosów. Jest łatwy w czyszczeniu, co jest dla mnie ogromną zaletą. Nie znoszę jak włosy i kurz zbierają się na spodzie i nie ma jak tego doczyścić. Ta część czesząca jest nieco ostra, co (jeśli lubisz) mile „drapie” skórę głowy, ale jeśli masz delikatną i wrażliwą skórę to możesz nie być zachwycona.

  1. Mydło antybakteryjne siarkowe: BARWA

Przeznaczone jest do cery z tendencją do trądziku. Bardzo dokładnie oczyszcza i zmniejsza wydzielanie sebum. Używam od ponad dwóch tygodni i w tym czasie nie pojawiły się żadne krostki czy wypryski nawet przed „tymi” dniami, co chyba jeszcze nigdy się nie zdarzyło. W połączeniu z moją cudowną szczoteczką do mycia twarzy sprawdza się rewelacyjnie. Mam wrażenie, że bardzo dobrze przygotowuję skórę do dalszej pielęgnacji.

  1. Książka „Scrum. O zwinnym zarządzaniu projektami” – Mariusz Chrapko

Co prawda jestem w połowie, ale już wiem, że jest to świetna książka dla wszystkich tych, którzy mają na co dzień do czynienia z planowaniem, zarządzaniem i wprowadzaniem zmian do projektów. Dla mnie bardzo przydatne informacje do wykorzystania nie tylko w pracy, ale myślę, że część rzeczy przysłuży się do projektów blogowych. To, co bardzo mi się podoba w tym jak swoją wiedzę przekazuje autor to konkretne przykłady oraz odwołania do popularnych filmów i książek.

  1. Boże Narodzenie

Święta to bardzo wyjątkowy czas dla mnie i zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Szczególnie teraz cenię sobie ten czas, kiedy mieszkam sama z dala od rodziny i przyjaciół. Moja rodzina jest całkiem spora, więc święta w moim rodzinnym domu zawsze są wesołe i głośne. Przypominamy trochę włoską rodzinę. Kocham bożonarodzeniowy nastrój, choinkę, lampki i wystawy sklepowe. Rozkoszuję się zapachem mroźnego powietrza i świątecznymi piosenkami. Prawdziwą radość sprawia mi obdarowywanie moich najbliższych, ale to, co jest zdecydowanie najcenniejsze to wspólnie spędzony czas. W tym roku udało nam się zrobić całą rodziną bożonarodzeniowe selfi, co przy 11 osobach jest niemałym wyzwaniem. Będę sobie na nie spoglądać jak mi się zatęskni i przypominać te cudowne chwile.

Oto moja grudniowa dziesiątka ulubieńców, którą oficjalnie zamykam 2015 rok. To był całkiem fajny rok i całkiem dobrze sobie w nim radziłam. Sprostałam wielu wyzwaniom w pracy, ruszyłam z blogiem, który absolutnie stał się moją perełką. Uwielbiam go i Was, bo gdyby nie Wy to pewnie by go nie było, a z pewnością nie w takiej formie. Udało mi się zrealizować kilka marzeń i blogowych projektów. Poznałam świetnych ludzi, z którymi fantastycznie mi się rozmawia i mamy wiele wspólnego. Za to wszystko jestem bardzo wdzięczna.

Drogi czytelniku dziękuję Ci, że kroczysz w tej podróży ze mną.

Ciekawa jestem co przyniesie nowy rok. Już jestem podekscytowana na to nieznane. Tymczasem zdradź mi proszę swoich grudniowych ulubieńców! A może masz jakiś takich top of the top całego roku?


Więcej wpisów z tej serii:
Ulubieńcy września 2015 
Ulubieńcy października 2015
Ulubieńcy listopada 2015

.

More from Evelina Lesniewska

Hello Beautiful!

Cześć! Fajnie, że tu zaglądasz. Jestem bardzo podekscytowana zaczynając moją nową przygodę z blogiem o zdrowym...
Read More