Mój czas zmian

Kiedy czytasz ten post jestem już w moim rodzinnym domu, ale pisałam go do Ciebie kilka dni temu. Dokładnie w środę drugiego maja. Zanim mogłam coś opublikować minęło kilka dni. Musiałam chwilę odpocząć i ogarnąć na spokojnie myśli. Nie chciałam jednak nic zmieniać po tych kilku dniach, dlatego pozostawiam go w oryginale. 

Tekst możesz przeczytać z tą muzyką w tle.


Kiedy piszę tę wiadomość do Ciebie mijam właśnie granicę Belgii. Kilkadziesiąt minut temu zjechałam z promu w Dunkierce. Auto, którym jadę jest wypakowane po brzegi. Z tyłu miejsca starcza tylko na to bym usiadła i nie za bardzo ruszała nogami. Na kolanach mam mój nowy 36-litrowy plecak, który chwilowo służy mi za stolik pod laptopa. Już niedługo w ten plecak zapakuję kilka rzeczy, które będą musiały wystarczyć mi na wiele tygodni. Ale teraz, opuszczam Anglię… Po raz kolejny.

Sześć tygodni temu złożyłam wypowiedzenie w pracy, wyprzedałam meble, ubrania, a resztę zapakowałam do niezliczonej ilości pudeł i wyruszyłam w drogę po nowe, nieznane doświadczenia.

Jakiś czas temu pisałam Ci, że idą u mnie zmiany. Duże zmiany. I, że dam Ci o nich znać. Nie chwalę się nimi ani nie żalę. Po prostu dzielę się moim doświadczeniem. Być może weźmiesz z tego coś dla siebie. Po części nadchodzące zmiany będą też dotyczyły Ciebie jako mojego czytelnika.

Żeby przybliżyć Ci kontekst moich zmian i decyzji cofnę się na chwilę o kilka miesięcy. Tuż po Nowym Roku przyszedł dla mnie trudny czas. Wielu zmian, poważnych rozmyślań, decyzji i niefortunnych zdarzeń. Z pozoru komfortowe życie uwierało mnie coraz bardziej. Miałam piękne, wymarzone mieszkanie, bardzo blisko plaży, ciepłą posadkę na etacie z nie najgorszymi zarobkami, bliskich przyjaciół i „anioła stróżą” – kogoś tak bardzo bliskiego z kim z całą pewnością wiążą mnie karmiczne ścieżki. Było mi wygodnie. Być może nawet nieco za wygodnie. Mimo to w głębi serca czułam, że nie podążam moją ścieżką, nie wypełniam mojej życiowej misji i wciąż jednak cały czas zagłuszam nawoływania serca i duszy. Byłam zmęczona, zniechęcona i nieszczęśliwa. Mój dzień nie przypominał w niczym tego wymarzonego. Praca mnie nie rozwijała ani nie satysfakcjonowała. Wręcz wysysała ze mnie całą energię i chęci do jakiegokolwiek działania.

Blog ucichł, nie pracowałam nad żadnymi nowymi projektami, nie udzielałam się w sieci i zaniechałam wszelkim kursom online, do których się zapisałam.

W końcu życie samo mną potrząsnęło. Zmusiło bym przejrzała na oczy, wykrzesała odwagę, by zabrać się za działanie. Niespodziewanie wylądowałam na trzytygodniowym zwolneniu lekarskim. Pierwszy tydzień przeleżałam w łóżku gapiąc się w sufit. Nie miałam za krzty energii do czegokolwiek. W drugim tygodniu zaczęłam przyglądać się temu, przed czym więcej uciekać nie mogłam. Moim uczuciom, emocjom, potrzebom i wewnętrznym demonom. Zdecydowałam się na ustawienia helingerowskie (które bardzo mi pomogły w podjęciu decyzji) oraz pracę z psychologiem i coachem zawodowym. Medytowałam, pisałam, medytowałam jeszcze więcej. Zaglądałam w zakamarki duszy i zadawałam sobie pytania. Wiele pytań i słuchałam odpowiedzi płynących z głębi serca. Pracowałam również z czakrami, uważnością, kartami anielskimi, reiki, szamankami i falami theta. Rozpoczęłam proces uzdrawiania siebie.

Wiedziałam, że przyszedł czas zmian. Poważnych zmian. Koniec z uciekaniem, życiem w zawieszeniu i niekończąca się niepewnością. Czas by wziąć w pełni życie w swoje własne ręce i pisać jego scenariusz. Decyzja ta nie jest łatwa. Ale ta zmiana jest mi potrzebna bardziej niż kiedykolwiek indziej. Z wielkim żalem żegnam dziś kraj, który był dla mnie domem przez tak wiele lat. To tutaj działa się większość mojego dorosłego życia. Tu dostawałam jedne z największych życiowych lekcji. Samodzielnie, tysiące kilometrów od rodzinnego domu, najbliższych i nierzadko w samotności. Trudno jest wytłumaczyć co to znaczy i jakie towarzyszą temu uczucia. Ale prawdopodobnie jeszcze trudniej zrozumieć to komuś, kto nigdy tego nie doświadczył. Mam wiele szczęścia. Mimo wszystko spotkałam na swojej drodze cudowne dusze, od których otrzymałam wsparcie. Być może nie zawsze takie, jakiego oczekiwałam, ale takie, jakie potrafili mi ofiarować najlepiej jak umieli i za to będę zawsze wdzięczna. Tutaj zostawiam dobrych mi ludzi i kawałek swojego serca. Kto wie może jeszcze kiedyś powrócę. Nie zamykam tej ścieżki, po prostu na teraz wybieram inny szlak. Moje serce z jednej strony płacze a z drugiej się raduję. Żegnam jednych, by powitać drugich.

Na najbliższe trzy tygodnie przeprowadzam się do Polski, do mojego rodzinnego miasta Łodzi. A już 31 maja lecę do Lourdes skąd później przedostanę się bliżej granicy hiszpańskiej i wyruszę w ponad 800 km wędrówkę Camino de Santiago. Dla mnie ta wędrówka ma zdecydowanie wymiar duchowy, ale nie religijny. Zdecydowałam się na nią, gdyż czuję, że znajdę w niej wiele odpowiedzi. Będzie jednocześnie końcem i początkiem. Czuję, że ma ona dla mnie ogromne znaczenie i szeroki wymiar. Będzie swego rodzaju zatoczeniem koła. Zamknięciem wielu tematów, ale jednocześnie początkiem zmian i dużych transformacji, które zaczęły się we mnie jakiś czas temu.

A po niej?

Po niej chcę spędzić trochę czasu w Portugalii. Nie wiem dokładnie gdzie i jak długo i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Wolność, o której tak długo marzyłam. W moim planie jest także miejsce na 10-dniową medytację Vipassana oraz (mam nadzieję) miesięczny kurs medytacyjny w Indiach, po którym będę nauczycielem medytacji.

Co z blogiem?

Tu zdecydowanie będzie się działo. W nadchodzących miesiącach przewidziałam wyzwanie smoothies, nowy e-book z przepisami, album z medytacjami prowadzonymi i mój największy projekt, o którym marzyłam od ponad roku — podcast! Będę też kolejne edycje kursu 30 dni do zdrowego stylu życia i różnego rodzaju warsztaty stacjonarne, jak i online.

A co dalej?

Nie wiem. Zobaczę gdzie mnie nogi poniosą. Być może będzie to Polska, a może jakaś inna część świata. Buduję nowe. Jestem otwarta na te zmiany i choć są cholernie trudne, choć napawają strachem, lekiem i niepewnością to oczekuję ich z radością i wyczekuję niecierpliwie co przyniosą. Cokolwiek to nie będzie, będzie dobre.

Trzymaj za mnie kciuki!

More from Evelina Lesniewska

KONSULTACJE 1:1 ONLINE

Szukasz wsparcia indywidualnego? Chcesz omówić konkretny problem lub problemy?  Zobacz w czym mogę...
Read More