Life update – rok od przeprowadzki do Polski

Tak bardzo dawno nic tu nie pisałam, że sama nie wiem, od czego zacząć. Ale jedno jest pewne – ta przerwa była zdecydowanie za długa! Tęskniłam za pisaniem, za blogiem, za Wami. Ten rok był intensywny, a w szczególności ostatnie miesiące. Ale od początku…

Jeśli jesteście tu nowi lub już zdążyliście zapomnieć, co się działo w moim życiu, to trochę ponad rok temu przeprowadziłam się do Polski, a konkretniej do mojej kochanej Łodzi (skąd pochodzę). Przez ostatnie 4 lata mieszkałam w nadmorskiej miejscowości Bournemouth, która znajduje się na południu Anglii.

Decyzja o powrocie nie była łatwa, ale płynęła z serca. I poprzedzona była dość spontaniczną decyzją, by (zanim osiądę w Polsce na dłużej) przejść Camino de Santiago. Na blogu nie pojawiły się żadne wpisy związane z moją pieszą wędrówką przez Hiszpanię. Często w prywatnych wiadomościach dostawałam zapytania, dlaczego zdecydowałam się na taki szalony krok? Szczerze mówiąc trudno mi było odpowiedzieć na te pytania, bo przede wszystkim wydawały mi się one absurdalne. Każdy, kto słyszał o Camino wie, że jest to osobista wędrówka, a powody za tą decyzją są często bardzo osobiste, prywatne, intymne. Jak więc można kogoś pytać z wielkim zdziwieniem, dlaczego się na to zdecydowałam. A dlaczego nie?! I to po części był mój powód, po części dlatego, że od dekady (gdy po raz pierwszy o Camino usłyszałam) wiedziałam, że chce to kiedyś zrobić. Były też inne powody, o których wspomniałam – osobiste. A tymi, najzwyczajniej w świecie nie chciałam się dzielić. Po powrocie z Camino dużo się we mnie procesowało, do końca nie wiedziałam jeszcze co się zadziało oraz czym się z wami podzielić. I tak czas mijał, a ja na blogu nigdy o tym nie napisałam. Ale może przyjdzie jeszcze czas na to czas. Kto wie?

Ale, co takiego porabiałam od tamtej pory?

No cóż… głównie pracowałam. Ale też remontowałam moje łódzkie mieszkanie i jak możecie się domyślać – jeśli przechodziliście przez remont – przeciągał się on w nieskończoność, a pod koniec nawet zostałam bez ekipy remontowej, bo ta po prostu zniknęła. W rezultacie ledwo wyrobiłam się z najważniejszymi rzeczami przed świętami Bożego Narodzenia, a część rzeczy była wymieniana jeszcze w marcu i w zasadzie to zostały jeszcze jakieś kosmetyczne rzeczy typu dodatki. Doszłam jednak do wniosku, że nie wszystko musi być na „tip-top” od zaraz, więc teraz zbieram sobie powoli rzecz, które naprawdę skradną moje serce i wypełnią powoli mój dom.

No dobrze, ale co z pracą? Moim założeniem związanym z przeprowadzką do Polski było, by nie pracować na etacie. I to się stało. Pracuję jako freelancer, ale mocno jestem związana z jedną konkretną firmą. Zajmuję się projektowaniem stron internetowych dla kobiecych marek osobistych. Ten pomysł nie wziął się znikąd. Od wielu lat marzyłam, by być web designerem. Z tym związana jest nawet pewna motywacyjna historia, w której dziś jednemu z moich ex mogłabym pokazać środkowy palec. Ale o tym opowiem wam może kiedy indziej. ;)

Moja pasja do projektowania oraz biznesu i online marketingu zrodziła się w 2012 roku wraz z moim pierwszym blogiem. Od tego czasu pracowałam z różnymi firmami, zrobiłam różne strony i przeprowadziłam różne kampanie promocyjne, ale też po prostu się szkoliłam i rozwijałam. Zawsze pragnęłam mieć kreatywną pracę, na swoich zasadach, która daje mi wolność i przestrzeń w decyzyjności. Choć praca na własny rachunek w realnym życiu nie wygląda jak na instagramie (chyba że jeszcze nie odkryłam na to jakiegoś magicznego sposobu) to i tak ogromnie się cieszę, że robię to, co robię. Realizuję swoje marzenia i choć one wciąż się zmieniają, wciąż ewoluują i rzucają mnie na niestabilne wody to i tak jestem szczęśliwa i ogromnie wdzięczna za to, że dążę do ich realizacji. Jestem wdzięczna za wszystkie lekcje, które mi to daje i doświadczenie, które mogę zdobywać, mimo że nie jest łatwo.

Początkowy plan był taki, że przede wszystkim skupię się na blogu, jego rozwoju, na medytacjach, pracach z kobietami, warsztatach i kursach online. Webdesigning miał być dodatkiem, który w rezultacie zdominował bardzo mocno moją codzienność. Związane z tym były długie, naprawdę długie godziny pracy, brak odpoczynku, przewlekłe zmęczenie i bóle kręgosłupa. Musiałam na chwilę przystopować. Złapać oddech. Wrócić do siebie i swoich korzeni. Pierwszym krokiem do tego były dwutygodniowe wakacje w Hiszpanii, o których przeczytacie tu na blogu już niebawem. To będzie dla mnie zupełnie nowe wyzwanie, bo do tej pory o podróżach nie pisałam. Ciekawa jestem, czy interesuje Was i taka tematyka u mnie (dajcie znać w komentarzach). Drugi krok wiąże się z tym, że postanowiłam przez cały sierpień nie pracować. Robię tylko miłe rzeczy i tylko to, na co mam ochotę. Odpoczywam. Czytam książki, oglądam seriale, jeżdżę po mieście rowerem, poznaję nowe miejsca. Zabieram mojego psa na spacery. Podróżuję. Myślę. Planuję. Analizuję. Piszę…

Nie do końca wiem, jaka jest przyszłość tego bloga. Już od dawna zastanawiam się nad zmianami. Głównie związanymi ze zmianą nazwy. Czuję, że mnie ona ogranicza, nie do końca też już jest aktualna. Moja dieta wciąż jest bezmięsna, ale jest już inna i micha nie zawsze jest „czysta” z bardzo wielu powodów, o których teraz nie chcę pisać, ale powiem wam, że związane są ze zdrowiem fizycznym, psychicznym i wieloma obserwacjami, przemyśleniami i zebranymi informacjami. Nie ukrywam, że te powody miały bardzo duży wpływ na to, dlaczego przestałam regularnie pisać. Moje zainteresowania mocno uległy zmianie i nie wiem, jak to wszystko połączyć pod nazwą tego bloga. Ale teraz nie będę się tym przejmować. Cieszę się, że wróciłam. Zarówno do Polski, jak i na bloga. Choć z tą Polską to może być różnie, bo trochę już mnie nogi świerzbią i dusza woła, by gdzieś indziej pomieszkać. Na co się zapowiada w niedalekiej przyszłości, ale o tym na razie cicho sza! Upss… wygadałam się!

No nic… to tyle u mnie. Ciekawa jestem, co się w tym czasie działo u Was! Jeśli macie ochotę podzielić się wybranymi szczegółami z waszego życia, to dajcie mi znać w komentarzach. Tymczasem… do usłyszenia niedługo!

 

More from Evelina Lesniewska

Moje inspirujące cytaty – o problemach i strachu

Ok, dotarliśmy do końca. To ostatni wpis z serii inspirujących cytatów. Na koniec zostawiłam temat, który dotyczy...
Read More