Co mam w swojej kosmetyczce?

Jak każda kobieta lubię wyglądać ładnie. Lubię podkreślać swoją urodę makijażem. Staram się robić to delikatnie i subtelnie, ale bardzo też lubię zaszaleć z mocniejszym makijażem na jakieś większe wyjścia. Od dziecka uwielbiałam przyglądać się mojej mamie jak się maluje. Bardzo mi się to podobało. Pamiętam jak czasami pozwalała mi pobawić się swoimi kosmetykami. Wówczas niebieski cień nałożony bardzo chaotycznie na powieki i różowa pomadka królowały. O dziwo moja mama nigdy nie protestowała z moimi wczesnymi eksperymentami makijażowymi. Jako trochę starsza nastolatka kupowałam większość popularnych magazynów urodowych i modowych. Śledziłam najnowsze trendy makijażowe, oczywiście w praktyce również. Mój pierwszy kurs makijażu odbyłam już w liceum. Malowanie – nie tylko siebie – sprawiało mi wielką frajdę, dlatego sporo koleżanek często przychodziło do mnie po pomoc przed imprezami, randkami czy ważnymi wyjściami. Tuż po studiach, szukając pomysłu na siebie postanowiłam zrobić kurs wizażu. Była to dla mnie świetna zabawa. Nauczyłam się sporo rzeczy i poprawiłam swoją technikę. Bycie makijażystką chyba gdzieś od zawsze chodziło mi po głowie, ale jakoś nigdy, aż tak bardzo do tego nie dążyłam. Może i szkoda, bo naprawdę jest to coś, co lubię i nieskromnie mówiąc myślę, że wychodzi mi całkiem nieźle.

Makijaż może zdziałać cuda. Odmienić kobietę nie do poznania. Zarówno w pozytywnym jak i w negatywnym tego słowa znaczeniu. Wszystko zależy od tego jak zostanie wykonany. Potrafi zmienić przysłowiową „szarą mysz” w pewną siebie, przebojową kobietę. Niestety niesie on za sobą też negatywne skutki. Zmęczona cera, zapchane i rozszerzone pory, zmarszczki. Przetłuszczająca się skóra lub wręcz przeciwnie przesuszona i złuszczająca. Nie ma nic za darmo.

Przyznam szczerze, że nie wiem,  kiedy zaczęły się moje problemy z cerą, ale odkąd pamiętam zawsze je miałam. Choć kocham makijaż to szczerze mówiąc, skrycie zawsze zazdrościłam tym dziewczynom, które mają idealną cerę bez krost i wyprysków i nie muszą nic zakrywać pod grubą maską pudru. Dziś, kiedy jestem po trzydziestce zupełnie inaczej podchodzę do tematu makijażu. A już odkąd przeszłam na dietę roślinną ze zdecydowanie większą świadomością podchodzę to tego, co nakładam na skórę.

Moja kosmetyczka zazwyczaj była pokaźnych rozmiarów, ale teraz zaczyna być w niej coraz mniej rzeczy. Nie ukrywam, niezmiernie mnie to cieszy. I choć minimalizm nie kręci mnie aż tak, żeby wprowadzać go we wszystkie aspekty mojego życia, tak bardzo chętnie chciałabym go wprowadzić do mojego makijażu.

Próbuję zastąpić całą kolorówkę jak najbardziej naturalnymi kosmetykami,  ale wciąż mam jeszcze kilka produktów komercyjnych firm. Można by się było zastanawiać, dlaczego ich używam. Przecież to nie idzie w parze z ideą veganizmu. Przede wszystkim nie dajmy się zwariować. To, że bardziej niż kiedykolwiek wcześniej interesuje mnie los zwierzą, przemysł oraz jak to, co jemy wpływa na nasze zdrowie i wygląd, nie znaczy, że muszę nagle wszystko wyrzucić. Oczywiście teraz już nie kupuję takich kosmetyków. Moja zasada jest taka:

  1. Jeśli jakiś produkt mi się kończy to szukam jego odpowiednika w naturalnej wersji.
  2. Zastanawiam się też, czy oby na pewno ta rzecz jest mi niezbędna i czy będę jej używać. Nie potrzebny mi nowy cień tylko, dlatego, że pasuje do wieczorowej sukienki, którą założę raz.
  3. Dążę do minimalistycznej kosmetyczki, w której znajduje się jak najmniej produktów.

Mam nadzieję, że nadejdzie dzień, w którym jedynymi rzeczami w mojej kosmetyczce będzie tylko tusz do rzęs i balsam do ust.

Póki, co jest tego trochę więcej. A konkretnie:

1. Puder mineralny w kamieniu Sephora (na wykończeniu)


2. Korektor Mineral Fusion – o nim napiszę więcej już w krótce


3. Bronzer Mineral Fusion- o nim również napiszę więcej już w krótce


4. Tusz do rzęs firmy Essence (firma ta nie testuje na zwierzętach)


5. Paleta cieni w kolorach nude – beże, brązy, pudrowe róże – czyli to, co lubię najbardziej


6. Kredka do oczu w kolorze brązowym Gosh- będzie o niej więcej.


7. Eyeliner w kolorze brązowym firmy Rimmel


8. Pędzle EcoTools- będzie o nich więcej


9. Cienie do brwi Catrice (firma nie testuje na zwierzętach)


10. Błyszczyk do ust (Catrice) w bardzo naturalnym kolorze i dwie pomadki: intensywnie czerwona (Primark) oraz różowa (Sephora).


Na wykończeniu mam jeszcze bronzer Nuxe oraz paletę cieni Inglota i korektor Essence. Ten ostatni noszę w torebce na jakieś awaryjne akcje.

W sumie dziesięć produktów. W zestawieniu tym są i takie, które uwielbiam i z pewnością jeszcze kupię oraz takie, na które czekam aż się skończą i już do niech nie powrócę.

I choć wiele dziewczyn i kobiet wyznaje, jak dla mnie dość dziwną zasadę, że skoro przeszły na weganizm to zaprzestają się malować a ich jedyne kosmetyki to takie, które nadają się do zjedzenia to ja jednak nie jestem zwolenniczką tej teorii. Odrobina tuszu na rzęsach i błysku na ustach jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

.

A jak tam wasze kosmetyczki? Wolicie na bogato czy raczej minimalizm?

.

More from Evelina Lesniewska

Marzenia i ich realizacja

Odkąd pamiętam uwielbiałam marzyć. Jednym z moich przyjemniejszych zajęć jest zatracać się w tym stanie...
Read More