Co Cię powstrzymuje przed przejściem na weganizm?

Może nie wiecie, ale na mój blog zagląda całkiem sporo osób, które nie są ani na diecie wegańskiej ani nie wyznają filozofii weganizmu. Być może część z Was nawet nie wie, że są to dwie zupełnie różne rzeczy.

Nie trzeba być od razu weganem by weganizmem czy dietą wegańską się interesować. Osoby, które tu głównie zaglądają to Ci, którzy poszukują drogi do zdrowszego życia, bo orientują się, że jednak nie do końca wszystko jest OK z tym naszym światem i z tym co jemy.

Często słyszę, że ludzie przestają jeść mięso i coraz częściej ich dieta bazuje w 90 – 95% na diecie roślinnej. Coś jednak powstrzymuje ich przed zrobieniem kolejnego kroku i przejściem na weganizm. W związku z tym postanowiłam zgłębić temat i zapytać o to kilka blogerek – które interesują się zdrowym odżywianiem i zdrowym stylem życia oraz które – jak wiem – opierają swoją dietę w dużej mierze na diecie roślinnej.

Ale zanim przejdziemy do sedna chcę wyjaśnić jeszcze kilka kwestii.

Absolutnie nie chcę, aby ten wpis miał być wytykaniem czyichś błędów i mówieniem, że to zła decyzja i teraz jak najszybciej każdy powinien przejść na weganizm. Zależy mi żeby pokazać ludziom, że każdy ma prawo do własnych wyborów. Decyzja o zmianie diety to nie jest takie coś, ot tak sobie. Potrzeba na to czasu. Każdy sam musi do niej dojrzeć i przejść swoją własną drogę. I ostatecznie, jaka by ta decyzja nie była to będzie taka, jaką uznamy, że jest najlepsza dla nas samych i  w danym momencie. 

Dlaczego więc ludzie nie decydują się przejść na weganizm? Zobaczmy, co maja do powiedzenia Sylwia, Agnieszka i Olga.

Sylwia | Fiolka Endorfin

Sylwia_PawlakGdybym miała w dwóch słowach powiedzieć, co powstrzymuje mnie przed przejściem na weganizm, byłyby to: przyjemność i wygoda. Przyjemność, ponieważ jestem serożercą i nie wyobrażam sobie życia bez jedzenia sera. Kocham sery w każdej postaci, a im bardziej śmierdzą, tym lepiej. Czym też byłby poranek pierwszego dnia nowego roku bez powoli przebudzających się przyjaciół i wielkiej patelni pełnej jajecznicy? W inne dni roku większość moich śniadań to owsianka lub granola z domowej roboty jogurtem. Próbowałam przerzucić się na jogurt sojowy, ale posmak soi zupełnie mi nie leży. Kolejną sprawą są względy organizacyjne. Mieszkając w domu razem z wszystkożercami musiałabym przygotowywać dla siebie oddzielne posiłki, a łatwiej i wygodniej jest przygotować jedno danie dla wszystkich. Dieta wegańska jest bardzo ciekawa i urozmaicona, uwielbiam przeglądać wegańskie blogi i próbować nowych połączeń smaku, ale na chwilę obecną jest to dla mnie jedynie część mojej codziennej diety.

Agnieszka | Life Managerka

Life Managerka

Co mnie powstrzymuje przed przejściem na weganizm… Zacznę od tego, że, od kiedy jako blogerka nie-weganka zostałam zaatakowana przez przedstawicielkę wegan, to pytanie działa na mnie jak płachta na byka. Osobiście uważam, że nasze wybory żywieniowe to coś, z czego nie musimy się nikomu tłumaczyć. Wiem jednak jaki jest cel tego posta i w związku z tym postanowiłam dorzucić do niego swój punkt widzenia. Nie przechodzę na weganizm, ponieważ póki, co moje podejście do odżywiania cały czas ewoluuje i to (jeszcze?) nie jest ten moment. Cały czas eksperymentuję, a jednocześnie dokładnie obserwuję swój organizm i poszukuję odpowiedzi, co mu służy, a co niekoniecznie. Moja dieta w ok. 95% składa się z produktów pochodzenia roślinnego, a te pozostałe 5% to jajka z wolnego wybiegu i produkty odzwierzęce, które jadam głównie poza domem, np. w gościach. Czuję się dobrze z tym, że sama nie wspieram tego biznesu, ale jednocześnie daleka jestem od żywieniowego terroryzmu i nie przeszkadza mi, że za sprawą mojego partnera w mojej lodówce można znaleźć też produkty odzwierzęce. Jednocześnie nie ukrywam, że bardzo bym chciała, aby wszyscy bardziej świadomie podchodzili do kupowania mięsa i produktów odzwierzęcych, bo dzięki temu, choć trochę zmniejszyłoby się zapotrzebowanie na nie. Skorzystałyby na tym nie tylko zwierzęta i środowisko, ale też ludzie. Obserwuję, że w tej kwestii wiele zmienia się na lepsze, ale jak już wspomniałam – nie mam zamiaru nikogo nawracać i oczekuję od innych, że również będą szanować moje decyzje żywieniowe.

Olga | More Simple

More SimpleNa ten moment przychodzą mi głowy dwa powody, przez które nie zostałam weganką, pomimo, że jeśli chodzi o poglądy to bardzo mi do tego blisko.

Wierzę ludziom bez telefonów.

Tak, czytałam dużo o szkodliwości mleka. Tak, wiem jak wygląda hodowla krów i kur. I tak, wierzę i wiem, że jedzenie nabiału nie jest zdrowe ze względu na to, że zwierzęta hodowane są w złych warunkach i okropnie traktowane. Ale jest też druga strona medalu. I nie chodzi mi tutaj o badania, które od dziesiątków lat przekonują nas do zupełnie przeciwnego punktu widzenia. Mówiące, że mleko jest zdrowe i niezbędne dla naszego organizmu. Już sam fakt, że istnieją naukowe badania, na temat dokładnie tego samego przedmiotu – wpływu nabiału na ludzki organizm, a na koniec otrzymujemy z nich zupełnie od siebie różne, kompletnie krańcowe wyniki – to daje mi do myślenia. Tak, wierzę, że korporacje lubią mieć badaczy i wyniki badań po swojej stronie. Ale niestety wierzę też, że wyniki badań prezentowane przez zwolenników wykluczenia nabiału z diety także nie są pozbawione błędów i stronniczego podejścia do tematu. Absolutnie nie mam wątpliwości, że jedzenie mleka czy jogurtu z marketu nie wpływa korzystnie na moje zdrowie. Jestem też bardzo przeciwna przemysłowej hodowli i zbrodniom (bo inaczej tego nazwać nie można) popełnianym na zwierzętach. Czemu jednak nie wystarczy to, żeby mnie przekonać, że każdy nabiał jest zły? Miejsca takie, gdzie ludzie od wieków żyjący w zgodzie z naturą – jak na przykład naród Hunzów – udowadniają swoim istnieniem oraz długowiecznością, że to nie nabiał jest przyczyną wszystkich naszych cywilizacyjnych chorób. Nie potrafię przejść obojętnie obok takich informacji i dają mi do myślenia dużo bardziej niż kolejny profesor z kolejnego uniwersytetu, nie wiem, przez kogo tym razem opłacany…

Boję się wegan

Nie ma wielu wegan wśród moich znajomych, ale jestem członkiem kilku wegańskich grup na FB. Weganie, których znam osobiście to miłe i spokojne osoby. Ale… boję się wegan z facebookowych społeczności… Wiem, że ta opinia będzie generalizowaniem i nie jest sprawiedliwa dla wielu osób, w tym moich znajomych wegan, ale z jakiegoś dziwnego powodu weganie na grupach zachowują się bardzo agresywnie! Gdybym znała tylko ich pomyślałabym, że to drapieżcy! Tak bardzo walczą o swoje przekonania, że nie zważają na nic i na nikogo. Kłócą się, przekrzykują, a jeśli znajdzie się jakaś „ofiara”, która zada na grupie nieodpowiednie pytanie, albo wyrazi niepopularną opinię – obedrą ją ze skóry! Boję się takich ludzi. Boję się wszystkich ludzi, którzy nie widzą szarego koloru, którzy są tak przekonani o swojej racji, że nawet nie dopuszczają takiej możliwości, że mogliby się mylić. Ludzie z FB grup w niczym nie przypominają  wizerunku wegana, który wg mnie pasuje do tej filozofii życia: człowieka spokojnego, skupionego, skoncentrowanego na sobie, w filozofii bardziej ZEN niż „wydrapię ci oczy”. Boję się wegan, bo nie da się z nimi dyskutować, można ewentualnie zostać „zjedzonym żywcem”. Boję się wszystkich fanatyków. A pomimo, że weganizm istnieje pewnie od zawsze, to tak głośno jak teraz jest o nim dopiero od kilku lat. Zastanawia mnie, co wszyscy nowi weganie powiedzą jak już lepiej przemyślą sobie to, co robią. Ilu z tych czołowych, facebookowych hejterów za 10 lat przyzna się bez wstydu – byłem weganem, ale teraz jestem … (wstaw co chesz) – zmieniła się moja filozofia i to, co teraz robię to jedyna dobra droga życia.

Dlatego trudno mi zdecydować się na przyłączenie się do grupy ludzi, którzy jako ogół nie reprezentują sobą tego, co głosi ich filozofia. 

Jak widzicie powody dla, których ludzie nie decydują się przejść na weganizm są różne. Powody, z którymi spotykam się najczęściej to właśnie:

  1. Przyzwyczajenia smakowe wynikające często z nawyków kulturowo-socjalnych
  2. Brak szerokiego dostępu do smacznych i niedrogich zamienników
  3. Negatywna postawa osób reprezentujących tę grupę

Mi samej zdarza się stanąć przed dylematem nazywania się weganką, ponieważ obserwując to środowisko jest wiele zachowań i przekonań, z którymi osobiście się nie utożsamiam i z którymi nie chcę być kojarzona. To jednak jest temat na zupełnie oddzielny wpis. Nie mniej jednak ten temat daje wiele do myślenia. Dlatego:

WEGANIE zastanów się czy reprezentujesz sobą postawę zachęcającą do naśladowania?

Często podkreślam, jak ważna jest tu edukacja. Nie każdy wie jak wygląda chów przemysłowy, nie każdy w wolnej chwili przegląda najnowsze badania medyczne i rozkminia ich wyniki. Ludzie wierzą w to, co: po pierwsze wynieśli z domu; po drugie, czego nauczono ich w szkole lub nauczyli się sami gdzieś po drodze. W między czasie dochodzimy do punktu, w którym notorycznie spotykamy się ze sprzecznymi informacjami. Dziś to, co jest zdrowe okazuje się być jutro największą trucizną. A na domiar złego na szczycie tego wszystkiego stoją media i wielomilionowe firmy, które sprytnie i całkiem skutecznie manipulują nami i faktami by wyczyścić nasze kieszenie i portfele z kasy.

Promowanie weganizmu dla etycznych, czy zdrowotnych celów to jedno, ale drugie to pokazanie ludziom, że nie można za wszelką cenę przymuszać innych do swoich poglądów. Szerzenie weganizmu, jak dla mnie, nie sprowadza się tylko do tego, by wmawiać ludziom, co jest dla nich najlepsze. Nie polega też na tym by odcinać się od każdego, kto nie jest weganem i obracać się tylko w gronie wegan. Zresztą kto obserwuje tę społeczność ten wie, że nie brakuje w nim przeciwstawnych obozów.

Chciałabym zachęcić ludzi by spróbowali wprowadzić więcej roślinnych/wegańskich posiłków do swojej diety. Taki zawsze był cel tego bloga. Nawet kilka dni w tygodniu to już bardzo wiele nie tylko ze względu na zdrowie, ale i na zwierzęta oraz środowisko. Bardzo cieszy mnie fakt, że o diecie roślinnej jest teraz tak głośno i zdobywa ona coraz więcej zwolenników. Marzy mi się, by ludzie na całym świecie wprowadzili dietę roślinną, jako element codziennej diety. Być może naiwnie, ale wierzę, że jest to możliwe. Jednocześnie wiem, że nie można takich rzeczy robić na siłę.

Uszanujmy, że każdy ma prawo do własnych wyborów. Swoją postawą zachęcajmy ludzi do poszerzania swojej wiedzy na temat odżywiania, etyki i środowiska. Dlatego bez względu na to jak się odżywiasz pamiętaj: nie atakuj, nie krytykuj i nie wyzywaj. Bez względu na to, czy mówisz do wszystkożercy czy roślinożercy.

.


Bardzo jestem ciekawa Waszych poglądów w tym temacie. Jeśli rozważacie weganizm, ale nie zdecydowaliście się na ten krok to, co takiego Was przed tym powstrzymuje? Mam nadzieję na interesującą dyskusję, ale uprzedzam, że komentarze pod tym postem będą szczególnie moderowane, dlatego proszę o szacunek dla wszystkich i kulturalne zachowanie.

.

.

More from Evelina Lesniewska

Kartki z dziennika: „Życie nie polega na tym, by odnaleźć siebie”

Kartki z dziennika to seria wpisów, jakimi są zapiski związane z życiem i przemyśleniami podczas i po mojej wędrówce...
Read More