10 najczęściej popełnianych błędów na weganizmie

Początki na weganizmie nie są łatwe głównie, dlatego, że musimy zmienić swoje nawyki żywieniowe, nauczyć się co jeść i w zasadzie nauczyć się gotować nowe potrawy oraz nasze kubki smakowe muszą przyzwyczaić się do nowych smaków.

Zmiana następuje w zasadzie we wszystkim i nasz organizm potrzebuje nieco czasu by do tych zmian przywyknąć. W tym okresie nieuniknione są błędy i wpadki, ale obserwując siebie i dowiadując się wciąż nowych rzeczy możemy je korygować.

Po dwóch latach prób i błędów oraz bacznemu obserwowaniu siebie oraz innych wegan chcąc ułatwić Wam nieco sprawę spisałam listę 10 najczęściej popełnianych błędów na weganizmie. Wszyscy na około mówią o tym, co robić, ale nikt nie mówi, czego NIE robić – oczywiście poza nie jedzeniem zwierząt i produktów odzwierzęcych ;)

Diet wegańskich jest wiele. Możecie się zastanawiać, którą opcję z najpopularniejszych wybrać: RawTill4, Stach Solution czy może zupełnie skoczyć na głęboką wodę i przejść w pełni na Raw (surowiznę). Cokolwiek nie wybierzecie trzymanie się wytycznych i założeń określonej diety z pewnością ułatwi Wam początki weganizmu, ale może też zapędzić Was kilka razy w przysłowiowy kozi róg. Będzie Wam się wydawało, że robicie wszystko OK a jednak cały czas jest coś nie tak. I właśnie na to „coś nie tak” mogą składać się te najczęściej popełniane błędy.

  1. Trzymanie się określonych godzin jedzenia

Nie jemy posiłków wtedy, kiedy czujemy, że jesteśmy głodni. To przecież właśnie wtedy nasz organizm domaga się składników odżywczych. Dotyczy to zarówno, kiedy jesteśmy głodni i kiedy jeszcze głodni nie jesteśmy. W tym pierwszym przypadku nie jemy, bo np.

  • będąc na RT4 czekamy do 16: 00 z obiadem. I choćbyśmy mieli z głodu paść to nie sięgniemy po nic gotowanego przed tą godziną.
  • nie  jemy od rana śniadania, choć kiszki marsza grają, bo ktoś powiedział, że od rana to lepiej nie jeść, bo wtedy jest czas „wydalania”, albo,
  • że najpierw powinniśmy wypić wodę i odczekać, co najmniej godzinę zanim sięgniemy po jedzenie. I w ogóle jedzenie tak rano to nikomu nie służy!

Może być tak, że jemy, kiedy wcale nie czujemy, że jesteśmy głodni. Ale mówią nam, że

  • trzeba jeść 5 posiłków dziennie
  • trzeba jeść dużo
  • trzeba zjadać minimum 2500 kalorii dziennie

BZDURA! Powinniśmy jeść wtedy, kiedy, czujemy, że jesteśmy głodni i mamy na to ochotę. Oczywiście dla każdego może wyglądać to inaczej. Jedni lubią jeść zaraz po przebudzeniu inni do południa na jedzenie nawet nie mogą spojrzeć. Jedni potrzebują 2-3 duże posiłki dziennie by się nasycić, a ktoś inni najlepiej będzie czuł się zjadając 5-6 mniejszych porcji. Słuchaj tego, co podpowiada Ci twój organizm. I pamiętaj większość tych reguł to zasady umowne. Które mają na celu ułatwić zmianę nawyków żywieniowych, do czasu aż nabierzemy wprawy i pokapujemy się, co działa najlepiej na nas samych.

  1. Unikamy wszelkiego tłuszczu

W szczególności na dietach HCLF (High Carb Low Fat), czyli RawTill 4, Raw, Witarianizm, 80/10/10, czy Starch Solution – dieta dr McDougalla. Wiele osób przechodzących na dietę wysoko węglowodanową nisko tłuszczową uznaje tłuszcz za wróg numer jeden. Faktycznie dużo mówi się o nim i można odnieść takie wrażenie, ale w rzeczywistości jest to duża nadinterpretacja.

Przygotowuję dla Was serię postów o tłuszczach, wiec nie chcę się tu za bardzo o nich rozpisywać, ale w skrócie powiem, że przecież wiadomo, że tłuszcz tłuszczowi nie równy. Diety opierające się na założeniach HCLF (WWNT) mówią wyraźnie aby unikać tłuszczu PŁYNNEGO, ponieważ aby go uzyskać należy zmasakrować, bardzo mocno przetworzyć i podgrzać to z czego ten tłuszcz jest pozyskiwany. W rezultacie nie pozostaje w nim prawie nic, co mogłoby na nas dobrze wpływać. A już tym bardziej po podgrzaniu takiego oleju. Oczywiście oleje i oliwy virgin / z pierwszego tłoczenia są nieco lepsze od rafinowanych, ale i tak są dla nas niekorzystne, jeśli spożywa się je w nadmiarze. Natomiast wszelkie orzechy, nasiona, tłuste owoce jak awokado czy durian są źródłem bardzo dobrych i niezbędnych dla nas tłuszczy. Szczególnie istotne są tu proporcje Omega 3 i 6, a także 9. I naprawdę pozyskiwanie ich z ryb nie jest dobrym pomysłem.

Dużo mówi się o konieczności suplementowania tych kwasów tłuszczowych na diecie wegańskiej, ale prawdą jest, że na standardowej diecie ich niedobory występują bardzo często, podobnie jak niedobory B12. Innym bardzo ważnym czynnikiem zbytniego ograniczenia tłuszczu jest fakt ciągłego nienasycenia jedzeniem. Choć tłuszcze mają największą kaloryczność, pomimo, że najmniej wypełniają nasz żołądek to niestety często tak się dzieje, że kiedy ich nie spożywamy to możemy zjeść nawet wór kartofli i ryżu i drugie tyle samo owoców, a po posiłku i tak będziemy czuć, że coś byśmy jeszcze zjedli. Za ten stan -między innymi – właśnie odpowiedzialny jest tłuszcz. Jak ten problem rozwiązać? Wystarczy regularnie dodawać do sałaty awokado, albo zjeść kilka orzechów lub garstkę nasion. Można też dodać łyżkę zmielonego siemienia lnianego do owsianki albo porannego smoothie. Jeśli dodamy kapkę lub dwie oliwy, czy oleju kokosowego do smażenia czy pieczenia, to też nic złego nam się nie stanie. Najważniejsze by unikać polewania sałaty oliwą czy smażenia na głębokim tłuszczu.

  1. Unikamy soli

Podobnie jak z olejem spotykamy wśród wegan wielki mit spożywania soli. Najlepiej nie jeść jej wcale, bo jeszcze od niej umrzemy! Rola soli, a właściwie sodu w naszym organizmie jest mocno zaniedbywana. Owszem sól to biała śmierć. Spożywanie soli i solonych potraw zostało sklasyfikowane w roku 2007 przez World Cancer Research Fund i American Institute for Cancer Research,  jako czynnik sprzyjający wystąpieniu raka żołądka. Korelacja taka została potwierdzona w badaniu statystycznym opublikowanym w roku 2011 (źródło). To prawda, że spożywamy jej za dużo. Ale! Znów podobnie jak w przypadku tłuszczu wrzucana jest ona do jednego wora, a przecież odmian soli jest wiele. Tak, zgadza się najgorsza jest ta biała, najtańsza, miałka niczym najdrobniejszy piasek i często jest mieszana z różnymi świństwami.

Mamy jeszcze sól kamienną, morską, himalajską. Sól warzona od soli kamiennej różni się technologią produkcji. Warzona powstaje na skutek odparowania wody z solanki. W ten sposób uzyskuje się praktycznie 100% czystą chemicznie sól. Sól kamienna to sproszkowany minerał, który posiada w sobie wiele innych składników mineralnych. Długotrwałe całkowite wyeliminowanie soli może spowodować poważne konsekwencje dla zdrowia.

Tak naprawdę to nie sól jest nam potrzebna, a sód. Jest kilka produktów i warzyw, które zawierają sód, ale żeby go uzupełnić w odpowiednich proporcjach musielibyśmy zjeść tego mnóstwo! Niedobory sodu powodują problemy ze snem, trudności z odpoczynkiem i powrotem do formy po treningach, zbyt niskie tętno lub zbyt wysokie tętno. Wzrost kortyzolu i adrenaliny (hormonów stresu), co nie tylko powoduje w nas ciągłe napięcie, ale i problemy z utratą wagi, podwyższenie trójglicerydów, wychłodzenie organizmu (źródła: tututu). Wbrew wszystkiemu złemu, co o soli się mówi poprawia ona nawodnienie organizmu (!). I pomaga pozbyć się zatrzymanej w ciele wody. Jeśli nie jemy soli przez długi czas możemy doprowadzić do zachwiania i problemów z układem limfatycznym. Ja właśnie do tego u siebie doprowadziłam. O soli będę pisać w niedługim czasie więcej. Warto dodać szczyptę soli do wody by lepiej się nawodnić.

Dziennie powinniśmy spożywać 3-5 grama soli, czyli 1/2 – 1 łyżeczki.

  1. Jemy ponad miarę zamiast jeść tyle ile potrzebujemy

Zapewne przechodząc na weganizm spotkałeś się ze stwierdzeniem, że od teraz możesz jeść bez ograniczeń i nie musisz liczyć kalorii. Tak, jest to prawda. Możesz jeść do syta i nie przejmować się za bardzo liczbą kalorii. Ale zwróć uwagę na słowo klucz ‚DO SYTA’. Oczywiście zapotrzebowanie kaloryczne każdego organizmu jest inne i uzależnione od choćby takich czynników jak wzrost, waga, tryb życia czy aktywność fizyczna.

No i teraz siedzimy sobie w ciepłym domku pod kocykiem, oglądamy Freelee czy Durian Ridera, którzy regularnie jeżdżą na rowerze i mówią nam, że trzeba pić smoothie z 10 bananów, a drugie tyle zjeść na lunch. No i ok. Wszystko fajnie. Tylko Ty siedząc pod tym kocykiem i spędzając długie godziny na tyłku w biurze nie potrzebujesz zjeść aż tyle. Absolutnie nie mam nic do tego by jeść 10 czy 20 bananów dziennie. Sama, jeszcze rok temu, je wcinałam i byłam przeszczęśliwa. Tyle, że do tego codziennie gdzieś chodziłam i regularnie uprawiałam jakiś sport. Aż nagle przyjechałam do UK i poszłam do pracy w korporacji i nie obejrzałam się jak na wadze przybyło mi 7 kilo.

Przejadanie się jest bardzo powszechnym problemem na HCLF (WWNT). Szczególnie, kiedy wychodzimy z zaburzeń odżywiania. Większość nas przez większość życia chodziła niedożywiona. Tak, niedożywiona. Jest znaczna różnica między byciem najedzonym a odżywionym. Więc kiedy słyszymy o tym, że teraz można jeść ile się chce to zaczynamy pochłaniać ponad miarę. Nie o to chodzi. Jedz tyle ile czujesz, że możesz zjeść. Jeśli w połowie posiłku czujesz, że już się najadłeś nie wpychaj w siebie więcej. Odstaw talerz i odczekaj. Zawsze możesz dojeść posiłek jak znów zgłodniejesz. Nie gotuj zbyt dużych porcji. Staraj się gotować tyle ile faktycznie zjesz.

Na objadanie się ma też wpływ poziom hormonu greliny, który wydzielany jest w żołądku, kiedy jesteśmy wygłodzeni lub mamy/mieliśmy niedobory kalorii w diecie. Jak wspomniałam wcześniej z powodu „wiecznych” diet i restrykcji kalorycznych poziom tego hormonu może być wysoki. Wracamy też tutaj do punktu pierwszego, aby jeść wtedy, kiedy czujemy, że już na to pora. Przegładzając się dajesz czas grelinie by wzrosła i przez to w czasie posiłku zjesz więcej niż możesz. Warto nadmienić, że hormon ten pobudza w mózgu nie tylko uczucie głodu, ale i nasila uczucie przyjemności, podobnie jak alkohol czy heroina.

  1. Obsesyjnie myślimy, czy zjedliśmy wystarczająco i czy przypadkiem czegoś nie zapomnieliśmy

Zaczynamy przeliczać wszystko na kalorie, minerały i składniki odżywcze. Ważymy, mierzymy i wpisujemy każdy jeden posiłek w Cronometer, czy inny kalkulator żywności. Kiedy tylko na koniec dnia widzimy, że w którejś rubryczce nie dobiliśmy do 100% wpadamy w panikę, że grożą nam niedobory. RELAX! Przecież te wszystkie tabelki i wyliczenia są umowne. Znów wracam do tego, co już powiedziałam wcześniej – jedz do syta, jedz urozmaicone jak najmniej przetworzone pokarmy, jedz surowe owoce i warzywa oraz zieleninę oraz naturalne „pełne” produkty, nie zapominaj o suplementacji i raz na jakiś czas idź do lekarza i zbadaj sobie krew.

  1. Jemy mało urozmaicone posiłki

Mono posiłki są bardzo fajne. Dobrze zjeść sobie jeden posiłek składający się tylko z jednego rodzaju owoców, ale wszystko inne wydaje mi się już być przesadą. No, bo serio, czy zjesz ze smakiem tylko kaszę? Albo tylko ziemniaki? No nie. Im mniej różnych produktów zjemy tym łatwiej je strawimy, ale jedząc urozmaiconą sałatkę w asyście ryżu i zapiekanki warzywnej nasz żołądek świetnie sobie z tym poradzi. Jasne, że czasami mamy ochotę jeść cały czas to samo i to jest ok. Widocznie, czegoś nam w organiźmie brakuje i chce on sobie to uzupełnić. Jednak unikaj sytuacji, kiedy twoja dieta staje się monotematyczna. Codziennie jesz te same mało urozmaicone posiłki tylko, dlatego, że nie przychodzi Ci do głowy, co innego mógłbyś przygotować. Tutaj znajdziesz listę wegańskich blogów, które polecam.

Jedz kolorowo, jedz ciekawie i jedz smacznie. Nie bój się używać przypraw – w tym soli – i ziół. Eksperymentuj, próbuj, poznawaj i rób zapasy, by nie zabrakło Ci jedzenia tylko pamiętaj by kupować mądrze i zdrowo ;)

  1. Jemy to, na co nie mamy w danej chwili ochoty

Bo ktoś nam powiedział, że od rana to tylko owoce, albo, że tylko surowe, kiedy my akurat mamy chęć na miskę ciepłej owsianki albo tofucznicę zamiast zimnego koktajlu z owoców. Nie zrozumcie mnie źle, jedzenie owoców od rana jest wspaniałe. Jest lekkie, pożywne i daje dużo energii, ale kiedy temperatura za oknem spada poniżej 10°C to nie zawsze jest to nasz wymarzony posiłek. Zresztą dotyczy to nie tylko śniadania. Tak samo może być z lunchem, czy z kolacją. Na RT4 usłyszymy, że ostatni posiłek powinien być gotowany, wielki i sycący. A ja np. nie zawsze lubię zjeść na kolację taką dużą porcję. Od jakiegoś czasu zdecydowanie lepiej się czuję jak to lunch/obiad jest właśnie moim największym posiłkiem, a na kolację zjadam coś lżejszego. Zresztą wiele osób w naszym kraju odczuwa podobnie i myślę, że w dużej mierze wynika to z tego, że w Polsce na kolację nie jada się obiadu :)

  1. Jemy za mało zieleniny

Sama mam z tym duży problem i często o wszelkich sałatach zwyczajnie zapominam. Próbuje je przemycać w koktajlach, ale przyznaje się bez bicia, że słabo mi to wychodzi. Dlaczego tak ważne jest by jeść dużo zieleniny? Wszelkiego rodzaju sałaty działają zbawiennie na nasz układ pokarmowy. Poprawiają i przyspieszają trawienie. Dostarczają wielu niezbędnych składników odżywczych, pomagają w detoksykacji i działają zbawiennie na naszą cerę. Różnego rodzaju sałaty, szpinak, rukola, czy jarmuż sprawia też, że zdecydowanie „lepiej” się najemy. Po prostu będziemy bardziej syci i mniej grożą nam różnego rodzaju zachcianki.

  1. Ślepo wierzymy w to, co mówią inni

Dobrze znaleźć autorytet i swego rodzaju przewodnika, w tej nieznanej podróży, kiedy zaczynam przechodzić na weganizm, ale musimy pamiętać, że nasz guru nie jest nieomylny i nie zawsze wszystko, co mówi będzie najlepsze dla nas. Oczywiście wato słuchać ich porad i korzystać z ich doświadczenia, ale nie zapominajmy, że to też są tylko ludzie. Często opowiadają o tym, co najlepiej sprawdziło się dla nich. Tak samo jak wszyscy popełniają błędy. Nie traktujmy ich jak wyroczni. Kiedy usłyszymy lub przeczytamy coś na jakiejś wegańskiej grupie, czy na blogu (nawet moim) nie zakładajcie, że na pewno tak jest. Sprawdzajcie sami. Czytajcie, dowiadujcie się, zgłębiajcie temat, a potem wyciągajcie wnioski i dopasowujcie żywienie pod siebie.

  1. Suplementy to chemia, która nic nie daje

O suplementach można byłoby napisać całą serię i wydać nie jedną książkę. Jest ich na rynku cała masa. I naprawdę nie trudno dziś wypuścić do sprzedaży suplement diety. W zasadzie każdy z nas mógłby to zrobić. Dlatego też dostępnych jest tak wiele nieskutecznych, a czasami nawet i niebezpiecznych suplementów. Jakość także bywa przeróżna. Jednak jest całkiem sporo skutecznych i dobrej jakości suplementów, które naprawdę działają. Warto czytać składy i raczej unikać tych produkowanych przez popularne koncerny farmaceutyczne. Dobrze czytać opinie, sięgać po te wegańskie o czystym i jak najbardziej naturalnym składzie. Witaminę D oraz B12 należy suplementować bezwzględnie. Nie dajcie się nabrać na opowieści, że można je pozyskać ze strączków, czy innych roślin oraz nałapać wystarczająco dużo na cały rok tylko wystawiając się w wakacje na słońce. To nie jest takie łatwe, o czym mówił Sebastian z Eat and Ride.


Uff… rozpisałam się, ale chciałam sporo rzeczy Wam przekazać, a nie tylko pobieżne informacje. Jak widzicie temat długi jak rzeka. Weganie z nieco dłuższym doświadczeniem mogą z całą pewnością dorzucić do tego swoje trzy grosze, do czego gorąco zachęcam.

Lista, na pierwszy rzut oka, może odrobinę przytłaczać, ale nie jest tak źle jak wygląda. Grunt to zachować zdrowy rozsądek, poszerzać swoją wiedzę i słuchać, co nam organizm podpowiada :)


Zajrzyj też do:

10 PORAD DLA TYCH, KTÓRZY CHCĄ SPRÓBOWAĆ PRZEJŚĆ NA WEGANIZM / WEGETARIANIZM
10 NAJWIĘKSZYCH MITÓW O WEGANIŹMIE
CO ZAMAWIAĆ W NIEWEGAŃSKICH RESTAURACJACH
12 SPOSOBÓW, KTÓRE UŁATWIĄ CI PRZEJŚCIE NA WEGANIZM

 

More from Evelina Lesniewska

Dlaczego powinieneś spędzać czas z samym sobą

Jak się czujesz w swoim własnym towarzystwie? Czy zdarza Ci się w ogóle być...
Read More
  • Alexa Trachim | thatAlexa.pl

    Sporo tych błędów dotyczy nie tylko wegan, ale wszystkich osób pragnących odżywiać się zdrowo :)

    • Tak to prawda, to nie tylko przypadłość wegan :)

      • Weszłam skomentować i chciałam napisać dokładnie to samo :) Zasady są uniwersalne, warto o nich pamiętać niezależnie od sposobu odżywiania. Bardzo wartościowy i na pewno pracochłonny wpis!

      • Dziękuję Magda! Faktycznie trochę się przy nim napracowałam, ale dobrze mi się go pisało więc to czysta przyjemność :)

      • No tak, rozumiem. Pisanie o tym co w jakiś sposób nas fascynuje jest znacznie lżejsze :)

      • Zdecydowanie! :D Ale przecież doskonale o tym wiesz :)

      • o tak :)

  • Świetny wpis :) Wrzucę w niedzielę na swojego bloga w ramach promowania interesujących linków, aby więcej osób zrozumiało, że należy słuchać siebie i swoich potrzeb, a nie podążać ślepo za guru :) Często na mnie napadano z pretensjami / zarzutami, że jem za dużo tłuszczu, bo nie unikam orzechów, czy nasion, albo że jem za mało pożywienia, za dużo tego, a za mało tamtego, a mimo wszystko potrafię utrzymać badania na wysokim poziomie, mam świetną odporność i odzyskałam zdrowie po latach walki z wyniszczającymi zaburzeniami odżywiania :)

    • Dzięki Vi&Raw! Będzie mi bardzo miło jeśli udostępnisz wpis :)
      No właśnie. Jak to jest, że wydaje nam się, że ktoś inny będzie lepiej wiedział co jest dla nas najlepsze? Albo, że inni uważają, że wiedzą lepiej od nas co jest dobre dla nas samych. Każdy powinien słuchać siebie.
      Brawo za rozsądne podejście i świetne wyniki. Tak trzymaj :) Ja na dniach będę robiła badania i jestem ciekawa, co tam ciekawego wyjdzie.

  • Miałam właśnie podobną myśl co Alexa, większość tych rzeczy dotyczy po prostu jedzenia, niezależnie od diety, którą się stosuję. A co do witaminy B12, kiedyś w Biedronce były takie magiczne kiełki lucerny, które na opakowaniu miały podane, że zawierają właśnie tę witaminę :) Podobno mieli to zmienić, ale nigdy nie mogę na nie trafić, żeby sprawdzić.

    • Hahah wow magiczne kiełki :D! Pewnie „ulepszone” sztuczną witaminką i tyle jej w niej co kot napłakał. Chwyty marketingowe nie przestają mnie zadziwiać.

  • Kilka punktów zaliczyłam :D Epizod z omijaniem tłuszczy skończył się wielką stratą włosów i napaścią po tygodniu na słoik z masłem orzechowym. Też kiedyś trzymałam się kurczowo godzin posiłków. Teraz już tego nie robię, ale mój organizm już ma swój rytm i zazwyczaj robię się głodna w podobnych godzinach. Nie warto tak nad tym rozmyślać. To jest przede wszystkim tylko jedzenie i zbytnim analizowanie tylko sobie utrudniamy życie, zamiast je uprościć :) I tak jak napisała koleżanka poniżej – jest to niestety odwieczny problem osób, chcących odżywiać się zdrowo. W miarę upływu czasu tracimy naturalną komunikację z naszym ciałem i potem jesteśmy zagubieni.

    • Muszę tu napisać, że świetny blog (Twój w sensie, choć ten na którym jesteśmy oczywiście również!! :D)

    • No właśnie lepsze jest gorsze od dobrego, a jak zaczynamy zdrowo się odżywiać to chcemy wszystko robić idealnie. I tak jak mówisz przestajemy siebie słuchać bez względu na to czy coś nam służy czy nie.
      U mnie odstawienie tłuszczu podobnie się skończyło jak u ciebie plus mega pogorszeniem cery.

  • Między snem a pracą

    Bardzo mądry post. Dotyczy on niestety każdej diety. Ile razy słyszę, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia a kolację należy jeść o tej i o tej… i często mówią to osoby otyłe i niezbyt zdrowe. Nie wiem dlaczego zamiast słuchać swojego organizmu słuchamy „specjalistów” z ekranu, sąsiadów, rodziców, dziadków… Nie można się kontrolować cały czas. Czy słuchanie takich rad na dłuższą metę nie prowadzi do zaburzeń odżywiania?

    • Dziękuję Między snem a pracą :). No właśnie jak to jest, że „ekspertami” w sprawach żywienia są często ludzie z nadwagą i Ci, którzy mają różnego rodzaju zaburzenia?! Dla mnie widząc takiego „eksperta” od razu jest jasne, że nie należy mu ufać.

  • Zawsze słucham co mój organizm mi podpowiada. Jak nie jestem głodna to nie jem i tyle… Nie dajmy się zwariować wiadomo :)

    Apropo takich „błędów” to ostatnio dowiedziałam sie ze guiness nie jest wegetariański. Nigdy by mi to do głowy nie przyszło. Kolega zwrócił mi uwagę, ze jest jakoś robiony na rybach (miałam oczywiście zagłębić sie w temat, ale jeszcze nie miałam okazji)… Tyle pułapek na nas czeka… Jakby nie mogli takich informacji podawać wprost.

    Pozdrawiam :)

    • Tak Guinness nie jest wegański, ale już niedługo, bo firma jakiś czas temu oficjalnie ogłosiła, że znaleźli na to rozwiązanie :). Wiele win również nie jest wegańskich. Chodzi o to, że do filtrowania używa się często karuku, czyli kleju rybiego otrzymywanego z pęcherzy rybnych.

  • kmrowiec

    Przechodząc na weganizm nie trzeba liczyć kalorii? – to bardzo ciekawe- możesz napisać skąd taki wniosek? :-)
    Pozdrawiam ciepło

    • Nie trzeba liczyć w rozumieniu restrykcji kalorycznych. Generalnie w idealnym świecie, z normalną zdrową żywnością na żadnej diecie nie trzeba by było liczyć kalorii. To jest nienaturalne i absolutnie zbędne. Jeśli jesz zdrowe, pełnowartościowe i nieprzetworzone jedzenie to Twój organizm będzie sam wiedział ile i czego ma zjeść. Liczenia kalorii zostało wprowadzone wraz z pogorszeniem jakości jedzenia. Tłustymi, wysokoprztworzonymi produktami, napchanymi chemią i pustymi kaloriami. Jedzeniem, które nas zapycha, a nie odżywia nasz organizm. To nie wniosek z kosmosu i nie ma się czemu tak dziwić.

      • kmrowiec

        Absolutnie się nie dziwię, chciałam poznać Twoją opinię, interesuje mnie kiedy ktoś porusza tą kwestię. Bardzo dziękuję Ci za odpowiedź! :-)

      • Nie ma sprawy. Polecam się na przyszłość :)

  • Bardzo pomocny wpis :) Jestem wegetarianką, ale i tak informację, które podałaś mogą mi się przydać :)

  • Kasia Kowalewska

    Fajny tekst, ale błagam, „na weganizmie”, nie „weganiźmie”. Piszmy poprawnie. To przecież weganizm, nie weganiźm.