Dziewczyno, czy dbasz o siebie?

Ten wpis bardzo długo siedział w moich szkicach blogowych. Widocznie czekał na odpowiednią porę i czuję, że ta pora właśnie nadeszła. Myślę, że wcale nie przez przypadek. Temat dbania o siebie jest wyjątkowo bliski mojemu sercu, bo dzięki temu cztery lata temu zaczęłam zmieniać swoje życie.

Czuję się zadbaną kobietą, choć czasem mam nieumyte włosy, nieogolone nogi i zdarza mi się mieć odpryśnięty lakier na paznokciach (bardzo!). Lubię chodzić w dresie i najbardziej na świecie cenię sobie wygodę i komfort ubrań. Czasami wychodzę do sklepu zaraz po przebudzeniu i wcale się nie przejmuję tym, że jeszcze nie umyłam zębów. Mimo to każdego dnia czuję się zadbana.

Nie zawsze jednak tak było. Był czas w moim życiu, gdy każdego dnia starannie dobierałam ubranie, z domu nie wychodziłam bez makijażu i zawsze miałam dobrze ułożone włosy. Mimo to nie czułam się zadbana. Czy to nie jest ironiczne? Może myślisz sobie nawet jak to możliwe. Bo widzisz… bycie zadbanym nie polega tylko na tym, by dobrze wyglądać na zewnątrz. Dużo ważniejsze jest to, jak dbamy o swoje wnętrze.

Czy masz tak samo?

Czy masz takie dni, kiedy czujesz się totalnie wykończona? Kiedy nie masz chwili wytchnienia, kiedy nie masz czasu porządnie zjeść, kiedy łapiesz się na tym, że przez cały czas poświęcasz się dla kogoś innego, gdy spychasz w ciemny kąt swoje potrzeby i pragnienia? Gdy nieustannie przedkładasz innych ponad siebie i nie dotrzymujesz obietnicy złożonej sobie? Gdy wściekasz się, że znów nie starczyło Ci na coś czasu, znów nie poszłaś do fryzjera, znów przegapiłaś wizytę u lekarza, znów nic nie oszczędziłaś i znów się nie wyspałaś. Ja tak miałam i przez te wszystkie rzeczy czułam się właśnie maga zaniedbana.

Trochę ponad cztery lata temu, kiedy moje życie wywróciło się nieco do góry nogami, uświadomiłam sobie, że w tym wszystkim gdzieś po drodze zupełnie zatraciłam siebie. To był początek mojej przygody w kierunku „Dbam o siebie”.

Zaczęło się niewinnie od zmiany diety i zwiększenia aktywności fizycznej. Powoli wsłuchiwałam się w siebie i swoje potrzeby. Zastanawiałam się czego od życia chcę, jakie wartości są dla mnie ważne, dokąd chcę zmierzać i jak chcę, by wyglądało moje życie. Zaczęłam mówić NIE i nie czuć z tego powodu winy. Uświadomiłam sobie, że nic nie muszę, ale wszystko mogę, jeśli tylko chcę. Zrozumiałam, że moje życie nie polega na tym, by się dopasować do kogoś ani na tym, by spełniać czyjeś oczekiwania. W ciągu tych czterech lat lepiej poznałam siebie niż przez całe moje wcześniejsze życie.

I wiesz co jeszcze? Spojrzenie sobie prosto w oczy w lustrze i powiedzenie na głos ‚KOCHAM CIĘ’ działa terapeutycznie (choć na początku głupio się z tym czujesz). Smutek, żal i złość to tylko nasze postrzeganie, które można zmienić. Chodzenie wcześniej spać nie jest lamerskie (jak mi się kiedyś wydawało) tylko jest super. Ekstra jest mieć pieniądze na koncie oszczędnościowym i pozbyć się z domu niepotrzebnych gratów. Super jest nie oglądać wiadomości i nie czytać gazet, które przepełnione są negatywnymi przesłaniami. Bardzo ok jest pozbyć się ze swojego życia toksycznych, nieszczerych i bezwartościowych znajomości. Małe przyjemności mogą naprawić cały kiepski dzień, a bycie wdzięcznym każdego dnia przyciąga do naszego życia więcej dobra.

Wybaczanie sobie i innym jest ważnym elementem do pełniejszego i szczęśliwszego życia. Próbowanie nowych rzeczy poszerza twoje horyzonty, robienie rzeczy poza naszą strefą komfortu przeważnie kończy się wielka… frajdą, a uczenie się tego, czego chcemy i co naprawdę nas interesuje, daje poczucie ogromnej satysfakcji.

Myślenie o sobie nie jest egoistyczne. Jest wyrazem szacunku, troską i zadbaniem. Jest Twoim ludzkim prawem. Prawem do szczęścia, wolności i harmonii ze sobą i światem.

Twoje prawo

Jeśli czujesz, że masz w tych obszarach braki to chcę uzmysłowić ci jedną najważniejszą rzecz. Gdybyś dziś miała wyniesiesz z tego wpisu tylko jedną rzecz to niech to będzie właśnie ta:

W ROBIENIU RZECZY DLA SIEBIE I ZGODNIE ZE SOBĄ NIE MA NIC ZŁEGO. Po prostu daj sobie na to pozwolenie.

A wtedy zacznie dziać się magia.

Zaniedbanie ma niewiele wspólnego z lenistwem. Najczęściej jest przyczyną wywołaną przez trudne emocje, z jakimi przyszło nam się skonfrontować gdzieś na drodze życia. W chwili, gdy to sobie uzmysłowimy, dobrze jest zastanowić się, cóż takiego wydarzyło się, co nas w tym zastopowało. Czasem trzeba będzie pogrzebać głębiej, ponieważ przyczyny mogą nie być oczywiste. Będą ukrywały się pod różnymi warstwami np. wstydu.

Najczęściej nie dbamy o siebie:

  • Bo brak nam poczucia własnej wartości i wiary w siebie.
  • Nie chcemy być odbierane jako egoistki. W końcu od dziecka wpajano nam, że to bardzo negatywna cecha i zawsze trzeba myśleć o innych.
  • Wydaje nam się, że na to nie zasługujemy.
  • Wydaje nam się, że potrzebujemy czyjegoś pozwolenia / czyjejś aprobaty.
  • Myślimy, że nie jesteśmy wystarczająco dobre.
  • Z poczucia obowiązku narzuconego przez naszą kulturę społeczną do troszczenia i opiekowania się w pierwszej kolejności innymi.
  • Z poczucia winy, gdy nie zaspokajamy cudzych oczekiwań.
  • Z nieumiejętności.

Jak możesz o siebie zadbać?

  • Zmień swoją dietę i zacznij zdrowo się odżywiać. Jedz owoce i warzywa. Unikaj żywności wysoko przetworzonej.
  • Wysypiaj się. Kładź się wcześniej spać. Wypracuj swoje wieczorne rytuały, które ci w tym pomogą i dzięki którym zwiększy się jakość twojego snu. Rób tak codziennie.
  • Medytuj, by nauczyć się wyciszać, praktykować uważność i panować nad swoimi emocjami.
  • Próbuj nowych rzeczy nawet tych, które cię onieśmielają i przerażają, ale wewnątrz czujesz, że to coś dla ciebie.
  • Nawadniaj się przez cały dzień.
  • Rób regularne badania. Lepsza jest profilaktyka niż leczenie.
  • Dbaj o swój rozwój intelektualny np. poprzez czytanie książek, naukę nowych rzeczy, zgłębianie tematów, które Cię interesują czy różnego rodzaju kursy.
  • Bądź aktywna w ciągu dnia. Nie musisz zaraz lecieć na siłownię. Idź na spacer, wysiądź przystanek wcześniej lub zaparkuj dalej auto. Wybierz schody zamiast windy, idź na jogę. Cokolwiek ci pasuje bądź w ruchu.
  • Prowadź dzienniczek wdzięczności i zapisuj w nim każdego dnia przed snem co najmniej 3 rzeczy, za które danego dnia jesteś wdzięczna. Dostrzegaj ile dobra jest wokół ciebie.
  • Oszczędzaj pieniądze. Nawet jeśli miałaby to być tylko jedna złotówka w miesiącu. Nie ważna jest kwota, liczy się systematyczność.
  • Każdego dnia poświęć czas na małe przyjemności jak np. herbatę wypitą w spokoju, wypiłowane paznokcie czy żarty z przyjaciółką.
  • Pozbądź się ze swojego życia ludzi, którzy nic dobrego do niego nie wnoszą. Jesteśmy wypadkową 5 osób, z którymi spędzamy najwięcej czasu. Wybierz ich mądrze.
  • Zastanów się, czego od życia chcesz i żyj zgodnie ze swoimi przekonaniami.
  • Przyjamniej raz w tygodniu weź kąpiel, zrób sobie peeling, nałóż maseczkę na twarz i włosy. Rozpieszczaj się!

ZADANIE

Jeśli zaglądacie na mojego Facebooka, to wiecie, że kilka tygodni temu brałam udział w Zlocie (Latającej Szkoły) organizowanym przez Agatę Dudkowską i jej team. Zlot był dla mnie wspaniałym wydarzeniem i przeżyciem. Emocje, wrażenia i przemyślenia, jakie tam powstały do dziś jeszcze trawię i na długo one we mnie pozostaną. Jednak chyba największe wrażenie wywarły na mnie latające dywany, w których brałyśmy udział ostatniego dnia. To właśnie one zainspirowały mnie, by w końcu opublikować ten wpis. Latające dywany odbywały się w manifeście ‚osiędbania’ Justyny Kokoszenko znanej jako Blimsien, która promuje ideę ‚selfcare’. W czasie ich trwania odpowiadałyśmy między innymi na trzy pytania, na które chciałabym żebyś dziś i ty sobie odpowiedziała:

  1. Czym jest dla ciebie dbanie o siebie?
  2. Jakie rzeczy robiłaś do tej pory, aby o siebie zadbać?
  3. Co robiłabyś i jak wyglądałoby Twoje życie, gdyby dbanie o siebie było Twoim priorytetem?

Najlepiej, jeśli wypiszesz sobie na kartce wszystkie odpowiedzi. Daj sobie na każde pytanie około 5 minut, a następnie zastanów się nad tym, co zanotowałaś i przeanalizuj wnioski, które się pojawiły.

Na zakończenie

To, co bardzo staram się dziś Ci powiedzieć, to jest to, że dbanie o siebie dotyczy zarówno naszego zdrowia, ciała, wyglądu, naszych relacji z sobą jak i innymi, naszego ducha i rozwoju osobistego oraz intelektualnego. Jest po prostu wielowymiarowe.

Choć idea dbania o siebie jest już coraz powszechniejsza i co rusz można natrafić na książki, wykłady, przemówienia, warsztaty związane z tym tematem to wciąż jeszcze dużo pracy przed nami. Wierzę jednak — z całego serca — że nadchodzi czas zmian.

Dzisiaj napisałam taki komentarz na blogu Magdaleny Kluszczyk, który myślę, że będzie dobrym zakończeniem tego tekstu:

Myślę, że nadchodzi czas rewolucji — nas kobiet — w czasie której, w końcu uzmysłowimy sobie, że nie ma nic złego w tym, by dbać o siebie, by słuchać siebie, by żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami. Dbanie o siebie zaczyna nabierać innego znaczenia. Już nie tylko chodzi o to, by mieć doskonały makijaż, pomalowane paznokcie i nienaganną fryzurę, bo często to tylko pozory bycia autentycznie zadbaną.

Dziewczyny, kobiety, siostry… dbajmy o siebie. Niech to będzie naszym priorytetem.


Czym dla ciebie jest dbanie o siebie? Podziel się proszę w komentarzu trzema przykładami. Nie ma złych odpowiedzi i każda z nas będzie miała je inne. I to właśnie jest w  tym piękne <3

Jeśli spodobał Ci się ten tekst podziel się nim proszę z inna ważną dla ciebie kobietą, być może to jest właśnie to czego dziś potrzebuje.


W komentarzach dzieją się zawsze najciekawsze rzeczy i wiele można się dowiedzieć, dlatego podziel się proszę swoim zdaniem i doświadczeniem. Twój komentarz może pomóc komuś podjąć decyzję lub znaleźć odpowiedź na nurtujące pytanie.

Dziękuję Ci za Twój głos i wkład w tworzenie tej małej wirtualnej przestrzeni, z której wszyscy możemy nauczyć się czegoś nowego.


Przeczytaj też jak ja między innymi dbam o siebie?
I wiele wiele innych :)
More from Evelina Lesniewska

To miał być pierwszy dzień mojego nowego życia…

Dziś miał być pierwszy dzień mojego nowego życia. Pierwszy dzień po powrocie do Polski z trzyletniej...
Read More
  • Uff, wchodząc po przeczytaniu, bałam się że chodzi o makijaż, kompletowanie pasujących do sylwetki ciuchów, porady dotyczące włosów… „bycie zadbanym nie polega tylko na tym, by dobrze wyglądać na zewnątrz” – podbijam! :)

  • Kiedyś zetknęłam się z fajnym przykładem, który mówił, że kobiety zaniedbują siebie ze względu na to, że bardzo mocno dbają o wszystkich innych, przez co na siebie brakuje im już czasu. Jednak to błąd, bo im bardziej dbamy o siebie, tym więcej energii i dobra możemy dać innym.
    Także to dbanie o siebie nie jest takie do końca egoistycznie. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że wręcz przeciwnie. :)
    Podpisuję się pod tym!

    • Dokładnie Aniu! :) Całkowicie się z tym zgadzam. Ja wielokrotnie już pisałam tu na blogu, że jeśli nie dbamy o siebie to jak chcemy dbać o innych?! No nie da się tego zrobić dobrze. Trzeba zacząć od siebie.

    • Ylva_Fraskogen

      Tak jak wyżej – dbanie o siebie to wyraz miłości, a miłość powstaje w nas i przez nas przechodzi dopiero na innych. „Dbanie” o kogoś z wielką łaską, wyrzuty z podświadomości (rodzice to często robią zupełnie nieświadomie, typu „ja ci tyle POŚWIĘCAM a ty się tak odwdzięczasz” – tak jakby musieli się poświęcać a nie robili z miłości czegoś, chociaż wydaje im się że tak jest) to podstawa dla toksycznej relacji. Tak jak my chcemy, żeby osoby na którym nam zależy kąpały się w blasku miłości płynącym z nas, im przecież też zależy na tym, żebyśmy były szczęśliwe. Zawsze się śmieję, kiedy mój mężczyzna się złości, kiedy podejmuję jakąś decyzję która nie do końca pasuje mi emocjonalnie, ale jest racjonalna. „Bo ja się źle czuję, jak jesteś zła / smutna”, choć czasem po prostu trzeba złe emocje przeżyć i nie ma w tym nic złego :D Ale jest w tym dużo prawdy. Przecież nie chcę, żeby się złościł:)

      • Oj, bardzo ważną rzecz napisałaś o tym poświęcaniu się. To w ogóle jest osobny temat i też chodzi mi po głowie, żeby co nieco o tym napisać.
        Miłość przecież nie polega na poświęcaniu się ani dla kogoś, ani w imię czegoś. Jeśli coś robimy co wynika z naszych chęci to powinno to być bezinteresowne. Szczególnie w przypadku rodziców tak jest, że oni takim zachowaniem wymuszają i wpędzają dzieci w poczucie winy za coś czego w ogóle się od nich nie oczekiwało. Ale to są już bardziej złożone tematy.

      • Ylva_Fraskogen

        Niestety, bardzo bym chciała, żeby w kanonie wychowania była i nauka zdrowia psychicznego i dietetyka, wydaje mi się, że te dwie rzeczy są kompletną podstawą do świadomego życia (a przynajmniej sporo pomagają, bo widzę ile czasu i energii musiałam poświęcić na to żeby rozwikłać te zagadki, a uważam że każdy nastolatek powinien wchodzić w dorosłość już z pakietem tej wiedzy w głowie). Nie jestem mistrzem mindsetu w tej chwili, jak zresztą wiesz po moich innych komentarzach, jednak im więcej pracuję, tym więcej widzę powszechnych problemów, których ludzie nie są w ogóle świadomi. Życie na powierzchni słów, koncepcji, ocenianie idei przez ludzi, którzy się nią zajmują. Często mam w głowie taką wizję, gdzie dwie linie przecinają się prostopadle z innymi dwoma, ona oznacza dla mnie to, że ludzie myślą o czymś określonym torem, kiedy klasyfikacja tych rzeczy powinna przebiegać przez nie, a nie wzdłuż… jeśli wiesz o co mi chodzi. Np. opinia ludzi o czyimś zasobie wiedzy praktycznie w ogóle nie dotyczy jego faktycznego zasobu wiedzy i nikt tego z reguły nie sprawdza. Aby ocenić kogoś jako mądrego, mózgowi wystarczą przesłanki typu: ton wypowiedzi, wygląd, pewność siebie – dlatego zresztą marketing jakimś cudem działa, nutella daje energię na cały dzień, a 3 łyżeczki cukru na szklankę napoju costa to kwintesencja natury w witaminach. Ocena jest szkodliwa tylko dla oceniającego, ale problem zaczyna narastać, kiedy wokół czyjegoś przekonania tworzy się grupa ludzi, którzy stają się wyznawcami jakiejś idei i tworzą nieomylny zestaw poglądów, który po prostu przejmują bez zastanowienia, bo skoro zgadzają się z jedną rzeczą, to inne też muszą być ok (tak działa niestety mózg, upraszcza żeby się nie przegrzać) – tutaj wchodzą też takie tematy jak potrzeba przynależności do grupy, stała widownia potwierdzająca naszą rację i budująca ego itp. I przez taki chaos ocen istnieją zupełnie szalone koncepcje polityczne, religijne, światopoglądowe, a dyskusja o nich jest kompletnie bez sensu, bo wszyscy ślizgają się po tym potworku który powstał na bazie skrzywionej psychologii. I to tworzy pierwsze tory. Tym prostopadłym torem myślenia jest dla mnie dociekanie przyczyn tych poglądów, od strony wewnętrznej (pierwsza linia), czyli rozgryzanie dlaczego ktoś mógłby tak myśleć, a drugą linią jest badanie ciągów przyczynowo-skutkowych idących w przeszłość i w przyszłość dla samego problemu. Jakimś cudem prawie nikt tego nie robi w publicznym świecie, zresztą nie dziwię się, bo myślenie wspak naraża na wiele społecznych nieprzyjemności. Wszyscy wolą iść tą utartą ścieżką i kłócić się, czy np. aborcja jest dobra, czy zła itp. nawet nie próbując podać kontrargumentów w taki sposób, aby druga strona je zrozumiała. Mają po prostu swoją koncepcję tematu i nie rozumieją, że opinia drugiej strony wynika z tego, że inaczej go rozumieją. Ale ja wierzę w prawdę obiektywną, czyli możliwie pokrywającą najwięcej prawd subiektywnych, bo prawdą jest wszystko jeśli tylko istnieje:) Jeśli Cię zainteresował temat poświęcania, to jak najbardziej kibicuję w pisaniu posta na ten temat, choć to praca złożona i skomplikowana, jak chyba większość psychicznych zawiłości. Ale Ty sobie na pewno z tym poradzisz. To przynajmniej jeden krok naprzód do uświadamiania ludzi, że ich przekonania i emocje nie są prawdą absolutną biorącą się z nikąd, ale powstają z ich wartości, z czegoś w co uwierzyli czy rok temu, czy jak mieli 3 latka.

      • … lub w to co ktoś im wpoił. :) Przebijam Ci piątkę, bo dokładnie tak samo myślę. Marzę o świecie, w których szanujemy to, że każdy może mieć swoją opinię i w to, że nikt swoich opinii nie narzuca innym. To byłaby część świata idealnego. Niestety dzisiaj ludziom nie po dordze do samodzielnego zastanawiania się, analizowania i zgłębiania tematów. Nie po drodze do poznawania świata i siebie samego, bo żyjemy w świecie, gdzie wszystko obraca się w okół pieniądza. Z tego względu nie starcza nam czasu na nic innego. Praca i obowiązki wypełniają lwią część codziennego życia. Smuci mnie to, kiedy się nad tym zastanawiam, ale zaczynam też dostrzegać w ludziach chęć wyłamania się z tego stąd coraz głośniej jest o tym, co jemy i o higienie psychicznej. Po prostu bardzo nam tego brakuje, a to jest nierozerwalną częścią naszej natury.
        Po tym komentarzu już wiem na pewno, że ksiażka „od bogów do zwierząt” bardzo ci się spodoba :)

      • Ylva_Fraskogen

        Tak, ta wiara zazwyczaj się opiera na uwierzeniu czemuś zewnętrznemu, ale nie da się nikomu tak naprawdę kazać w coś wierzyć. Nawet manipulując – zawsze jest ten proces kiedy ktoś decyduje o to, czy i w jakiej formie włączyć swoją interpretację czyjegoś zachowania/słów do swojego umysłu. To akurat wiem z warsztatów panowania nad agresją, które były kiedyś na woodstocku:D Ale są bardzo uniwersalne jeśli chodzi o emocje i ich powstawanie i ekspresję. Niestety im bardziej to przebiega nieświadomie tym gorzej. Nie wiem, czy kojarzysz actualized.org, bardzo mi się podobał filmik Leo nt. „childchood vows” https://www.youtube.com/watch?v=_mqv0qQPElw w tym temacie. Z tego powodu mam mocny dylemat akceptacji czyichś poglądów, chociaż oczywiście szanuję to, że każdy może mieć swoją opinię, kiedy na pewno wiem skąd one się biorą i nie biorą się wcale z przemyślenia tematu, tylko ze słabości psychicznej albo nieświadomości (dużo starszych ludzi jest np. wyborcami pisu nie dlatego, że podoba im się ich program, tylko dlatego, że są katolikami co totalnie nie wnosi nic do tematu – ale to już jest ogromna piramida, bo później są powody dla których są katolikami itd.). Jeśli ktoś ma odmienne poglądy do moich, ale widać że przemyślał i ma jakąś wiedzę, to jest naprawdę super, można wtedy rozmawiać godzinami i dowiedzieć się mnóstwo nowych rzeczy.
        No i piszesz, że wszystko obraca się wokół pieniądza, a jakoś ludzie pieniędzy nie mają. To jest przerażające właśnie, że nie widzą nieskuteczności własnych działań, albo wypierają tę informację, bo „liczy się ciężka praca” a nie jej efekt, tak mówili ich rodzice, dziadkowie. „Musisz mieć dyplom mgr bo nie wiadomo kiedy ci się przyda” bo pan Józef w prlu był bardzo szanowany i nawet czasem pomógł za 0,7, „praca przy komputerze to nie praca, nawet się nie spocisz” itp. im lepiej sobie radzisz, tym pod większym atakiem jesteś ludzi, którym się nie powiodło finansowo, a im biedniejsi ludzie tym bardziej przeceniają bezużyteczną pracę (i może dlatego też są biedni, ale przynajmniej mają spokojne sumienie że „robią wszystko” co mogą). I tak to też działa. Ja akurat byłam pod ostrzałem religijnym przez całe życie, bo mój ojciec gorliwy mnie zmuszał do chodzenia do kościoła i do dzisiaj ma wielki ból serca o to, że mam inne poglądy na ten temat. A sam się do nich przyczynił, bo przykładnym chrześcijaninem to on nigdy nie był, a przemoc psychiczna na tym tle nie za bardzo zachęciła do bezrefleksyjnego przejęcia tematu. Paradoksalnie jestem mu za to wdzięczna, bo moja prawdziwa i pozytywna duchowość dzięki temu rozwinęła się w znaczącym stopniu, czasem negatywny przykład jest też motywacją. Teraz jestem pod ostrzałem za dietę roślinną, ale już mam wprawę i odporność psychiczną :DDD A w tym temacie często śmieszą mnie komentarze w sieci, ktoś pisze coś pozytywnego o wege, nie kłóci się, po prostu daje jakiś przepis czy coś miłego w tym stylu i zawsze znajdzie się pod spodem „przestań wpychać ludziom do gardeł swoje poglądy, jedzenie to wybór ale dorabianie do tego ideologii to już choroba psychiczna” xD Zawsze mnie cieszą takie reakcje, bo to znaczy, że ludzi coś gryzie w sumieniu czy to odnośnie własnego zdrowia czy etyki, z doświadczenia wiem, że wiele z takich ludzi przechodzi na weganizm.
        Lecę zatem do empika;)

  • eV

    Teach me, master. Totalnie tak nie umiem. Jeśli mam iść spać na więcej niż 6 godzin, to przez pierwszych kilka przewracam się z boku na bok myśląc o rzeczach, które mogłabym w tym czasie zrobić. Jeśli mam wypić w spokoju herbatę, to nie mam co zrobić z oczami, muszę zacząć cokolwiek czytać. Jeśli znajdę w dniu kilkadziesiąt minut wolnego czasu, to przeznaczę je na ubolewanie nad swoimi wadami i przypominanie sobie wszystkich fejlów, jakich dokonałam przez ostatnich kilkanaście lat. Dlatego muszę żyć w biegu i przez to nie mogę w opisany sposób o siebie dbać. Muszę mieć tyle na głowie, aby nie było już czasu na refleksję nad przeszłością. W oszczędzaniu też jestem beznadziejna. Zawsze wygrzebuję ze słoika na oszczędności pieniądze, kiedy muszę kupić bilet na autobus. Sport? Chętnie – robię przysiady kiedy nikt nie patrzy, na ogół wykonując jednocześnie jakąś drugą, niepowiązaną czynność (mycie zębów, nauka, oglądanie filmu). Czuję się totalnie niezadbana i totalnie nie umiem nic z tym zrobić.

    • To zacznij może od czegoś bardzo małego – np. kładź się spać 10 minut wcześniej przez tydzień? Ja od tego zaczynałam.

      • eV

        10 minut wcześniej niż…? Jeśli „10 minut wcześniej niż planowałam”, takie coś mogłoby jedynie oznaczać rezygnację z umycia zębów i zrobienia siku. Dla mnie godzina pójścia spać to rzecz tak ruchoma, że może raz oznaczać dwudziestą pierwszą a raz dziewiątą rano. Aby kłaść się spać 10 min wcześniej, trzeba najpierw chodzić spać baaardzo regularnie :D.

    • Napisałaś bardzo ważną rzecz „Dlatego muszę żyć w biegu i przez to nie mogę w opisany sposób o siebie dbać. Muszę mieć tyle na głowie, aby nie było już czasu na refleksję nad przeszłością”. Niestety, ale jeśli nie uporasz się ze swoją przeszłością, swoimi wewnętrznymi blodkadami to zawsze będziesz w takim stanie, w którym nie będziesz potrafiła wytrzymać w spokoju 2 minut. Taka nadpobudliwość jest próbą ucieczki od konfrontacji ze sobą. To trudne tematy i wiem, że na pewno bardzo się boisz tego, ale warto to zrobić, bo dzięki temu będziesz wieść spokojniejsze (wolne od stresu) i szczęśliwsze życie. Tak jak Aleksandra napisała powyżej zacznij od czegoś małego jak właśnie wypicie herbaty w spokoju. Albo nawe spróbuj tego http://www.donothingfor2minutes.com/.
      Kiedy dopadają Cię nagatywne myśli zadaj sobie 3 pytania:
      1. Czy to prawda? (tak lub nie?)
      2. Czy możesz mieć absolutną pewność, że to prawda? (tak lub nie?)
      3. Jak reagujesz, jak się czujesz, gdy wierzysz, że ta myśl jest prawdziwa? Czy ta myśl wnosi do twojego życia spokój czy stres?
      A następnie zastanów się krótko jak byś się czuł bez tej myśli.

      Początki nie są łatwe, ale liczy się regularność.
      Technik jest dużo, ale nie jestem wstanie powiedzieć ci wszystkiego w komentarzu, bo to obszerny temat. Przygotowuje kurs, w którym będziemy pracować nad takimi rzeczami, więc jeśli byłabyś zainteresowana to obserwuj blog i fanpage. Myślę, że pojawi się on w kwietniu.
      W między czasie jeśli masz jakieś pytania to napisz do mnie na maila.

      • eV

        Haha, otworzyłam stronę z linka od Ciebie i już po dwóch sekundach zaczęłam przeciągać napis myszką w dół :D. To zdecydowanie nie dla mnie.
        Lista trzech pytań brzmi bardzo pomocnie. Będę musiała spróbować, może pomoże. Tylko trochę trudno jest myśleć racjonalnie w chwilach gorszego nastroju. Wszystko wtedy wydaje się do niczego, nawet jeśli ogólnie nie mam na co narzekać. Po prostu chandra i tyle.
        Bloga śledzę od dawna i jeśli kurs się pojawi, to na pewno go nie przegapię. Dzięki za info i dobre rady!

      • Wiesz… ja uważam, że wszytko zależy od naszego nastawienia. Jeśli czegoś się bardzo chce to wszystko da się zmienić. Siedzenie w miejscu i nie robienie absolutnie niczego nie jest łatwe. Wbrew pozorom to jedna z najtrudniejszych rzeczy, ale wierz mi odrobnia dobrych chęci i próby mogą przynieść bardzo pozytywne rezultaty. Pisałam o tym w poprzednim wpisie o medytacji, że najczęściej Ci, którzy uważają, że to nie dla nich czy, że nie mają czasu to Ci, którzy potrzebują tego najbardziej. Jeśli naprawdę chcesz coś zmienić w swoim życiu to próbuj zacząć robić inne rzeczy lub robić to co już robisz inaczej. Wybieraj to, co najbardziej ci odpowiada i stopniowo małymi kroczkami idz do przedu. :) Praca nad sobą to powolny i niełatwy proces, ale naprawdę wart zachodu. Powodzenia! :)

  • Igomama

    Ciekawy artykuł. Wydaje się, że łatwo jest dbać o siebie, a w praktyce okazuje się, że często nie mamy takiego nawyku, zwłaszcza dzieje sie tak w przypadku kobiet – żon i matek, które swoje potrzeby stawiają na końcu i zwyczajnie brakuje im na nie czasu i sił.
    Prosiłaś o 2 przykłady dbania o siebie: u mnie to drobiazgi: zaczynam dzień od szklanki wody z cytryną, w sobotę biegam w grupie innych mam, próbuję codziennie poczytać choć kilka stron książki, która zawsze przy mnie leży. Pozdrawiam z Holandii:)

    • Dbanie o siebie staje się łatwe, kiedy uczynynimy z tego priorytet i w końcu wejdzie nam w nawyk. Jeśli postępowalibyśmy tak od małego nie byłoby to dla nas nic nadzwyczajnego. No ale niestety rzeczywistość jest inna i dziś musimy się tego same nauczyć. Szczególnie (właśnie wydaje mi się), że najtrudniej mają mamy. Moim zdaniem to, co robisz czyli poranna woda z cytryna, czytanie książki i biegi w grupie to już bardzo dużo. Brawo! I oby tak dalej :) Pozdrawiam serdecznie i przesyłam uściski z UK.

  • uhhhh! Jaki dobry tekst. Widać, że wyleżał swoje w szufladzie.
    A odnośnie samej treści – ja się chyba dopiero uczę takiego dbania o siebie. W pogoni za realizacją moich celów często zapominałam o tych podstawowych rzeczach i nie raz zabrakło mi pary tuz przed samą metą. Dziś mam nieco inne podejście, choć nie tak przepełnione świadomym dbaniem o siebie jak to o którym Ty piszesz. W moim wykonaniu dbanie o siebie – w sensie sen/pożywienie/ruch – jest kolejnym środkiem do celu, jak listy zadań czy plany marketingowe. Jeszcze długa droga przede mną, ale i tak uważam że jest jakiś progres ;)

    • Dzięki Ola! Super miło mi to słyszeć :)
      Wiesz, ja też się tego uczyłam. Małymi kroczkami od pojedynczych rzeczy. I nadal ciągle się uczę. Z czasem rośnie w nas świadomość autentycznego dbania o siebie i jednocześnie wzrasta wewnętrzna potrzeba by przenosić to na inne dziedziny. Najważniejsze to zacząć nawet od jednej rzeczy. Przede mną też ciągle jeszcze dużo pracy, ale dużo już zrobiłam i przepracowałam sama z sobą i na pewno ty też. Sen, pożywienie i ruch, o którym piszesz to dla mnie fundament zdrowego i szczęśliwego życia i całkowicie się z Tobą zgadzam, że jest środkiem do celu :)

  • Ylva_Fraskogen

    Zainspirowałaś mnie do zrobienia listy rzeczy, które chciałabym włączyć jako rytuały: dzienne, tygodniowe, miesięczne. Szczerze powiedziawszy nawet głupie paznokcie wpływają na poczucie własnego ogarnięcia, mimo że nie potrzebuję do szczęścia 5cm tipsów z brokatem, to nigdy nie mam „czasu” na to, żeby usiąść i je zrobić, przez to czuję wyrzuty sumienia, że jestem taka rozlazła i to raczej nie ma nic wspólnego z wyglądem samych paznokci – tylko właśnie czasem dla siebie. Od dzisiaj regularnie będę dbać o włosy, skórę, paznokcie, pić zioła i pyłek kwiatowy, medytować w końcu codziennie!, potem postaram się zorganizować czas na przygotowywanie lunchy na następny dzień i wydzielić sobie czas na tworzenie tylko dla siebie a nie na zlecenia, grę na pianinie, jogę i spacery, regularne czytanie książek :) Pewnie zejdzie trochę czasu, żeby wprowadzić to wszystko, ale jestem pewna, że poczuję się lepiej. Miałam już taki moment kiedy jak zombie po prostu scrollowałam jakieś głupoty, nawet nie mogłam przez to czytać książek, bo zaczęły tak bardzo nudzić (forma długiej wypowiedzi, mózg nie miał bodźców, mimo że temat interesujący). Czuję, że nie mam tyle energii na to, żeby cały czas podtrzymywać aktywność, ale brak tej aktywności również przyczynia się do takiego stanu ciała i umysłu, że jest się bez sił – i takie to błędne koło. Małymi kroczkami do przodu:)

    • Tak, dokładnie. Właśnie to samo o małych kroczkach napisałam poniżej w odpowiedzi na komentarz :) Fajnie, że udało mi się zainspirować Cię do zmian. Taka lista na pewno bardzo pomoże. Najważniejsze przy niej będzie jednak to, aby były to rzeczy realne do zrobienia. Lepiej zacząć robić tylko jedną czy dwie rzeczy w tygodniu niż spisać listę życzeń, której nie będziemy w stanie zrealizować i przez to poczujemy się jeszcze gorzej. Na bezsensowne ptrzeglądanie Facebooka bardzo polecam wtyczkę do Kill New Feed :) Nagle okazuje się, że mamy mnóstwo czasu haha.
      Powodzenia, trzymma za Ciebie kciuki!

      • Ylva_Fraskogen

        Dziękuję za porady. Biorę to pod uwagę, żeby się nie rozczarować. Największym szokiem było jednak to, że chodząc do pracy na etat usprawiedliwiałam się „nie mam czasu, energii, bo praca” – a teraz siedzę na L4 cały dzień, nieuczesana, w szlafroku… i też nie mam „czasu”. Żeby to był problem z facebookiem :( Mam całą listę pożeraczy, nawet nie będę wymieniać. Trzeba po prostu się zająć czymś bardziej pożytecznym. Za dzieciaka miałam kalendarz i ze względu na poczucie braku czasu rozpisałam sobie życie godzina po godzinie w tygodniu i nagle okazało się, że na wszystko jest czas i to sporo, nie trzeba siedzieć do nocy. Muszę do tego wrócić, czasami jest się głupszym na starość;)
        Kiedyś kochałam spokój i ciszę, a przez te bzdury nawet w toalecie nie mogę wysiedzieć 5min bez telefonu w ręce. I tak ma większość osób wokół, więc ciężko nawet zauważyć, że to coś złego. Kto zacznie jednak zmieniać nasze życie na lepsze, jak nie my :)

      • Uroki naszej cywilizacji :) Czasami mam wrażenie, że niby tak szybko idziemy ze wszystkim do przodu, a jednocześnie tak bardzo się cofamy. W szczególności jeśli chodzi o relacje z samym sobą i naszymi bliskimi.

  • peregrino

    Piękna i bardzo inspirująca notka! przeczytałem jeszcze raz i wspomniałem moim córkom o przesłaniu dbania o siebie właśnie tak jak napisałaś w sposób wewnętrzny a nie powierzchowny … wielkie brawa Evelina! … z ciekawości zajrzalem też na stronę zlotu i ucieszyłem się widząc, że część Zlotu odbywała się w Muzeum Manggha w Krakowie ,, uwielbiam to Muzeum i zaglądam tam za każdym razem kiedy jestem w Krakowie .. jest dosłownie po drugiej stronie Wisly przez Most Grunwaldzki od mojego mieszkanka w Krakowie .. Muzeum fascynuje i w cieplejsze miesiące taras kafejki ma jeden z najlepszych widoków na Wawel .. to Muzeum pozostanie na zawsze widocznym darem Andrzeja Wajdy i Krystyny Zachwatowicz dla Krakowa

    • Bardzo, bardzo dziekuję! To dla mnie największy komplemet słyszeć, że ktoś wraca do moich tekstów i przekazuje je dalej.
      Tak, część Zlotu mieliśmy w muzeum Manggha (Galę oraz niedzielne osiędbanie). Świetne miejsce <3, a widok z tarasu był piękny nawet w zimowe dni.

  • Ewa Blaszczyk

    Dotychczas dbałam o siebie powierzchownie czyli sport, dieta, yoga, książki ale nadal nie czułam ze to jest to. Teraz zadbam o siebie w inny sposob: będę stawiać siebie i moje potrzeby na pierwszym miejscu, nie pozwolę ludziom krzywdzić mnie i denerwować, nie będę brać personalnie ich komentarzy i wreszcie zajmę się realizowaniem moich pomysłów !

  • Świetny tekst:)

  • Masz rację, małe rzeczy mogą naprawić zepsuty dzień. Muszę sobie zrobić listę takich rzeczy, przez które będę o siebie dbać inaczej :)

  • kasia

    Hej;) Czytałaś może książki Beaty Pawlikowskiej?

    • Czytałam tylko „Największe skarby naszej cuwilizacji” i „Największe kłamstwa naszej cywilizacji”.

  • Adriana

    Dbanie o siebie. To mój wewnętrzny spokój, to bycie dla siebie dobrą nie pozwalając innym na ranienie, wykorzystywanie mnie i mojej dobroci. To praca nad sobą. Kolejnym krokiem….dbania będzie spokój finansowy bo tu leżę :( i kwicze. Pozdrawiam ciepło cudowne Kobiety

    • Pięnie napisałaś :) Dziękuję i trzymam kciuki za kolejne kroki w dbaniu o siebie :)

  • Zwracasz uwagę na bardzo ważną rzecz. Faktycznie jest tak jak piszesz, ale nie dlatego, że osoby młode / nastoletnie nie są traktowane poiważnie czy większość osób uważa, że nie dotyczy ich ten problem. Mogę mówić za siebie i powiem jak to wygląda u mnie. Zdecydowana większość mojej grupy docelowe – czyli tych, którzy do mnie zaglądają – to osoby pomiędzy 20 a 35 rokiem życia. W związku z tym zdecydowanie łatwiej mi jest pisać do tych osób, łatwiej mi się nawiązuje kontakt z osobami w podobnym wieku do mnie. Niestety też jest tak, że do pewnych wniosków dochodzi się z wiekiem. Nikt nas za młodu niestety tego nie uczył stąd kiedy dorastamy i zaczynbamy do pewnych wniosków dochodzić metoda prób i błedów to mamy już 20 – 30 – 40 kilka lat. Przytkre jest to, że faktycznie nie ma nic albo bardzo niewiele dla osób młodszych – a przecież to właśnie już w jak najmłodszym wieku powinniśmy uczyć się tych wszystkich rzeczy. Ja żałuję, że nikt wcześniej ze mną o tych sprawach nie rozmawiał, że było to traktowane po macoszemu. Większość społeczeństwa dopiero zaczyna rozumieć powagę tych tematów.
    Dziękuję Ci za ten komentarz, bardzo do mnie trafił i na pewno Twoje uwagi wezmę pod uwagę. Ale też chciałabym, Ci powiedzieć, żebyś się nie przejmował/a tym, że o tych sprawach pisze się teoretycznie dla starszych. Wyciągaj z tego to, co dla Ciebie dobre, co ci służy i pomoże lepiej i bardziej świadomie żyć.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i dziekuję, że do mnie zaglądasz :)