8 Najgorszych SUPERFOODSÓW

Jestem przekonana, że spotkaliście się już z określeniem SUPERFOODS. W ostatnim czasie jest o nich coraz głośniej.

Jeśli jednak gdzieś się uchowaliście i nie słyszeliście wcześniej tej nazwy to szybko wam wytłumaczę, że określa ona produkty, które są wyjątkowo wartościowe dla naszego organizmu. Na miano superfoodsów zasługują produkty, naturalne i nieprzetworzone, które w swoim składzie zawierają (naukowo potwierdzone) wyjątkowo cenne dla ludzkiego organizmu składniki. Inaczej rzecz ujmując to po prostu super żywność, choć to określenie super w moim odczuciu jest mocno wyolbrzymione.

Wraz z coraz to większym zainteresowaniem zdrowym jedzeniem pojawia się na – już bardzo długiej liście – praktycznie wszystko, ale im bardziej egzotyczne tym mam wrażenie, że plasuje się na wyższej pozycji listy.

Odkąd przeszłam na weganizm pod wpływem różnych rekomendacji wypróbowałam kilka superfoodsów. Niektóre z nich zagościły w mojej kuchni na stałe inne zepchnęłam w najciemniejszy róg szafki. Jednym słowem okazały się totalnym niewypałem i bynajmniej nie ze względu na brak wartościowych składników, a ze względu na okropny smak.

Kilka dni temi zaczęłam się zastanawiać, czy inni mają podobne odczucia i jakie superfoodsy są dla nich tymi okropnymi i znienawidzonymi. Byłam bardzo ciekawa, czy na liście znajdą się te same produkty, co u mnie. No i czy pomimo tego, że nie smakują dobrze to, czy ludzie jednak je jedzą?

Postanowiłam zapytać o to wszystko na jednej z Facebookowych wegańskich grup. I wiecie co? Odzew był bardzo duży i dyskusja ciekawie się rozwinęła. Okazało się też, że na liście najgorszych superfoodsów znalazło się sporo rzeczy, których się nie spodziewałam.

A co konkretnie? Pomimo odpowiedzi różnych osób lista ta będzie nieco bardziej subiektywna i zacznę od trzech produktów, których ja osobiście nie jestem w stanie zjeść. Aczkolwiek punkt pierwszy królował u znaczącej większości pytanych jako najgorszy (najmniej smaczny) superfoods. Od punktu czwartego znajdziecie to, na co najczęściej wskazywały osoby na grupie.

1. Młody jęczmień / sproszkowana trawa pszeniczna

Zawierają więcej witaminy C niż sok pomarańczowy oraz więcej beta-karotenu niż marchewka. Bogate są w egzogenne aminokwasy i błonnik pokarmowy. Działają przeciwzapalnie, przeciwnowotworowo i przeciwwirusowo. Są źródłem witamin z grupy B, antyoksydantów (witaminy C i E), żelaza, wapnia, magnezu i cynku. Oprócz tego zielone łodygi jęczmienia zawierają dużo chlorofilu. Przyspieszają metabolizm tłuszczu i obniżają stężenie cholesterolu we krwi. Odkwaszają organizm, pomagają leczyć cukrzycę, choroby serca, nadciśnienie tętnicze, bezsenność i nadwagę.

Jeśli chcesz mnie torturować każ mi to wypić, a wyśpiewam całą prawdę. Ten paskudny smak siana z trawą jest tak ohydny, że niczym nie da się go ukryć. Popsuje wszystko, do czego go dodamy. Pijąc na czczo rozrobiony z wodą powoduje, że zbiera się na wymioty i trzeba zatykać nos, bo nie dość, że smakuje okropnie to jeszcze śmierdzi. Mówiłam już, że smakuje jak błoto? Blee!


 2. Nasiona kakaowca

Zawierają ogromną ilość antyoksydantów i przeciwutleniaczy dzięki czemu chronią przed nowotworami i chorobami układu krążenia. Bogate są w  składniki mineralne, takie jak żelazo, chrom, cynk czy potas. Jednak ziarna kakaowca to przede wszystkim najbogatsze źródło magnezu, który chroni serce, poprawia cyrkulację krwi, zwiększa wydajność mózgu i zmniejsza skutki stresu.

Ostatnio przeczytałam gdzieś, że takie pyszne i słodziutkie do chrupania są te ziarna kakaowca. No chyba ktoś, kto to pisał pomylił z tym jakieś czekoladowe cukierki! Jest gorzkie i smakuje starym kapciem. Wzdrygam się na samo wspomnienie o nim. Jedyne co je ratuje to dodanie do flapjacka.


 3. Jarmuż

Roślina ta zawiera witaminy A,  B, C oraz wapń, żelazo i chlorofil, a także przeciwutleniacze, które mają działanie antynowotworowe. Wspomaga pracę układu sercowo-naczyniowego. Zawiera bardzo dużo błonnika, witaminę C oraz K, a także wapń, potas i beta-karoten.

Jak nie lubicie szpinaku to chyba nigdy nie jedliście jarmużu. Toż to dopiero okropne. Twarde i nijakie. Dla mnie jedyna opcja do zaakceptowania jarmużu jest w postaci dodatku do bananowego smoothie. Przyznaję, że chyba nawet wolę bardziej niż ze szpinakiem, bo szpinak, choć lubię to w szejkach mi jakoś nie podchodzi.


4. Ostropest plamisty

Chroni wątrobę i łagodzi stany zapalne na tle cukrzycowym. Stosuje się go w leczeniu WZW typu A, B i C oraz choroby alkoholowej zapobiegając marskości wątroby. Pomaga pozbyć się toksyn, a także pobudza jej zdolności regeneracyjne. Przywraca równowagę wewnętrzną organizmu i walczy z wolnymi rodnikami.

Choć dobry na wątrobę to tak samo jak w przypadku młodego jęczmienia zepsuje smak absolutnie wszystkiego. Gorzkie, wstrętne i w ogóle fuj! Na grupie posądzony nawet został o trolling, bo aż niemożliwe by coś tak niesmacznego było zdrowe ;)


5. Siemię lniane

Przede wszystkim jest zasobne w olej, który zawiera glicerydy kwasów nienasyconych jak linolenowy, linolowy. Zawiera związki śluzowe, białka, sterole, kwasy organiczne (m.in. askorbinowy), enzymy, sole mineralne (magnezu, cynku, żelaza). Chroni układ pokarmowy poprzez powlekanie błon śluzowych przełyku, żołądka i dwunastnicy. Obniża poziom lipidów i cukrów we krwi.  Działa zbawiennie na cerę, skórę, włosy i paznokcie.

Ja akurat lubię, ale dla wielu jest on nie do przełknięcia. Jako dziecko też za nim nie przepadałam. Najgorszy był ten glut po zaparzeniu. Dziś nie stanowi to dla mnie problemu i z przyjemnością dosypuję siemię do mojego owsiankowego mixu.


6. Nasiona chia

Są bardziej bogate w kwasy omega-3 niż łosoś norweski (uważany, za najbogatsze źróło tych kwasów), a także zawierają więcej wapnia niż mleko. Są również bogatym źródłem żelaza i pełnowartościowego białka. Zawierają potas, błonnik, magnez i fosfor dzięki czemu wzmacniają pracę serca, regulują trawienie, koją nerwy i wzmacniają kości.

Podobnie jak z siemieniem te drobne ziarenka nie robią na mnie negatywnego wrażenia. Choć muszę przyznać, że pudding z chia nie cieszy się jakimś wyjątkowym smakiem. Raczej jest bez wyrazu i trzeba go wspomagać owocami, mlekiem roślinnymi i słodkimi dodatkami. Wtedy potrafi być pyszny.


 7. Spirulina / chlorella

Spirulina jest bardzo dobrym źródłem białka. Dostarcza go więcej niż wołowina (o 22%) i soczewica (o 26%). Obniża ryzyko wystąpienia udaru i raka. Pomaga utrzymać poziom cholesterolu i ciśnienia krwi na prawidłowym poziomie. Przeciwdziała alergiom i przynosi ulgę, gdy te się pojawiają. Zwalcza candidę i pomaga w rozroście dobrych bakterii znajdujących się w przewodzie pokarmowym. W jej skład wchodzą też beta-karoten, kwas foliowy, kwas linolenowy GLA, sprzężony kwas linolowy CLA, bioflawonoidy, żelazo, mangan, cynk, miedź i selen. Spirulina jest źródłem witamin  A, C, E, K i z grupy B. Jest bardzo dobra dla osób cierpiących na anemią, ponieważ pomaga zwiększyć wytwarzanie czerwonych krwinek.

Chlorella w przewadze składa się z białka. Zawiera dziewiętnaście aminokwasów, w tym wszystkie aminokwasy niezbędne dla  naszego organizmu oraz jest bogatym źródłem żelaza oraz lizyny. Pomaga w walce z cukrzycą poprzez regulację insulinoodporności. Jest najbogatsza w chlorofil spośród wszystkich zielonych roślin, a także zawiera bardzo dużo karotenu.

Najczęściej pojawiające się określenia na temat smaku tych sproszkowanych glonów to „przypomina smak ryby”, „wali akwarium”.

Przyznaję, trochę smakuje mułem. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli ten smak i zapach bardzo ci przeszkadza możesz sięgnąć po spirulinę czy chlorellę w postaci tabletek.


8. Owoce goji

Mówi się, że owoce goji pomagają w chorobach serca, wątroby, płuc, reumatyzmie i obniżają poziom glukozy we krwi. Przy długotrwałym stosowaniu wzmacniają odporność organizmu. W ich skład wchodzi aż 18 aminokwasów oraz 5 nienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy omega-6, odpowiedzialnych za wytwarzanie hormonów, właściwą pracę mózgu i układu nerwowego. Znajdziemy w nich też witaminy C, B1, B2, B6 oraz E i minerały takie jak fosfor, wapń, żelazo, miedź, cynk, selen.

Ani to słodkie ani dobre. W zasadzie to nie wiadomo, co to i czy oby na pewno jest tak zdrowe jak mówią. Istnieje teoria, że to zwykła ściema. Osobiście nie przepadam i nie jadam.


Kilka osób zgłosiło spore zastrzeżenia do kaszy jęczmiennej, kaszy jaglanej, orzechów brazylijskich, orzechów nerkowca oraz buraków. Do tych rzeczy trudno mi się odnieść, bo wszystkie akurat lubię. Jednak zdecydowanie w pierwszej trójce najgorszych superfoodsów znalazły się sproszkowane trawy i glony, czyli:

  • młody jęczmień / trawa pszeniczna
  • spirulina
  • chlorella

Nie istnieje żadna oficjalna lista produktów zaliczanych do miana SUPERFOODS. Dla każdego będzie to, co innego, ale o wielu z nich słyszymy nieustannie. Biorąc pod uwagę, że na liście znajduje się naprawdę wiele produktów od „pospolitych” warzyw, owoców, korzeni i orzechów po sproszkowane egzotyczne produkty pochodzące z dalekich zakątków lądów, mórz i oceanów to wydaje mi się, że każdy sam powinien stworzyć sobie sam taką listę superfoodsów. Pamiętajmy by umieścić na niej to, co lubimy najbardziej i widzimy na sobie ich skuteczne działanie. Nie ma też, co zniechęcać się opiniami innych. Jak widać smaki są bardzo różne. To, co jest smaczne dla jednego może być ohydne dla drugiego.

Wydaje mi się też, że nie ma sensu jeść czegoś, co naprawdę wyjątkowo nam nie smakuje tylko, dlatego, że ktoś powiedział, że to dla nas dobre. Wybór zdrowych i bardzo wartościowych produktów jest ogromny. Dobre jest to, po co chętnie sięgamy. Zdrowe jedzenia ma nam sprawiać przyjemność. Nie jest żadną karą ani wyrzeczeniem, ani tym bardziej poświęceniem o czym wiele osób chyba zapomina w imię… no właśnie, w imię czego? Zdrowia? Diety? Ślepej wiary w jakiegoś guru? Nie wiem, ale wiem, że największym plusem zdrowego odżywiania się jest to, że w zasadzie wszystko, co jemy ma swoje wyjątkowe właściwości, które pomogą nam wzmocnić naszą ochronną barierę i zabezpieczą nasz organizm przed niechcianymi chorobami.

Mimo negatywnych opinii na temat wyżej wymienionych produktów namawiam was bardzo do ich próbowania i wyrobienia swojego własnego zdania.

Czasem trzeba z nimi trochę poeksperymentować. Jeśli coś nie zasmakuje za pierwszym razem spróbuj poszukać jakiejś alternatywy. Czasem to może być zamaskowanie smaku innym, czasem musimy testować różne połączenia, czasami po prostu się przyzwyczaić, a nieraz zwyczajnie odpuścić.

Jakie jest wasze podejście do spuperfoodsów? Czy jesteście ich zwolennikami, czy raczej patrzycie na nie z przymrużeniem oka? A może spożywacie jakieś pomimo tego, że zupenie wam nie smakują? I na koniec najbardziej ciekawa jestem, które superfoodsy należą do waszych faworytów, a których nie lubicie.

More from Evelina Lesniewska

Cowspiracy – recenzja

Jak wiecie film Cowspiracy: The Sustainability Secret polecam, jako jeden z filmów, które powinniście obejrzeć....
Read More