2-dniowy detoks sokowy – moje doświadczenia

W miniony weekend zdecydowałam się zrobić dwudniowy detoks sokowy. Do tej decyzji dojrzewałam naprawdę długo, bo ponad trzy lata. Pierwsze próby podejścia do takiego oczyszczania miałam rok temu w wakacje, ale nie zakończyły się one pełnym sukcesem. Udało mi się wtedy zastąpić sokami śniadanie i wczesny lunch, ale w porze obiadowej musiałam już sięgnąć po bardziej treściwy posiłek.

Tym razem decyzja była trochę bardziej spontaniczna i miałam do tego kompana, ponieważ do detoksu dołączyła moja współlokatorka. Tak się składa, że Muriel jest praktycznie weganką. Sporadycznie zdarza jej się sięgnąć po ser i spożywa miód. Jest bardzo skupiona na zdrowym roślinnym odżywianiu i kupuje tylko produkty organiczne.

Jakieś dwa tygodnie temu Muriel wspomniała, że chciałaby wyjechać na sokowy detoks. Ucieszyłam się, gdy to usłyszałam, bo ja również chciałabym kiedyś z tego skorzystać. Mam już nawet upatrzone dwa miejsca (jedno na Bali, a drugie w Portugalii) i gdyby nie cena z pewnością bym już z tego skorzystała. Znalazłyśmy ośrodek w Anglii, który proponuje 5-dniowy pobyt na sokach, ale mnie ich oferta nie do końca przekonała. Pomyślałam za to, że możemy spróbować zrobić mini detoks w domu, by zobaczyć czy w ogóle damy radę wytrzymać dłużej niż dwa dni.

W poniższym wpisie opowiem wam o moich przygotowaniach do detoksu, samopoczuciu, wrażeniach, plusach i minusach, jakich doświadczyłam przez te dwa dni oraz podam wam przepisy na soki, z których korzystałyśmy.

PRZYGOTOWANIA

By przystąpić do sokowego detoksu trzeba się do niego najpierw nieco przygotować. Oczywiście trzeba zaplanować, co będzie się piło, jakie produkty należy kupić oraz w jakiej ilości, ale przede wszystkim trzeba wprowadzić zmiany w swojej diecie już na kilka dni przed rozpoczęciem detoksu.


Jeśli odżywiasz się tradycyjnie powinieneś już mniej więcej tydzień przed detoksem zacząć eliminować ze swojego jadłospisu produkty odzwierzęce, tłuste, ciężkostrawne potrawy i żywność wysoko przetworzoną. Im bliżej detoksu, tym lżejsze potrawy spożywamy oraz jemy jak najwięcej surowych warzyw i owoców.


Moja dieta jest ostatnio bardzo „czysta” (z czego ogromnie się cieszę), dlatego też nie musiałam bardzo wiele zmieniać. W połowie tygodnia zdecydowałam się jeść więcej surowego. Na śniadanie były smoothies, na lunch’e sałatki i surówki, a kolacja składała się głównie z gotowanych lub pieczonych warzyw. W piątek (dzień przed) mój jadłospis wyglądał mniej więcej tak:

Śniadanie – Smoothie: 3 banany, szklanka mrożonych owoców leśnych, garść szpinaku, łyżka nasion dyni, pół szklanki mleka migdałowego, pół szklanki wody.

Przekąska: Garść orzechów (migdały, włoskie) z rodzynkami i suszoną żurawiną.

Lunch: Gęsta zupa warzywna z odrobiną quinoa

Podwieczorek: Banan i maliny.

Kolacja: Zupa (ta sama co na lunch).

ZAKUPY

Zdecydowałyśmy, że warzywa i owoce na soki będą tylko organiczne. Jedynym wyjątkiem były ananasy i czerwone winogrona, których nigdzie nie mogłyśmy dostać w wersji bio. Większą część produktów kupiłyśmy od lokalnej firmy, która sprzedaje vege boxy. Nasze zakupy były naprawdę pokaźnych rozmiarów.

Co kupiłyśmy?

  • 4 ananasy
  • 4 opakowania czerwonych winogron (każde po 250 g).
  • 2 spore korzenie imbiru (bo lubimy bardzo, ale można mniej)
  • 48 marchwi
  • 3 opakowania selera naciowego
  • 2 pęczki natki pietruszki
  • 1 kapusta biała
  • 4 opakowania szpinaku
  • 2 opakowania jarmużu
  • 12 jabłek
  • 4 papryki
  • 8 cytryn

Jak się okazało w czasie detoksu, niektórych warzyw miałyśmy za dużo, ponieważ nie dałyśmy rady wypić takiej ilości, jaka była dziennie zalecana. Nie wszystkie soki też nam smakowały i zdecydowałyśmy się na modyfikację w czasie drugiego dnia. Warzywa, które nam zostały postanowiłyśmy wykorzystać do soków w kolejnych dniach tak by nic się nie zmarnowało.

Każdego dnia miałyśmy 3 posiłki główne (śniadanie, obiad, kolację) i jedną przekąskę. Posiłek główny to 1 litr soku, a przekąska 0,5 litra. Podczas detoksu korzystałyśmy z książki „The Complete Idiot’s Guide to Juice Fasting” autorstwa Bo Rinaldi Steven Prussack. Nie jest to książka, którą jakoś szczególnie polecam do przeprowadzenia detoksów sokowych. My po prostu akurat tę książkę miałyśmy. Polecam Wam za to zajrzeć na stronę Jason’a Vale’a oraz Reboot with Joe (Joe Cross autor wcześniej wspomnianego dokumentu Fat, Sick and Nearly Dead) jeśli interesuje was detoks sokowy. Po zapisaniu się na newsletter otrzymacie 10 darmowych przepisów na soki. Na stronie znajdziecie również mnóstwo porad jak przeprowadzić oczyszczenie organizmu za pomocą soków.

Na zakupy wydałyśmy ok. £25 na osobę, czyli ok. 125 zł. Myślę, że jak na warunki angielskie oraz głównie organiczne produkty, nie jest to wysoki koszt. Ta cena będzie z pewnością dużo niższa, jeśli kupujecie w Polsce.

PRZEPISY

Do przygotowania soków używałyśmy wolnoobrotowej wyciskarki Hurom ALPHA Premium Slow Juicer H-AA-BBF17, która mam już od kilku miesięcy i absolutnie uwielbiam! Jeśli nie macie wyciskarki wolnoobrotowej możecie użyć sokowirówki. Należy jednak pamiętać, że sok z sokowirówek będzie zawierał trochę mniej drogocennych składników odżywczych. 

Poniższe przepisy są dla jednej osoby.


Śniadanie

  • 1 ananas
  • 3 szklanki czerwonych winogron
  • 1 cm imbiru
  • Kurkuma (opcjonalnie)

Obiad

  • 6 marchwi
  • 6 łodyg selera naciowego
  • 1/4 pęczka natki pietruszki
  • 1/2 szklanki kapusty
  • 1 cytryna

Przekąska

  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 cytryna
  • 3 jabłka
  • 3 szklanki jarmużu
  • kawałek imbiru

Kolacja

  • 6 marchwi
  • 3 jabłka
  • 3 łodygi selera naciowego
  • 1 papryka
  • 3 szklanki szpinaku
  • 1 cytryna
  • kawałek imbiru

Jak to wyglądało u nas?


Dzień 1

Śniadanie

  • 1 ananas
  • 3 szklanki czerwonych winogron
  • 1 cm imbiru
  • Kurkuma (opcjonalnie)

Obiad

  • 6 marchwi
  • 6 łodyg selera naciowego
  • 1/4 pęczka natki pietruszki
  • 1/2 szklanki kapusty
  • 1 cytryna

Przekąska

  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 cytryna
  • 3 jabłka
  • 3 szklanki jarmużu
  • kawałek imbiru


Dzień 2

Śniadanie

  • 1 ananas
  • 3 szklanki czerwonych winogron
  • 1 cm imbiru
  • 2 szklanki szpinaku

Kolacja

  • 6 marchwi
  • 3 jabłka
  • 3 łodygi selera naciowego
  • 1 cytryna
  • kawałek imbiru

Przekąska

  • 3 łodygi selera naciowego
  • 1/2 pęczka natki pietruszki
  • 1 cytryna
  • 3 jabłka
  • 3 szklanki szpinaku
  • 2 duże łodygi jarmużu
  • 1 papryka
  • kawałek imbiru


Sok obiadowy z dnia pierwszego okazał się mega niewypałem, dlatego drugiego dnia z niego zrezygnowałyśmy. Kolory soków nie są zachęcające, stąd nie ma żadnego zdjęcia, które mogłabym wam pokazać. Wszystkie soki okazały się bardzo sycące na ok. 2-4 godziny (w zależności od soku). Po wpiciu połowy musiałam zrobić przerwę i odczekać jak znów trochę zgodnieję. Najpyszniejszy okazał się dla mnie sok z papryką (z drugiego dnia), a sok śniadaniowy był mega słodki (jak dla mnie stanowczo za słodki, choć za słodkim smakiem przepadam bardzo). Czułam po nim duże skoki cukru we krwi, dlatego też drugiego dnia dorzuciłam szpinak, by to nieco zneutralizować.

MOJE OGÓLNE SAMOPOCZUCIE

Pątek wieczór okazał się trudny. Czułam niedosyt po zjedzonej kolacji i miałam zachcianki, ale je zwalczyłam i poszłam wcześniej spać. Ogólnie przez cały weekend czułam się bardzo dobrze. W sobotę po południu złapał mnie mały kryzys. Po śniadaniu wybrałyśmy się na spacer po plaży. Niestety z chwilą, gdy dojechałyśmy na miejsce zaszło słońce i wiał silny wiatr. Tego dnia zaplanowałam sobie, by nagrać filmik do medytacji i co tu dużo mówić — siedzenie w marcu w taką pogodę na plaży w samym sweterku nie prognozuje nic dobrego. Bardzo mnie przewiało i po powrocie do domu miałam problem, żeby się rozgrzać. Nie pomagały grube skarpety, herbatka imbirowo-cytrynowa, ani gorący prysznic. Czułam się słabo. W końcu zdecydowałam się zjeść odrobinę zupy, która została mi z dnia poprzedniego i to postawiło mnie z powrotem na nogi. Zupy zjadłam bardzo niewiele, dosłownie 4-5 łyżek.

Podczas tych dwóch dni na sokach były momenty gdy czułam mdłości i delikatne bóle w dolnej części brzucha zaraz po wypiciu soków. Nie było to jednak nic dokuczliwego. Były też momenty, że na sok w ogóle nie miałam ochoty, głównie po tym, jak wypiłam już połowę porcji. Wiedziałam jednak, że muszę to zrobić by nie czuć głodu, bo ten doprowadziłby do tego, że zwyczajnie rzuciłabym się na jedzenie.

Ogólnie przez całe dwa dni mój organizm nie odczuwał głodu, ale czułam głód w swoje głowie. Nie było to łatwe, ale potraktowałam to jako ciekawe doświadczenie. Daje ono możliwość poznania i obserwacji naszych relacji z jedzeniem. Łapałam się na tym, że dużo myślałam czego to ja nie zjem jak tylko zakończę oczyszczanie, a w sobotę wieczór nawet zaczęłam oglądać nowy kanał na YouTube z przepisami na roślinne dania! Bardzo dziwna sytuacja i absolutnie nie polecam tego robić kiedy nie możne jeść!

DODATKOWO

W sobotę wieczorem wybrałam się na koncert mis i gongów tybetańskich (na które chodzę już od ponad roku).


Koncert mis i gongów to tak jakby kąpiele dźwiękowe. Fale dźwięków oddziałują na nasze ciało i w ten sposób mogą nas np. relaksować, pobudzać, oczyszczać nasz organizm z toksyn itd. Dajcie znać jeśli chcielibyście dowiedzieć się o tym więcej to przygotuję dla Was osobny wpis.


Szczęśliwie się okazało, że tego dnia mieliśmy sesję oczyszczającą. Niesamowite jest to, gdy otrzymujemy od życia dokładnie to, czego w danej chwili potrzebujemy. Spotkania te odbywają się zawsze w pierwszą sobotę miesiąca. Specjalnie dobierałyśmy z Muriel weekend na detoks, w którym będzie właśnie koncert. Prowadząca zaczęła spotkanie mniej więcej tak: „Obudziłam się dziś rano i poczułam, że dzisiejsze sesja powinna być oczyszcza”. No po prostu potęga myśli i magia przyciągania w pełnej krasie :).

Gongi były fantastyczne, a ich moc bardzo silnie odczułam po powrocie do domu. Nie mogłam usnąć przez kilka godzin i wypiłam strasznie dużo wody (co jest właśnie efektem oczyszczania organizmu, bo woda pomaga wypłukac toksyny).

W niedzielę wieczorem, by jeszcze bardziej wzmocnić efekt detoksu wzięłam oczyszczającą kąpiel. Oto przepis:


Na wannę wody dodajemy.

  • 1 szklankę soli Epsom
  • 1 szklankę soli mineralnych (do kąpieli)
  • 1/3 szklanki sody oczyszczonej
  • 10 kropli olejku lawendowego lub kilku różnych ulubionych olejków (ja użyłam lawenda 5 kropli, rozmaryn 3 krople, drzewo herbaciane 2 krople.

Dodatkowo po kapieli ciało wymyłam czarnym mydłem. W czasie weekendu zafundowałam sobie też zabieg złuszczający na twarz i nakładałam maseczki nawilżające oraz regenerujące. Świetnie sprawdził się tu również zabieg szczotkowania ciała na sucho, który wykonywałam (od piątku do poniedziałku) każdego dnia.

Oczywiście dwa razy dziennie po 20 minut siadałam też do medytacji, w czasie której wsłuchiwałam się w swoje ciało. Sprawdzałam jak się czuję, czy są w nim jakieś napięcia, bóle lub ukryte emocje. Bardzo jest to przydatne narzędzie do lepszego poznania siebie i zrozumienia potrzeb naszego organizmu. Odpowiedzi nie zawsze pojawiają się od razu, ale im częściej będziemy ćwiczyć, tym łatwiej je dostrzerzemy i zrozumiemy. Więcej o medytacji możecie poczytać tutaj.

WYCHODZENIE Z DETOKSU

Poniedziałek rozpoczęłam od pół litra zielonego soku (szpinak, jarmuż, jabłko, seler, cytryna, imbir). Około godziny 10:00 zjadłam banana. Trochę się obawiałam jak zareaguje mój organizm. Miałam też wątpliwości czy powinnam już zacząć znów jeść. Czułam, że jeszcze chętnie pociągnęłabym detoks kilka dni. Miałam wrażenie, że przerywam go w momencie, kiedy właśnie zaczyna się porządnie oczyszczać. Pierwszy kęs banana był zaskakujący. Zauważyłam, że wzmocnił się mój smak i wyostrzyły się zapachy.

Trochę później zjadłam drugiego banana, a na lunch sałatkę ze szpinakiem, marchewką, pomidorkami koktajlowymi, szczypiorkiem, rzodkiewką, kalafiorem, awokado o kilkoma czerwonymi winogronami. Sałatka była rewelacyjna. Na kolację zjadłam pieczonego batata z kilkoma brukselkami i marchewką.

Po pierwszych surowych posiłkach czułam ucisk w żołądku, ale już po kolacji czułam się bardzo dobrze. Wtorek okazał się najtrudniejszym dniem, jeśli chodzi o samopoczucie. Byłam bardzo rozdrażniona, poirytowana i nie w humorze. Obudziłam się też bardzo zmęczona i nie mogłam się doczekać by zakończyć ten dzień.

PODSUMOWANIE

Przez cały czas detoksu miałam dużo energii, świetnie spałam, a mój organizm czuł się wyśmienicie. Pomimo trudów i niezbyt przyjemnych momentów było całkiem nieźle i szybko odczułam korzyści z przeprowadzonego detoksu. Uważam jednak, że dwa dni to zdecydowanie za mało na taką formę oczyszczania oraz by w pełni odczuć wszystkie benefity, jaki ono daje. Nie wiem, czy zdecyduję się ponownie na oczyszczanie sokami, ale jeśli tak to z pewnością przeprowadzę je przez minimum 5-7 dni. Cały ten weekend poświęcony był na relaks. Dużo odpoczywałam, chodziłam na spacery, wietrzyłam pokój, czytałam książki i oglądałam filmy. Dbałam też o swoje ciało za pomocą kąpieli, peelingów i maseczek. Myślę, że to bardzo pomaga w oczyszczaniu organizmu i warto zastosować takie zabiegi w tym okresie.

Plusy:

  • lepsze trawienie
  • odpoczynek dla jelit i układu trawiennego
  • dużo energii
  • bardzo dobre samopoczucie
  • brak głodu
  • poprawa wyglądu skóry i zmniejszona ilość niedoskonałości
  • koszt detoksu
  • zabiegi pielęgnacyjne na ciało i twarz
  • bardziej intensywne odczuwanie smaków
  • wypoczynek, relaks i naładowanie baterii.

Minusy:

  • smak i wygląd niektórych soków
  • zbyt krótki czas trwania detoksu
  • mdłości, lekkie bóle brzucha, częste myślenie o jedzeniu, rozdrażnienie i poirytowanie po detoksie.
  • bardzo częste wizyty w toalecie.

Było intensywnie, ciekawie i traktuję to przede wszystkim jako nowe, interesujące doświadczenie. Z całą pewnością inaczej spojrzałam na moją relację z jedzeniem. Stałam się bardziej świadoma pewnych swoich zachowań związanych z posiłkami i głodem. To chyba dla mnie jedna z największych wartości, jakie wyniosłam po tym weekendzie. Z całą pewnością warto jest co jakiś czas dać wytchnienie naszemu organizmowi. Postanowiłam też, że od teraz będe pić codziennie jeden sok. Teraz też znacznie łatwiej mi jest jeść  jeszcze więcej surowych warzyw i owoców, co do tej pory nie zawsze mi się udawało. Sałatki i surówki obecnie królują i mam nadzieję, że tak pozostanie.


Na koniec chciałabym zwrócić waszą uwage na bardzo ważną rzecz. Taki detoks nie jest dla wszystkich. Osoby przyjmujące regularnie leki, w trakcie choroby lub które przeszły poważne choroby, operacje, terapie lub zabiegi koniecznie powinny obowiązkowo skontaktować się z lekarzem prowadzącym w celu ustalenia, czy taki detoks jest dla nich bezpieczny. Prawdopodobnie w takich przepadkach znacznie lepiej będzie tylko włączyć soki do codziennej diety.


Jeśli zastanawiacie się nad sokowym oczyszczaniem to mam nadzieję, że mój wpis nieco przybliży wam ten temat i pokaże czego można ewentualnie się spodziewać.

Jeśli macie jakieś pytania z przyjemnością na nie odpowiem. Dajcie też znać, kto z was przeprowadzał detoks sokowy napiszcie proszę znać jak to u was wyglądało. Czy też mieliście w tym czasie ochtę na najbardziej niezdrowe potrawy na świecie? Podobno to często spotykany efekt :)

W komentarzach dzieją się zawsze najciekawsze rzeczy i wiele można się dowiedzieć, dlatego podziel się proszę swoim zdaniem i doświadczeniem. Twój komentarz może pomóc komuś podjąć decyzję lub znaleźć odpowiedź na nurtujące pytanie.

Dziękuję Ci za Twój głos i wkład w tworzenie tej małej wirtualnej przestrzeni, z której wszyscy możemy nauczyć się czegoś nowego.


Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o detoksach sokowych koniecznie obejrzyj:

Fat, Sick and Nearly Dead – dostępne także na Netflix.

Fat, Sick and Nearly Dead 2 – dostępne także na Netflix.

Super Juice Me! – świetny dokument Jason’a Vale’a

Cud terapii doktora Gersona.

More from Evelina Lesniewska

Dlaczego powinieneś spędzać czas z samym sobą

Jak się czujesz w swoim własnym towarzystwie? Czy zdarza Ci się w ogóle być...
Read More
  • Czekalam na Twoj wpis, bo malo wiem o detoksach sokowych, natomiast sama robie sobie czasami smoothie fasting i od rana do wieczora jade na koktajlach. Z tym, ze mnie bylo latwiej, bo ostatnio bardzo malo jem a takie smoothie mnie naprawde napycha na kilka godzin.

    Co mnie troche zniecheca do sokow to pozbywanie sie z owocow i warzyw blonnika (no chyba, ze ma sie jakies wspaniale juicery) i wyciskania w niektorych przypadkach, jak np. buraki, glowie cukru. Z drugiej strony jesli osoba o normalym apetycie mialaby pic smoothies przez tydzien, wchlonelaby pewnie wieksza ilosc kalorii niz przy swojej codzienniej diecie. Chyba nie ma tu zlotego srodka i kazdy musi znalezc co dla niego jest lepsze.
    Myslisz, ze jeszcze wrocisz do takiego detoxu czy raczej juz nie?

    • Tak, smoothie są super sycące. U mnie problemem są późne popołudnia, kiedy bardzo potrzebuję zjeść gotowany posiłek, ale staram się jeść jak najwięcej surowego w ciągu dnia. Mój organizm zupełnie inaczej zachowuje się po gotowanym, co pokazało nawet zjedzenie 5 łyżek zupy :). Też mam problem z tym, że z soków pozbywamy się błonnika, ale myślę, że jeden sok dziennie krzywdy nie zrobi jeśli jemy inne posiłki bogate właśnie w błonnik, co na diecie roślinnej jest bardzo proste. Jeśli chodzi o kaloryczność to nie wydaje mi się, że na sokach byłoby ich więcej. Myślę, że te proporcje będą zbliżone, albo może nawet poniżej w zależności od użytych produktów. Musimy co prawda użyć ich więcej by wycisnąć np. jeden litr soku, ale warzywa i owoce mają przecież dosyć niską zawartość kalori.
      Na tę chwilę trudno powiedzieć, W najbliższym czasie nie planuję powtarzać detoksu, ale jeśli kiedykolwiek się zdecyduję, to na pewno przetestuję wcześniej soki, które będę pić i dobiorę je nie tylko ze względu na smak, ale też samopoczucie po nich. Ten sok który miałam na śniadanie naprawdę dobrze na mnie nie działał :(

  • To ciekawe co piszesz, bo ja właśnie robię detox z diety jabłkowej już 5 dzień (sok jabłkowy, jabłka, orzechy, pestki itp). Zostały mi jeszcze dwa dni. Dwa pierwsze dni były najtrudniejsze, senność, brak energii, koncentracji i ból głowy. Teraz już jest ok, więcej energii, lepszy sen, brak ochoty na słodkie. Także można przeżyć a korzyści są tego warte :)

    • Pewnie, że można przeżyć :) Ja trochę myślałam, że to będzie coś jak głodówka, ale wcale tak nie jest. Nie słyszałam nigdy o tym detoksie jabłkowym, na którym jesteś. Pierwszy raz to robisz?
      Brawo za wytrwałość no i super, że już widzisz korzyści i lepiej się czujesz :).

      • Tak, pierwszy raz. Dieta wzięta od pepsi eliot, czyszcząca, a jutro w końcu brązowy ryż i sałata :)

      • Muszę poczytać o tym :) O, to jutro już rarytaski będą :)

  • Robiłam kiedyś 2 dniową głodówkę, pierwszego dnia piłam tylko wodę i soki owocowe, drugiego tak samo plus zjadłam chyba jabłko jeśli mnie pamięć nie myli. Taka głodówka to świetne ćwiczenie umysłu, okazuje się, że wcale tak dużo jeść nie musimy, tylko co chwila nas coś kusi.

    • Wiele osób zachwala głodówki, ale ja niestety nie jestem ich zwolenniczką. Soki o tyle do mnie przemawiają, że pomimo, że nie jemy to nadal dostarczamy sobie kalori i wartości odżywczych. Mam pewne zastrzeżenia do soków, ale to nadal dla mnie dużo lepsza opcja niż głodówka.
      W obu przypadkach to na pewno świetne ćwiczenie dla naszego umysłu i zgadzam się z tym, co napisałaś, że co chwila coś nas kusi lub jemy z nudów.

      • Miałam dokończyć swoją myśl, ale czas mnie gonił, a weekend miałam wyjazdowy. Więc wracam.

        Przy głodówce lub właśnie oczyszczaniu sokami bardzo ważne jest to, by mieć czas wolny i się nie przemęczać, praca odpada. Tak jak mówisz, celebrować chwilę spacerować.

        Również byłam ostatnio na misach i gongach, jako pierwszy raz i bardzo mi się podobała taka forma relaksu. Nawet mam ochotę spróbować jeszcze raz i zabrać ze sobą małżonka. W Gdynii takie zbiorowe seanse też są co miesiąc w jeden wybrany piątek. A próbowałaś indywidualnego masażu za pomocą mis i gongów?

      • Ja właśnie bardzo się cieszę, że robiłam detoks w dni wolne. Nie wiem czy dałabym radę w tygodniu, kiedy jest praca i masa innych obowiązków. A tak to, to był czas tylko dla mnie i mogłam naprawdę skupić się na tym, co ważne.

        Niestety nigdy nie próbowałam takiego masażu, ale słyszałam, że ludzie bardzo sobie chwalą. A Ty próbowałaś?

        Ale fajnie, że w Gdyni macie takie spotkania. Ja muszę znaleźć coś w Łodzi, bo jak wrócę to chciałabym kontynuować te seanse.

      • Jeszcze nie, dopiero co odgrywam te misy i gongi :) Przypadkowo dowiedziałam się o tym seansie. Ale może kiedyś spróbuję, muszę tylko dowiedzieć się wcześniej jaki koszt.

  • Widzę, że Twoja głowa na detoksie zareagowała zupełnie jak moja głowa :) Też było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie, poznać siebie w takiej, dość ekstremalnej dla organizmu, sytuacji. I zgadzam się, że zupełnie inaczej się postrzega te posiłki po detoksie.

    • Powiem Ci, że obawiałam się tego głównie ze względu na głód. U mnie coś na tej lini nie do końca jest ok. Cieszę się że się przełamałam i przepracowałam trochę ten temat.
      A ty ile dni na detoksie wytrzymałaś?

  • Zdecydowanie bym tego nie zrobiła :) jestem osobą, która może i wypije litr soku, ale do tego zjem 3 kanapki i coś jeszcze. Nie dałabym rady na takiej ilości :)

    • Wiem, że wydaje się to trudne. Też kiedyś było to dla mnie niewyobrażalne, ale tak naprawdę to są ograniczenia tylko w naszej głowie. Na takim detoksie organizm nie jest głodny, bo dostarczamy mu kalorii i wielu niezbędnych wartości odżywczych. Oczywiście nie namawiam na siłę. Jeśli nie czujesz się na coś takiego gotowa to nie rób tego, ale czasem warto wprowadzić choćby mniejsze codzienne zmiany do życia jak choćby np. picie jednego soku lub smoothiee dziennie, który zastąpi nam posiłek.

  • Juz chyba rok temu kupilam ksiazke Jasona Vale i ogladalam go na youtubie, ale do tej pory nie wytrwalam na jego 7 dniowej diecie sokowej. Po prostu mam ochote zjesc swoja reke po jednym dniu :) Co ciekawe, nie mialam az takich napadow glodu na poscie dr Dabrowskiej, ktory pociagnelam 2 tygodnie. Zastanawiam sie, czy nie zrobic detoksu sokowego, ale bez owocow zwaierajacych duzo cukru – jak winogrona czy ananas. Moze wlasnie ustabilizowanie cukru pomoze mi przetrwac sokowy detoks. Zaintrygowal mnie bardzo sok z papryki i kapusty ! Musze koniecznie wyprobowac.