Dwa lata na weganizmie – podsumowanie

Niedawno obchodziłam drugą rocznicę przejścia na weganizm. Dokładnie w sobotę 9 stycznia minęło 730 dni bez mięsa, nabiału, jajek i wszelkich innych produktów pochodzenia zwierzęcego. W tym czasie unikałam także kosmetyków zawierających w składzie produkty pochodzenia zwierzęcego oraz testowanych na zwierzętach, nie kupowałam skórzanych, wełnianych czy jedwabnych ubrań i elementów garderoby.

W swojej szafie nadal mam skórzaną kurtkę, oraz skórzane buty i pasek, a także puchową kurtkę. Wszystkie te rzeczy kupiłam lata wcześniej zanim przeszłam na weganizm. Jedyną rzeczą, którą kupiłam niewegańską w ciągu ostatnich dwóch lat była używana puchowa kamizelka, którą wylicytowałam na eBayu. Pewnie zadajecie sobie teraz pytanie, dlaczego nie pozbyłam się tych skórzanych ubrań i na dodatek kupiłam coś okupione cierpieniem?

Uważam, że pozbywając się tych rzeczy nie przyczyniłabym się w żaden sposób do poprawy życia zwierząt, ponieważ te rzeczy były już kupione. Poza tym nie uważam by wyrzucanie czegokolwiek dla ideologii było słuszne. W tym wypadku to zwykłe marnotrawstwo i brak szacunku do zwierząt i pieniędzy.

Przez te dwa lata oszczędziłam życie 730 zwierzakom i 830 galonów wody, czyli jakieś 3,773 litry. Nie wiem jak dla Was, ale na mnie robi to wrażenie i daje poczucie satysfakcji. Jeśli też jesteście na diecie wegańskiej możecie sprawdzić wasz wynik w tym kalkulatorze.

Ok, ale co w tym czasie się wydarzyło? Jakie realne przełożenie weganizm miał na moje życie i na moje zdrowie? Postanowiłam, że napiszę Wam wszystko bez żadnej ściemy i koloryzowania. Bo to przecież byłoby bez sensu. Nie mam nic do ukrycia i chcę byście znali prawdę. Nie zawsze jest kolorowo i nie zawsze wszystko się udaje tak jakbyśmy chcieli. Każdy dzień przynosi coś nowego i cały czas się uczę. Poznaję nowe rzeczy, nowe smaki, nowych ludzi. W dziedzinie odżywiania, czy weganizmu nie mam się za eksperta ani żadnego guru. Wręcz przeciwnie daleko mi do tego. Jestem zwykłym człowiekiem tak samo jak i Ty. Poszukuję swojej drogi z przyświecającym mi celem, że chcę dla siebie i innych jak najlepiej.

Żałuję bardzo, że nie spisałam takiego podsumowania po pierwszym roku. To z pewnością był rok największych zmian. Swoją drogę do weganizmu – jak wielu – zaczęłam po obejrzeniu wykłady Garego Yourofsky we wrześniu 2013r. O tym, dlaczego przeszłam na weganizm pisałam tutaj. Z początku nie miałam pojęcia, co robić. Trochę działałam na czują. Trochę jak logika podpowiadała. Spokojnie i stopniowo eliminowałam kolejne produkty ze swojej diety. Szybko okazało się, że wcale nie jest to trudne i za niczym nie tęsknię. Nigdzie się nie śpieszyłam, do niczego nie zmuszałam. Eliminowałam produkty wtedy, kiedy czułam, że jestem na to gotowa. Robiłam tak jak podpowiadał mi mój organizm.

Pierwszy rok był niesamowity. Bardzo dużo czytałam książek związanych z weganizmem. Każdego wieczora oglądałam jakiś film dokumentalny czy filmiki innych wegan na YouTube. Chciałam dowiedzieć się jak najwięcej. Chłonęłam tę wiedzę jak gąbka. Kiedy poszłam na pierwsze zakupy wegańskie cieszyłam się jak dziecko! Przysięgam, że sprawiło mi to masę radości. Kupiłam wtedy 4kg bananów i mnóstwo innych owoców oraz warzyw. Nigdy wcześniej w swoim życiu nie wróciłam do domu z takimi zakupami i w takiej ilości. Byłam tym wszystkim bardzo podekscytowana i gadałam o weganiźmie NON STOP! Teraz myślę, że trochę przyświrowałam i niektórych nieźle terroryzowałam swoimi nowymi przekonaniami.

No dobrze, ale przejdźmy już do tego podsumowania. Podzieliłam je na pierwszy i drugi rok.

OGÓLNE SAMOPOCZUCIE

W PIERWSZYM ROKU

Pierwszy miesiąc był nieco trudny. Dosyć mocno odczułam detoks. Dużo spałam i odpoczywałam. Potem nastąpiła znaczna poprawa. Przybyło mi energii. Naprawdę dużo energii. Pojawił się też taki wewnętrzny spokój. Ciężko mi to opisać słowami. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie odczułam. Kiedy jemy mięso wraz z nim zjadamy wszystko to, co w danym zwierzaku było. Wszystkie związki chemiczne, jakie w jego ciele zachodziły, witaminy, minerały, aminokwasy, hormony itd. Zjadamy to, co nas odżywia i to, co nam nie służy. Tuż przed ubojem w zwierzętach wzrasta poziom stresu i w związku z tym zachodzą różne zmiany w strukturze jego mięśni i narządów. Niektórzy mówią, że zjadamy strach, który im towarzyszy. Jakkolwiek dziwnie dla Was to nie brzmi, przysięgam, że coś w tym jest. Jest to jednak coś, czego nie odczułam na diecie wegetariańskiej, a dopiero po przejściu na weganizm.

Poprawiła się również moja koncentracja, nastąpiła taka jasność umysłu. Przestałam odczuwać mentalne zmęczenie. Stałam się szczęśliwsza i bardziej kreatywna.

W DRUGIM ROKU

Stan ten cały czas się utrzymuje. Oczywiście już nie odczuwam tej różnicy tak bardzo, bo stała się ona dla mnie normą. Jasne, że czasem mam gorsze dni. Czasem jestem smutna, czasem czymś się martwię, ale jest to dalekie od stanów lękowych, depresji i ciągłego zamartwiania się, co w przeszłości mi się zdarzało. Nie jest to tylko zasługa tego, że przestałam jeść mięso, mleko i jajka. Nie chcę żebyście odebrali błędne wrażenie, że przechodząc na weganizm ogarnia nas jakaś niesamowita energia i spływa na nas moc pozytywnego myślenia niczym po prozacu. Ale myślę, że zmienia ono dużo w naszym podejściu do życia. Uważam, że moja wewnętrzna zmiana jest wynikiem dużej pracy nad sobą, a weganizm to zapoczątkował. Od lat poszukiwałam siebie i ta przemiana była mi bardzo potrzebna. Przez ostatnie dwa lata skupiłam się mocno na sobie i włożyłam wiele pracy w mój rozwój. Weganizm daje mi autentycznie wiele radości. Nawet nie wiecie jak potrafię się cieszyć na widok góry bananów, albo arbuza. Jak bardzo cieszy mnie każdy Wasz komentarz i miłe słowo.


ZDROWIE

W PIERWSZYM ROKU

Decyzja o zmianie diety w moim przypadku była podyktowana głównie zdrowiem. Przeraża mnie myśl o raku! Boję się tej choroby i bardzo bardzo nie chcę jej nigdy mieć. Drugą rzeczą jest moja tarczyca. Wspominałam Wam już, że od lat walczę z niedoczynnością i Hashimoto. Kto z was ma problemy z tarczycą wie jak pod wieloma aspektami uprzykrzająca życie jest to choroba. Brak energii, apatia, chroniczne przemęczenie, depresja, nerwowość, problemy z metabolizmem, ciągłe uczucie zimna, ospałość, brak koncentracji i tzw. „mgła mózgowa”. Nie lubię tej choroby. Nigdy jej nie zaakceptowałam i nie chcę się z nią pogodzić. Chcę się jej pozbyć i nie tracę nadziei (choć prognozy są znikome), że przyjdzie taki dzień, kiedy nie będę musiała już brać leków.

Skąd pomysł na to, że weganizm pomoże mi się wyleczyć i utrzymać dobre zdrowie? Jest wiele dowodów na to, że dieta roślinna składająca się z pełnowartościowych produktów pomaga w leczeniu wielu ciężkich chorób jak np. rak, choroby serca i układu krwionośnego, cukrzycy, choroby autoimmunologiczne czy choroby skóry.

Od przejścia na weganizm regularnie, co pół roku wykonuję badania krwi. Po pierwszych 3 miesiącach wyniki morfologii nie były rewelacyjne, a TSH było mocno podniesione powyżej 9. Po pół roku nastąpiła zmiana. Tym razem wyniki były idealne zarówno morfologia jak tarczyca. Nawet nie wyobrażacie sobie skali mojej radości. Po raz pierwszy od 15 lat (!) moje wyniki dotyczące tarczycy były idealne. Moja lekarka nie mogła się nadziwić. Oczywiście nie oznaczało to, że nagle mogę odstawić leki.

W DRUGIM ROKU

W 2015 dwukrotnie przeprowadzone badania pokazywały bardzo dobre wyniki. W czerwcu zaczęłam schodzić z dawki Euthyroxu. Przez cały czas czułam się świetnie i nie odczuwałam, żadnych złych sygnałów ze strony tarczycy. Ostanie badania krwi robiłam w grudniu tuż przed świętami. Morfologia bardzo dobra. Natomiast z TSH zadziało się coś dziwnego. Wynik z 2,3 skoczył do 10,87 w przeciągu kilku miesięcy. Górna norma to 4. Trudno mi było uwierzyć w to, co zobaczyłam na papierze, więc postanowiłam badanie powtórzyć po pięciu dniach. Tym razem wynik TSH pokazywał 16 (!). Przyznaję, że bardzo mnie to zdołowało. Lekarka nie jest w stanie wytłumaczyć, co się zadziało tym bardziej, że ja się czuję rewelacyjnie. Uznała, że w związku z tym będziemy leczyć wynik kliniczny, czyli to, co jest na papierze, a nie to, co faktycznie dzieje się w moim organiźmie. Widzicie TSH nie jest obrazem pracy tarczycy, a jedynie przysadki mózgowej. To, w jakim stanie jest tarczyca określa fT3 i fT4, które u mnie są w normie. Badania i leczenie będę kontynuować już w UK. Mam nadzieję, że uda mi się trafić na lekarza, który będzie próbował znaleźć przyczynę, a nie tylko podniesie mi dawkę leków. W między czasie dużo o tym czytam, dowiaduję się i próbuje dojść do źródła problemu. Jeśli macie jakąkolwiek przydatna wiedzę, która mogłaby mi w tym pomóc dajcie proszę znać w komentarzach.


WAGA I WYGLĄD

W PIERWSZYM ROKU

Dzięki aktywności fizycznej udało mi się powrócić do mojej ulubionej wagi 50kg. Waga ta bynajmniej nie jest ulubiona ze względu na cyfrę, a dlatego, że to waśnie wtedy najlepiej się czuję w swoim ciele. Może się Wam wydawać, że to niedużo, ale ja jestem drobną osobą – mam zaledwie 162cm wzrostu. Regularnie chodziłam na siłownię, biegałam i jeździłam na rowerze. Nie były to jednak godziny ciężko przelanego potu. Po prostu ćwiczyłam systematycznie, co drugi dzień. Miałam tyle energii, że musiałam ją jakoś spalić. Biegałam do 10 km. Treningi z obciążeniem pomogły mi fajnie wyrzeźbić ciało natomiast rower w okresie wiosenno-letnim był po prostu mile spędzonym czasem na świeżym powietrzu.

W pierwszych miesiącach na weganiźmie poprawiła mi się cera, za to zaczęły sporo wypadać włosy. Paznokcie stały się mocniejsze i szybciej rosły. Skóra na ciele stała się jędrna, delikatna i miła w dotyku Widać było, że jest dobrze odżywiona i nawodniona.

W DRUGIM ROKU

We wrześniu 2014 przeprowadziłam się do UK i od tego czasu stopniowo zaczęłam przybierać na wadze. Pracując w korporacji większość dnia spędzam – najzwyczajniej mówiąc – siedząc na dupsku! Bardzo mało się ruszam. Są takie dni, kiedy robię zaledwie 2,000 kroków. To tyle, co nic. Latem kupiłam rower i prawie codziennie jeździłam na nim do pracy. Teraz próbuję wrócić do biegania. Mam ambitny plan by przebiec na wiosnę półmaraton, ale póki co treningi nie idą mi za dobrze. Ja najbardziej lubię ćwiczyć rano niestety pracując od 8:00 to jest nierealne do wykonania. Po pracy wracam do domu ok 18:00. Nie muszę Wam chyba mówić jak bardzo chce mi się ćwiczyć po tym jak ugotuję kolację, zjem, chwilę odpocznę i kiedy za oknem jest już ciemno. Nie mniej jednak muszę to zmienić, bo bardzo brakuje mi ruchu, no i na liczniku mam do przodu 7 kg. I w tym momencie chcę zwrócić waszą uwagę na to abyście nie myśleli, ze weganizm to dieta odchudzająca. To jeden z większych mitów. Jeśli się nie ruszamy to bez względu na to, co jemy i jak jemy zawsze przybierzemy na wadze.

Ten rok zdecydowanie będzie rokiem powrotu do ćwiczeń także trzymajcie kciuki. Jest jeszcze jedna rzecz, o której chcę Wam tu powiedzieć. 7 kg na plusie to w moim przypadku dużo jednak zauważyłam, że siedem kilogramów na weganiźmie, a siedem na diecie „wszystkożercy” wygląda zupełnie inaczej. Jasne mam trochę tłuszczyku tu i ówdzie. Mam bardziej zaokrągloną buzię i pełniejsze kształty. I właśnie to jest ta różnica. Pomimo nadwagi wszystko jest jędrne a nie „ulane” sadłem. Czuję też, że sporo poszło w mięśnie. Cyferki na wadze trochę mnie przerażają, ale szczerze Wam powiem, że dobrze się ze sobą czuję a widok w lustrze jakoś mnie nie przeraża.

Od przyjazdu do Anglii bardzo pogorszyła mi się cera i aż do września tego roku zmagałam się z trądzikiem. Na szczęście znalazłam sposób jak skutecznie z nim walczyć. Wszędzie na głowie mam „baby hair”. Włosy nadal wypadają, ale mniej i szybko rosną. Myślę, że ich wypadanie związane jest z moją chorą tarczycą. Rzęsy są piękne, długie i mocne. Paznokcie również świetnie się trzymają, choć trochę je niszczę od czasu do czasu żelowym manicure. Skóra ma się wyśmienicie szczególnie, od kiedy zaczęłam wykonywać szczotkowanie na sucho.  Ogólnie – mówiąc nieskromnie – bardzo się sobie podobam :).


JEDZENIE

W PIERWSZYM ROKU

Bardzo kurczowo trzymałam się zasad RT4. Jadłam duże ilości surowych owoców i warzyw i tylko jeden duży gotowany posiłek. Nie od razu mogłam pochłonąć smoothie z 8 bananów, ale po jakimś czasie nie stanowiło to dla mnie większego problemu. Zawsze byłam najedzona i czułam się odżywiona. Szukałam nowych przepisów i testowałam różne potrawy. Bardzo starałam się urozmaicać swoje posiłki i skrupulatnie sprawdzałam, czy dostarczam wszystkiego, co mi potrzeba,

W DRUGIM ROKU

Głównie od kwietnia 2015 jem więcej gotowanych posiłków i mniej owoców. Moja dieta na tę chwilę zbliżona jest do diety McDougala. Niestety mieszkając w UK, a przynajmniej w mojej miejscowości nie jest tak łatwo jeść duże ilości surowych warzyw i owoców. Głównie ze względu na ceny. Kiedy latem arbuz kosztuje £10, a kilogram czereśni £6 to zwyczajnie człowiekowi chce się płakać. Jedyne miejsce gdzie mogę kupować owoce i warzywa są duże markety lub pobliskie organiczne farmy, które są bardzo drogie. Pod tym względem Polska jest o wiele lepszym krajem dla wegan. Owszem mam tu dostęp do egzotycznych owoców, ale co mi po nich, kiedy ja chcę zjeść prawdziwe truskawki?!

Wegańskich restauracji czy miejsc, w których można zjeść wegańsko jest tyle, co kot napłakał i w dodatku nie powalają smakiem. Lepiej i smaczniej już ugotować coś sobie w domu. Z tego też względu zdarzyło mi się dwa lub trzy razy zjeść coś, co w składzie miało mleko lub jajko. Głownie, dlatego, że czegoś nie zauważyłam czy nie doczytałam, albo kelner się pomylił. Gdy tylko mogę staram się wybierać opcje wegańskie, ale czasem po prostu się nie da, a czasem zwyczajnie coś przeoczę. Nie ma, co z tego powodu rwać włosów z głowy i porzucać swoich przekonań. Popełniłam też kilka świadomych grzeszków:

  • w listopadzie zjadłam kawałek urodzinowego brownie mojej przyjaciółki, a także
  • na święta makowiec i raczej nie był on wegański oraz
  • odrobinkę śmietankowego tortu mojej chrześnicy, która ma urodziny 24 grudnia. Tak, w wigilię śpiewamy „sto lat”.

To ostatnie mocno odchorowałam i więcej nie dam się namówić, na coś czego nie chcę jeść. Czy to czyni ze mnie niewegankę i hipokrytkę? Nie! Przynajmniej nie w moim odczuciu. Weganizm to nie rygor. Śmieszy mnie, kiedy ktoś mówi nie możesz zjeść tego czy tamtego. Możesz – ale nie chcesz. I to jest ta różnica. O ile w wyjątkowych sytuacjach jestem w stanie przymknąć oko na niewielkie ilości jajka i masła tak zdecydowanie nie byłabym w stanie tego zrobić z mięsem. Smak i zapach mięsa mnie odrzuca na samą myśl o tym, a fakt, że zwierzę zostało celowo zabite żebym mogła się najeść stoi mocno w opozycji z moimi poglądami. Na tę chwilę to po prostu jest coś, czego nie jestem w stanie przeskoczyć. Naprawdę musiałabym przymierać głodem na jakimś pustkowiu by zjeść mięso.


Czy mi czegoś brakuje? Czy za czymś tęsknię? Absolutnie nie! Nie mam zachcianek na śmieciowe żarcie, choć chipsy z octem są moją słabością, na która od czasu do czasu sobie pozwalam. Nie brakuje mi serów, choć nie ukrywam, że nie było łatwo z nich zrezygnować. Jak każdy mam nieraz ochotę na słodkie, ale wystarczy mi wtedy zjeść kawałek gorzkiej czekolady. Sporadycznie zdarza mi się zjeść wegańskie słodycze jak np. ciastka czy żelki, albo batonik. Jednak nie są to rzeczy, które znajdziecie normalnie w moim domu. No i w wegańskich knajpach nie odmawiam sobie ciast. Zawsze muszę jakiegoś spróbować.

Podsumowując moje ogólne samopoczucie jest wyśmienite, choć jest kilka rzeczy, nad którymi w tym roku z pewnością będę pracować.

Na koniec mam dla Was propozycję. Chcę zrobić dla was Q&A więc jeśli macie jakieś pytania – jakiekolwiek – mogą dotyczyć one weganizmu, mnie, tego co robię, gdzie mieszkam etc. jednym słowem wszystko to, co chcecie wiedzieć, a boicie się zapytać ;) to napiszcie je w komentarzach pod tym postem, w mailu na hello@veganisland.pl lub na Facebooku. Zbiorę je wszystkie i przygotuję dla wpis z odpowiedziami.

.

More from Evelina Lesniewska

To miał być pierwszy dzień mojego nowego życia…

Dziś miał być pierwszy dzień mojego nowego życia. Pierwszy dzień po powrocie do Polski z trzyletniej...
Read More
  • Długa droga za Tobą, jestem pod wrażeniem determinacji i siły jaką miałaś. Wiem, że wszystko robiłaś na luzie i stopniowo odrzucałaś produkty, jednak trzymałaś się planu, który sobie zarzuciłaś.
    Gdzie mieszkasz w UK? Ja co prawda w Londynie i tutaj owoce, warzywa są tanie, jednak to nie polskie stragany, za którymi tęsknię. Chociaż Borough Market jest boski !

    Knajp wegańskich jest też dużo, nawet udało mi się zjeść wegańskie english breakfast.

    • Tak, myślę, że trzymanie się planu i wytycznych, czy też zasad tej konkretnej diety jaką wybrałam pomogło mi to wszystko ogarnąć i nauczyć się na nowo co i jak jeść. Bez przewodnika może być trudno, bo łatwo się w tym pogubić.
      Mieszkam w Bournemouth, ale dosyć często odwiedzam Londyn. Zazdroszczę Ci Borough Market tutaj mamy zaledwie namiastkę ryneczku. Mam w planach trochę poodwiedzać różne wegańskie miejsca w Londynie. Polecasz jakieś konkretne?

  • Cieszę się, że napisałaś o tej jasności umysłu, większej kreatywności i szczęśliwszym stanie ducha. Ja również odczułam to po przejściu na weganizm i to bardzo szybko. Zawsze opowiadam o tym osobom zastanawiającym się nad zmianą nawyków żywieniowych. To niesamowite jak w głowie zmienia się myślenie.

    Mamy chyba takie samo podejście do weganizmu. Mi również zdarzają się momenty słabości i wpadki. Mam skórzaną kurtkę i buty, ale więcej rzeczy z tego materiału nie kupuję. Tak samo ze wspomnianą dziś na fb wełną. Z jedzeniem również staram się unikać gotowców. Chociaż w Polsce testowałam trochę batonów i past wegańskich.

    • U mnie też szybko się to pojawiło. Czasem ludzie patrzą na mnie jak na wariata jak im mówię o co chodzi. Też kiedyś bym tego nie zrozumiała, bo to trzeba doświadczyć.
      Cieszę się bardzo, że napisałaś, że masz podobnie jak ja. Dobrze wiedzieć, że nie jestem osamotniona w takim podejściu do tematu.
      A wiesz, że zjadłabym jakąś dobrą pastę wegańską. Narobiłaś mi smaka, ale raczej zrobię sama, bo te gotowe w UK nie są dobre.

  • bardzo fajny, ciekawy wpis :) ja jestem weganką rok i..2-3 miesiące :) czuję się bardzo dobrze, choć utyło mi się trochę hehe :D to chyba ta Anglia tak na nas wpływa XD ale nie jest to jakiś tragiczny skok wagi i zmiana wyglądu. w każdym razie, chcę wprowadzić trochę więcej aktywności do mojego życia i mam cichą nadzieję, że uda mi się coś zrobić w tym kierunku :)
    nie wydaje mi się, żeby było aż tak drogo tutaj, ceny są dla mnie całkiem okej, choć tęskno za polskimi warzywniakami <3 a knajp w Brighton akurat mamy bardzo dużo, choć ja osobiście uważam, że wegańskie restauracje w Polsce serwują o nieco lepsze jedzenie :) chciałabym odkryć wegańskie miejsca w Londynie, ale to w przyszłości jak sobie na to zapracuję.
    jeśli chodzi o wpadki i chwile słabości to nie zdarzyły mi się i nie wydaję mi się też by miały się zdarzyć. w każdym razie, grunt to zachować zdrowy rozsądek, a nie panicznie reagować bo zjadło się coś z jajkiem czy mlekiem.
    ściskam! :*

    • Hej Daria! Ogromne dzięki, bardzo się cieszę, że wpis Ci się spodobał. Niestety my Polacy mamy tendencję do tycia w Anglii. Przerabiałam już to kilka razy i widziałam na znajomych. Nie ważne co jesz, ile jesz możesz liczyć na nadprogramowe kilogramy. U wielu osób pogarsza się też cera, co sama doświadczyłam. Wydaje mi się, że to jedzenie tutaj jest trochę inne niż nasze Polskie i bardziej nafaszerowane chemią. Z czasem wszystko wraca do normy, ale chwilę to trwa zanim nasz organizm przyzwyczai się do zmian. Ogólnie większość cen jest ok. Droga jest żywność organiczna i takie sezonowe produkty, które w Polsce są tanie. Oh jak ja tęskinię za Polskimi warzywniakami i ryneczkami! :/
      No właśnie nie wiem o co chodzi z tymi potrawami w knajpach. Oni beznadziejnie gotują. Cieszę się, że weganizm tak świetnie Ci idzie. Oby tak dalej. Tak jak piszesz nie ma co panikować. Ja miałam tak, że kelnerowi przypomniało się jak już połowę dania zjadłam, że w cieście pizzy jednak jest trochę mleka. Podali mi też risotto na maśle choć prosiłam o wegańskie. Wyczułam w smaku jak już połowę zjadłam. No i co na to poradzisz w takiej sytuacji?! No nic nie poradzisz. Stało się!

      • W takich sytuacjach rzeczywiście nie da się nic zrobić, a przecież człowiek nie siedzi tylko w domu i też czasem wychodzi, chce zjeść na mieście… Mam nadzieję, że pod względem weganizmu w restauracjach będzie coraz lepiej – choć tutaj w Anglii i tak nie jest najgorzej jeśli chodzi o te niewegańskie.

        Co do warzyw i owoców – ja jem zawsze sezonowo, wykluczając tam banany i inne egzotyczne owoce, wiadomo ;) Tutaj z przerażeniem patrzę na maliny czy truskawki o tej porze roku i ani trochę nie mam na nie ochoty, bo wiem ile chemii w nie wpakowano, a może i nawet jeszcze więcej niż myślę. Ogranicza żywność niestety nie jest zbyt tania, czasem uda mi się coś kupić organicznego w podobnej cenie do zwykłej. W każdym razie, jako dla studentki, które szuka pracy nie jest łatwo. Na razie obok jakiś super produktów (z zdrowych sklepów typu Infinity Foods <3 ..dobrze, że jeszcze nie byłam w Whole Foods Market bo bym chyba oszalała XD), które wrzuciłabym do koszyka z wielką chęcią, przechodzę z jęzorem na wierzchu i wiem, że jak sobie na to zapracuję to kiedyś się jeszcze ich najem haha :D Co bardzo mi się podoba – nie muszę jeść tego pakowanego tostowego chleba! Chwała za to, że właśnie w wyżej wspomnianym Infinity Foods pieką na zakwasie od żytnich po bezglutenowe :) i nie są najdroższe. Zdrowe odżywanie wcale nie musi dużo kosztować tylko trzeba dobrze wszystko rozplanować i rozsądnie wydawać pieniądze.

      • A wiesz Whole Foods wcale nie jest taki drogi! Będzie niebawem post na blogu (długo zresztą odkładany, bo z początku grudnia) o tym, co tam można kupić :)

  • Bardzo się cieszę, że napisałaś jak jest, nawet jak nie zawsze jest idealnie. I cieszę się, że choć stoimy po dwóch różnych stronach odżywiania, nie mam poczucia, że jestem tu intruzem a Ty będziesz próbowała mnie nawrócić ;-)
    Podobnie jest z moją dietą, w której jest mięso. Nie uważam, żeby była idealna, ale mam ważne powody, dla których odżywiam się właśnie tak. A przy tym zgłębiam ciągle dietę wegańską i chętnie z niej korzystam, bo mam wrażenie, że dzięki temu osiągam równowagę.
    Wspomniałaś o powrocie do sportu. Też pracuję w korporacji, wychodzę o 8, wracam o 18, a trening robię po powrocie z pracy. Doskonale wiem, jak bardzo się nie chce ;-) Ale wiesz co? Przestałam się zastanawiać nad tym, czy mi się chce. Treningi potraktowałam jak zadanie, jak coś dla zdrowia co się robi i już. Jak mycie zębów, które też jest upierdliwe kiedy wolałabym iść już spać, ale jednak to robię :-P Czasami ktoś mówi, no ale ćwiczyć powinno się z chęcią i przyjemnością. Gdyby tak było, to nikt by nie wytrwał w regularnej aktywności. Bo nie zawsze się chce, nie zawsze jest czas i nastrój. Ale jeśli wiesz po co to robisz, to odkładasz to na bok i robisz swoje. A po treningu jest chęć na więcej, dobry humor i energia :-) Ale to pewnie wiesz ;-) Podsumowując, jeśli chcesz wrócić do regularnych ćwiczeń, nie myśl o tym czy Ci się chce i że późno wracasz do domu. Obie dobrze wiemy, że to żadna wymówka :-P
    Taka mała dygresja do tego co napisałam. Poszłam wczoraj na jogę, wracałam koło 20, było zimno, ciemno, mokro. Drogę z przystanku do domu pokonałam w błocie po kostki. Byłam brudna, głodna i zziębnięta. Idąc zastanawiałam się, po co mi to było :-P Ale potem spałam tak dobrze, że dziś już nie mam wątpliwości, ze to był dobry wybór :-)

    • Natalia absolutnie nie jesteś intruzem. Jesteś Tu bardzo mile widziana i każda inna osoba, która je mięso również, jeśli tylko ma otwarta głowę i nie przychodzi tu hejtować:D. Nie chcę nikogo zmuszać do weganizmu i wmawiać, że to jedyna słuszna opcja. Sposób odżywiania to bardzo osobista i indywidualna rzecz. I do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć samemu. Zresztą to, co jest dobre dla mnie wcale nie musi być dobre dla kogoś innego i vice versa. Cieszę się bardzo, że wprowadzasz dużo elementów diety wegańskiej do swojego życia.
      Masz absolutną rację z tymi ćwiczeniami. Nie ma co szukać wymówek tylko po prostu trzeba ruszyć tyłek. Najgorzej jest przerwać i zaczynać znów od nowa. Ale uczucie po treningu… kurczę chyba nie ma nic lepszego! Uwielbiam ten stan <3
      Jutro rano wstaje i idę biegać. To już postanowione :)

  • Ale piekny tekst Ci wyszedl! Juz kiedys Ci pisalam, ze bardzo mi sie podoba Twoje podejsce, bo jest zdrowe, pokazuje, ze robisz to dla siebie i ze wpadki sie zdarzaja.
    Ja na wegetarianizm i weganizm patrze jako na pewna opcje dla siebie, aby zaczac jesc zdrowo. I od kiedy zaczelam sie tym interesowac odkrylam jak wiele ciekawych polaczen smakowych mozna wyczarowac z warzyw, owocow, zboz.
    Ciesze sie rowniez, ze wspomnialas o tym, ze weganizm nie jest jednoznaczny z utrata wagi i ze aktywnosc fizyczna jest rownie wazna.

    • Jajku dziękuję Angelika! :***
      Pisze jak jest bez ściemy. Nie ma ludzi idealnych i nie wierzę nikomu, kto mówi, że jemu się takie rzeczy nie zdażają. Bardzo trudno jest być 100% wegan. W ogóle to myślę, że jest to niemożliwe. Bo weganizm to bardzo szerokie pojęcie, które dotyka wielu aspektów nie tylko tego, co jemy. Nie chcę by ktoś kto próbuje weganizmu czuł się gorzej kiedy coś mu pójdzie nie tak, tylko dlatego, że ma idealistyczne wyobrażenie o kimś kogo czyta lub śledzi w mediach społecznościowych. Niestety wiem, że wiele osób z tego środowiska na takich się kreuje.
      Ja się bardzo cieszę, że wprowadzasz w swoje życie dietę wegańską w takim stopniu w jakim uważasz, że jest dla ciebie na daną chwilę odpowiednia i że dzięki temu robisz coś dobrego dla swojego zdrowia oraz dowiadujesz się nowych rzeczy.
      Dzięki, że tutaj jesteś i za wszystkie miłe słowa :)

  • Dzięki Aniu za linki! Na pewno kilka z tych miejsc odwiedzę. Śniadanie wygląda mistrzowsko! Właśnie ostatnio szukałam czegoś na Wimbledonie, bo tam niedawno przeprowadziła sie moja przyjaciółka, którą często odwiedzam. Teraz już wiem gdzie wybrać się na śniadanie ;) Jak będę ją odwiedzać to dam Ci znać może uda nam się spotkać w Lu-Ma :)

  • Bardzo ciekawa ta vege spowiedź ;) czytałam od razu po publikacji, ale umknęło mi żeby skomentować. Ja przyznam, że dawno tak dobrze się nie czułam. Energia, brak chorób (a w tym okresie byłam chora rok w rok), ładna skóra. Jestem przekonana że to kwestia odżywiania i też odstawienia mięsa, które bankowo mi służy (odstawienie, nie mięso;). Nie wiem czy kiedykolwiek dojdę do bycia 100% vege, ale na pewno jest mi do tego duuużo bliżej niż jakiś czas temu. Jadłonomia to moja biblia, ciągle czegoś próbuję i jestem w szoku jakie to pyszne:)

    Z tarczycą ciężka sprawa.. miałam wahania TSH w ciąży, to dość powszechne, na szczęście po porodzie minęły. Mam nadzieję że trafisz do lekarza który to ogarnie!

    • Niestety choroby tarczycy to jedna z chorób cywilizacyjnych i dotyka bardzo wielu osób. Najgorsze, że bardzo trudno znaleźć źródło, bo czynnik zapalny może być różny np. silny stres, albo pasożyty, albo zaburzona praca jakiegoś innego narządu.

      Fajnie, że dostrzegasz tyle pozytywnych zmian po odstawieniu mięsa. Odżywianie ma wpływ na cały nasz organizm. Wiesz, wszystko w swoim czasie. Być może za jakiś czas uznasz, że bycie 100% vege to coś co chcesz zrobić. W porównaniu do większości i tak już teraz robisz bardzo dużo nie tylko dla siebie, ale dla swoje rodziny, dla zwierząt i dla środowiska.

  • Jeszcze długa droga przede mną ale zmierzam w dobrym kierunku. Czyje, ze organizm mi podpowiada co chce a czego nie w swojej diecie. Po czym czuje sie kiepsko. W dzisiejszych czasach jest coraz łatwiej o wege opcje w knajpach czy substytuty niektórych produktów. Chociaz, jeszcze wiele mozna by zmienić :D

    • No pewnie, jeszcze długa droga przed nami, ale czuję, że to wszystko po mału zmierza w dobrym kiedunku. Wszyscy musimy się jeszcze sporo nauczyć, bo przez lata mijaliśmy się mocno z prawdą i z tym co dla nas dobre.

  • Małgorzata Miziur

    Hashimoto to niedoczynność, a nie nadczynność tarczycy ;)Tylko 1.faza tej choroby ( Hashitoxis) jest związana z gwałtownym wyrzutem T4 i wtedy mamy objawy nadczynności. Potem dochodzi do destrukcji gruczołu i spada poziom h.tarczycy i pojawiają się objawy niedoczynności.
    Wg niektórych badań gluten może podnosić poziom przeciwciał anty-TPO i pogłębiać niedoczynność tarczycy

  • Cotakpachnie?

    super post, dzięki, że podzieliłaś się nim z nami. Moja droga do weganizmu dopiero się zaczęła, jest też ciężko (mąż je mięso, córa i tak ma inne alergie pokarmowe, a najmłodsza ma dopiero rok i nie chcę jej narzucać swojej diety- same kiedyś podejmą decyzję jak chcą zyć). :) Bardzo podziwiam naprawdę :)

    • Dziękuję. Ja Ci gratuluję podjęcia decyzji o zmianie nawyków żywieniowych. Domyślam się, że może nie być łatwo kiedy w domu każdy je inaczej, ale nie przejmuj się tym. Nie ma co ich namawiać na siłę jak będą chcieli sami zaczną jeść inaczej. U jednych przychodzi to szybciej u innych później, ale prędzej czy później zdrowe nawyki przekładają się na członków rodziny. Najważniejsze to się nie poddawać nawet jak czasami zdarzą Ci się wpadki. Trzymam kciuki i jeśli tylko będziesz mieć pytania to pisz!

  • Ja jakoś po świętach postanowiłam przejść na weganizm (4 lata byłam wegetarianką), a przynajmniej starać się żeby tak było. Mam świadomość, że w 100% nikomu się raczej nie udaje. Już kilka lat temu wyeliminowałam nabiał z mojej diety, więc teraz miałam łatwiej bo odstawiłam tylko jajka. Przekonał mnie do tego ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=uBMtvz2WZhU – nie wiedziałam, że jajka mogą być aż tak szkodliwe dla zdrowia :/ Co ciekawe, jestem nawet zdziwiona, że poszło mi tak bezproblemowo – w ogóle za jajkami nie tęsknię, a miałam ostatnio taki etap, że jadłam je codziennie.

    Po odstawieniu mięsa 4 lata temu wyleczyłam wszystkie swoje choroby, głównie problemy z jelitami, więc zalety zdrowotne są ogromne. Poprawiła mi się też skóra i włosy. A za tym poszły później też inne rzeczy – odstawienie produktów przetworzonych, cukru, olejów roślinnych do smażenia, kawy rozpuszczalnej itp. Myślę, że wszystko ma znaczenie. Mój mąż poszedł za mną w ślady i oboje w ogóle nie chorujemy, nie łapie nas nawet przeziębienie. Od 4 lat oboje nie mieliśmy nawet zwykłego kataru… Wierzę głęboko w to, że jeśli przestajemy robić z naszego organizmu śmietnik to nabieramy odporności.

    • Super, że się zdecydowałaś. 4 lata bez mięsa to długo gratuluję :)
      Ja pamiętam, że bałam się czy nie będzie mi brakowało smaków, ale szybko się okazało, że wcale nie. Dopiero po killku latach przypomniał mi się smak sera. Do jajek mam wstręt. Strasznie odrzuca mnie ich zapach.
      Szykuję podsumowanie po 3 latach i napiszę w nim więcej jak w tym roku to wszystko u mnie wyglądało.

      Cieszę się, że tak korzystnie wpłynęła zmiana diety na Twoje i męża zdrowie. Teraz jeszcze tylko musisz się dowiedzieć jak pomagać swoim fredkom ;)
      Zgadzam się w stu procentach z tym, co piszesz, że jeśli przestaniem robić z organizmu śmietnik to wszystko zaczyna w nas lepiej pracować. Chciałabym, żeby ludzie bardziej zdawali sobie z tego sprawę.

      • Fretkom już pomagam od dłuższego czasu, ale to są 100% mięsożercy, więc diety im nie zmienię :D Ale staram się przynajmniej dawać im mięso z dobrego źródła + różnego rodzaju suplementy i zioła: siemię lniane, algi morskie, ostropest, kurkumę itp. Wszystkie 3 to są staruszki, ale trzymają się nieźle :)

      • Super! Bardzo o nie dbasz. Na pewno im dobrze u Ciebie :)
        Wiesz, nie ma zwierzątek żadnych, ale zastanawiam się jak ja bym karmiła takie, które są właśnie z natury mięsożerne i wydaje mi sie, że też bym im nie zmieniła diety na wegańską. Nie miałabym pewności czy dla takiego zwierzaka to byłoby dobre i wyszło na zdrowie. Wydaje mi się, że lepiej to zrobić właśnie tak jak ty. Dbając o produkty dobrej jakości ze sprawdzonego źródła.

      • Wiesz, ja je miałam zanim przeszłam na wegetarianizm, więc wyboru nie miałam :D

        Ale rzeczywiście, zwierzęta powinny dostawać naturalne pożywienie, nie rozumiem za bardzo osób, które na siłę zmieniają dietę swoim zwierzakom pod wpływem swoich poglądów. Jeśli zwierzę jest mięsożerne to nie można mu dawać warzyw bo na tym nie przeżyje. Chociaż słyszałam o przypadkach, gdzie właściciele psów karmili je po wegetariańsku i te psy w ogóle nie chorowały i dożywały pięknego wieku w dobrej formie. Tyle, że pies to nie mięsożerca i nad taką dietą można się zastanowić, co innego kot czy fretka..

      • Ja też nie rozumiem tego. Tzn. rozumiem, ale chyba się z tym nie zgadzam, by wbrew woli zwierzęcia zmieniać mu drastycznie dietę. Jednak w przypadku zwierząt musimy brać pod uwagę ich instynkt i predyspozycje żywieniowe. Z psami to chyba tak jak z ludźmi. Zjedzą wszystko :) Z kotem już nie bedzie tak łatwo. Chciaż widziałam sporo filmików na których kociaki zajadają się sałatą, owocami czy innymi warzywami.

      • Wiesz, jedna z moich fretek zje wszystko – banana, ananasa, ogórka.. ale to nie znaczy, że to jest dla niej dobre :)

  • Edyta Kwasniewska

    Witam :) razem z moim partnerem chcielibyśmy przejść na weganizm i nie wiemy dokładnie od czego zacząć. Znam już dużo blogów wegańskich ale nie wiemy dokładnie czy nasza dieta będzie w 100% uzupełniała nasze potrzeby na witaminy i minerały. Jeżeli byś mogła napisać czym Ty się inspirowałaś na początku byłabym bardzo wdzięczna.
    Pozdrawiam serdecznie :)