Dlaczego przeszłam na weganizm

Do decyzji o przejściu na weganizm dojrzewałam prawie 30 lat! Dziś patrząc wstecz wiem, że dużo kroków, jakie podjęłam w swoim życiu do tego prowadziły. Żeby wytłumaczyć jak do tego doszło, opowiem Ci trochę więcej o sobie.

Odkąd pamiętam zawsze ciekawiło mnie to, co jemy. Interesowałam się zdrowym odżywianiem i różnymi dietami, choć na diecie odchudzającej byłam w swoim życiu raz. Raz mi wystarczył by przekonać się, że to nic dobrego. Chyba od tamtej pory bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zwracałam uwagę na to, co jest zdrowe oraz ile i czego powinnam jeść.

ZACZNIJMY OD POCZĄTKU

Jako dziecko podobno byłam strasznym niejadkiem. Pamiętam jak mama mnie karmiła mówiąc “za mamusię…” itp. Nawet zaprowadziła mnie do lekarza, który przepisał kolorowe pastylki na apetyt. Mniej więcej do piątego lub szóstego roku życia moją ulubioną kiełbasą było “czarne”. Podobało mi się, że ma taki inny kolor. Zapał jednak przeszedł z dniem, w którym dowiedziałam się, z czego jest robione. Tata karmił mnie golonką i kanapeczkami z białą szynką. Białą szynką była cieniusieńko pokrojona słonina na świeżym chlebku z cebulką i szczypta soli. Naprawdę miałam upodobania do jedzenia dziwnych rzeczy;). Chyba po prostu podobało mi się to, co niestandardowe.

W naszym domu zawsze było mięso i wędliny. Wszystkie posiłki były typowo polskie. Kanapki na śniadanie i kolację, kotlet z ziemniakami i surówką na obiad. Jak nie chciałam lub nie mogłam zjeść, to mama mówiła, żebym, chociaż mięso zjadła, a resztę mogłam zostawić. Dziś wydaje mi się to absurdalne, ale przez lata wierzyłam, że ten kotlet ma więcej właściwości odżywczych niż te kilka ziemniaków.

Nigdy nie byłam jakimś wielkim fanem owoców i warzyw. Mimo tego, że moja mama uwielbia owoce i je ich naprawdę dużo, ja chyba wrodziłam się do taty. Jakoś nie specjalnie się do nich garnęłam, chociaż banana nigdy sobie nie odmówiłam! To mój ulubiony owoc. Z warzywami też nie było szału. Trochę do obiadu, kilka plasterków pomidora i ogórka na kanapkę.

WIEDZIAŁAM, ŻE COŚ JEST NIE TAK

Bóle brzucha towarzyszyły mi bardzo często  i często zastanawiałam się, co się ze mną dzieje, że tak źle się czuję? Przecież starałam się jeść “dobrze”. Jeszcze w liceum zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy, a kilka lat temu Hashimoto. Wiedziałam, że żeby cieszyć się dobrym zdrowiem, to muszę odpowiednio (czytaj “zdrowo”) jeść, ale nie rozumiałam, co tak naprawdę to oznacza.

Mniej więcej w 2011 roku zapisałam się na siłownie. Starałam się chodzić do niej regularnie, choć nie obyło się bez trochę dłuższych przerw. Wtedy jednak nastąpił we mnie jakiś największy przełom. W końcu, kiedy człowiek zaczyna się intensywniej ruszać w tym samym momencie zaczyna, również zastanawiać się, co ląduje na jego talerzu. Nigdy nie byłam wielbicielką fast foodów, ale skłamałabym mówiąc, że nigdy nie jadałam w niezdrowych sieciówkach. Zaczęłam coraz więcej czytać i interesować się tematem zdrowego odżywiania. Program “Wiem, co jem” był jednym z moich ulubionych. Informacje i porady w nich usłyszane brałam sobie mocno do serca i wprowadzałam w życie. Na przestrzeni czasu coraz bardziej uświadamiałam sobie,  jakie paskudztwa dodawane są do naszego jedzenia. Choroby wściekłych krów, zakażone mięsa, faszerowane antybiotykami kury, śmierdzące ryby, śmietana z dodatkiem chemii, mleko, które nigdy nie kiśnie, plastikowe pomidory, barwione sztucznie jajka, by miały bardziej intensywny kolor żółtka itd. Lista mogłaby być bardzo długa.

CZY DA SIĘ ŻYĆ BEZ MIĘSA?

Należałam do tych ludzi, którzy zawsze mówili, że bez mięsa nie da się funkcjonować. Mięso trzeba jeść. Mięso jest zdrowe. Ma dużo białka. I co gorsza posiłek bez mięsa nie był dla mnie posiłkiem pełnowartościowy, którym się nie najadałam albo bardzo szybko po nim znów byłam głodna. Coraz częściej jednak źle się po nim czułam, coraz częściej mi nie smakowało. Najbardziej wnerwiało mnie to, że pierś z kurczaka po jednym dniu w lodówce śmierdziała, była obślizgła i nie nadawała się do jedzenia. Z wędlinami było podobnie.

Weganizm

Kiedy trochę ponad dwa lata temu postanowiłam zabrać się za ćwiczenia siłowe i interwały, po długich rozmowach, namowach i rozważaniach zaczęłam dokładnie mierzyć ile gram białka, węglowodanów i tłuszczu jeść. O zgrozo! Przez kilka miesięcy dokładnie wyliczałam dzienne posiłki. Było to dla mnie straszne. Nie wyobrażałam sobie jak można tak żyć w nieskończoność ważyć, przeliczać, porcjować. Spotkałam się nawet z dietetyczką, która przy intensywnych treningach sześć razy w tygodniu ułożyła mi dietę na 1200 kalorii dziennie! Wytrzymałam na niej tydzień. Takich dietetyków jest od groma. To jest nie tylko niepoważne, ale przede wszystkim nieodpowiedzialne, by komukolwiek zalecać jeść tak mało, a już tym bardziej przy aktywnym trybie życia.

Ponieważ – jak mi się wtedy wydawało – potrzebowałam znacznie więcej białka do budowy mięśni, mięso, jajka i nabiał jadłam w dużych ilościach. Oczywiście pojawiały się kasze, pełnoziarniste ryże i makarony oraz warzywa, nawet mleko prosto od krowy, ale niestety ja czułam się coraz gorzej. I choć moja sylwetka dzięki ćwiczeniom wyglądała lepiej, ja ani psychicznie ani fizycznie nie byłam w najlepszym stanie. Coś było nie tak. Zaobserwowałam to samo u mojego brata, który pomimo intensywnych treningów, ale będący na diecie bogatej w białko pochodzenia zwierzęcego doszedł do punktu, gdzie nic się nie zmieniało, poza jego pogarszającym się samopoczuciem i złymi wynikami badań.

W KOŃCU MNIE OLŚNIŁO

Poszukiwania trwały dalej i kiedy już prawie gotowa byłam przejść na dietę Paleo natrafiłam na wykład Garego YourofskiegoNie przesadzę, jeśli powiem, że ten wykład zmienił moje życie. Naprawdę bardzo mnie poruszył i wywarł na mnie ogromne wrażenie. Przez kilka następnych dni po obejrzeniu ciągle o nim myślałam i zastanawiałam się, co zrobić. Czy rzeczywiście mogę nie jeść mięsa? Jak to zrobić? Co w zamian jeść? Pytań miałam wiele.

Stopniowo zaczęłam ograniczać mięso i wszystkie jego wyroby. Postanowiłam, że spróbuję dowiedzieć się o wegetarianiźmie więcej. W międzyczasie całkiem przez przypadek natknęłam się na Pinterescie na pina zatytułowanego “Banana diet”. Pomyślałam – “O raju, jeśli to prawda to byłaby to idealna dieta dla mnie, bo przecież tak kocham bananki! haha. Okazało się, że był to artykuł dotyczący Loni Jane, która będąc w ciąży była weganką i jadła naprawdę dużo bananów! Loni opowiadała o tym, jak dieta 80/10/10 uratowały jej życie. Pamiętam doskonale, że pomyślałam – “Jeśli ona jest w ciąży i tak je, a jej wyniki badań są znakomite i ona sama czuje się świetnie to znaczy, że nie może być w tym nic złego”. Z jakiegoś powodu poczułam, że to ma sens. Wcale nie wydało mi się to absurdalne, ani dziwaczne ani tym bardziej nieodpowiedzialne.

NIEŁATWE POCZĄTKI

Zaczęłam przetrząsać Internet w poszukiwaniu informacji, co to jest dieta 80/10/10. Niestety nie było to takie proste. Po polsku znalazłam tylko bardzo krótkie wzmianki. Odnalazłam witariańską grupę na FB i tam polecono mi kilka stron. W końcu trafiłam na kanał Freelee na You Tube. Raw Till 4 wydało się być idealne – dużo owoców i warzyw w ciągu dnia i pyszny wegański wysokowęglowodanowy gotowany posiłek wieczorem. Zero liczenia kalorii, ważenia i przeliczania! Mogę jeść ile chcę i czuć się świetnie. I, co było dla mnie najważniejsze, mam szansę wyzdrowieć i cieszyć się długim życiem w zdrowiu. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo chciałabym uniknąć tych wszystkich paskudnych chorób cywilizacyjnych: raka, chorób serca, cukrzycy, SM, wysokiego ciśnienia, miażdżycy itd.

Dlaczego przejść na weganizm

Odnajdowałam coraz więcej ciekawych filmów, wykładów i dokumentów, które potwierdzały jak świetna jest dieta wegańska. Czytałam książki napisane m.in. przez doświadczonych lekarzy, doktorów nauk. Nagle poczułam jakbym odkryła najbardziej skrywaną prawdę na świecie. Jakby ktoś zerwał mi klapki z oczu. Wkręciłam się tak bardzo, że poświęcałam na edukowanie się w tym temacie każdą wolną chwilę. Nie chodziło już o samą dietę, ale o to jak bardzo krzywdzimy zwierzęta. Jak okrutny jest ten biznes. Doszłam do wniosku, że nie chcę przykładać do tego ręki i nie chcę swoimi pieniędzmi wspierać czegoś takiego. Chciałam pójść o krok dalej i tak w styczniu 2014 roku pożyczyłam blender od mojego brata, by zrobić pierwsze smoothies. Tak, nie miałam wtedy nawet blendera, ale to mnie nie zniechęciło.

Już po pierwszym tygodniu wiedziałam, że nie ma odwrotu!

Tak oto zaczęła się moja przygoda z dietą roślinną. Ciężko wyrazić jak bardzo się cieszę, że podjęłam tę decyzję. Po ponad roku wciąż się uczę, czytam, oglądam, próbuję. Znaczna większość moich dolegliwości zniknęła. Poziom energii i optymizmu wzrósł diametralnie, a jednocześnie poczułam wewnętrzny spokój i harmonię z samą sobą. Coś, co do tej pory było mi obce. Jeszcze długa droga przede mną, ponieważ wiem, że zmiany nie nastąpią w ciągu jednej nocy, kiedy na zniszczenia pracowałam przez tyle lat. Ale teraz już, jestem na dobrej drodze :).

It always seems impossible until it’s done.

– Nelson Mandela

Ciekawa jestem, co Was skłoniło do przejścia na weganizm/wegetarianizm? A jeśli jeszcze się wahacie to, co przemawia za tym, by zmienić Wasz sposób odżywiania?

More from Evelina Lesniewska

Produkty zakazane na RT4

Poniżej znajdziesz produkty całkowicie zakazane oraz takie, któtre nie są zalecane do jedzenia będąc na Raw...
Read More