Co kocham i czego nienawidzę w Anglii

Dziś mija dokładnie rok, odkąd przeprowadziłam się do Bournemouth w UK. Jednak to nie moja pierwsza przeprowadzka do tego kraju. Z Anglią jestem związana już od bardzo dawna. Moja przygoda z tym krajem zaczęła się w tym samym roku, kiedy Polska została członkiem Unii Europejskiej. To właśnie wtedy w czerwcu 2004r, po raz pierwszy wsiadłam do samolotu w Katowicach, który leciał na Zieloną Wyspę. Lądując na lotnisku w Luton pogoda przywitała nas, jak przystało na Anglię, deszczowo.

Może was zdziwi, ale ja nigdy nie marzyłam o zamieszkaniu w tym kraju. Kojarzył mi się tak jak większości osób – pochmurnie, szaro, mgliście i deszczowo. Jednak jak to często w moim życiu bywa, kiedy nadarza się okazja by próbować nowych rzeczy chętnie z niej korzystam. Tak właśnie było z Anglią. Początkowo miałam odwiedzić w wakacje kuzyna w Londynie, jednak po jakimś czasie okazało się, że moja koleżanka jedzie tam na całe wakacje i zamierza pracować. Zaproponowała mi abyśmy wspólnie pojechały i tak też się stało. Opcja mieszkania w Londynie przez 3 miesiące i zarobienia sobie dodatkowych pieniędzy była kusząca.

Nie będę kłamać, Londyn pokochałam od zaraz. Oczywiście wyjazd był pełen przygód od poznawania przeróżnych ludzi, zwiedzania cudownych miejsc, pracy w Indyjskiej restauracji po 15h na dzień, w której najmniejsze przyjęcie było na jakieś 200 osób oraz inne, których szczegóły pominę :). Londyn pochłonął mnie tak bardzo, że nie chciałam wracać. Gotowa byłam rzucić studia by tam zostać. Zdrowy rozsądek i silne przekonania mamy wzięły jednak górę.

Bournemouth_4

Do Londynu wróciłam za rok, znów na wakacje. I znów nie obyło się bez przeróżnych przygód i nowych doświadczeń. Po powrocie do Polski nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca, moje serce zostało w innym mieście 1520km ode mnie. Zakochałam się. Zakochałam się w mieście.

W Lutym 2006 roku postanowiłam przenieść się na indywidualny tok studiów i spróbować zamieszkać w Anglii tym razem na dłużej. Nie miałam żadnych oczekiwań, po prostu chciałam się przekonać, czy to miejsce dla mnie. I tak zostałam tam prawie 3 lata w czasie, których poznałam masę wspaniałych ludzi z przeróżnych stron całego świata. Miałam pracę, którą lubiłam, choć czasem nie znosiłam. Parę razy się zakochałam, głównie w Austalijczykach. Uczyłam się siebie i życia. Zdobywałam doświadczenia i zbierałam wspomnienia. Był to szalony i intensywny czas, którego nie zamieniłabym na nic innego na świecie. Londyn stał się moim domem, moim miejscem na Ziemi.

Przyszedł jednak czas, kiedy musiałam wrócić do Polski by skończyć studia. Planowałam napisać pracę magisterską, obronić się, trochę odpocząć i najpóźniej po dwóch miesiącach wrócić z powrotem. Jednak dwa miesiące zamieniły się w 6 lat! Taka niespodzianka. Zapytacie jak to się stało. To bardzo długa historia. Powiem tylko, że kto inny skradł mi serce na tyle mocno, że postanowiłam porzucić wszystko, co miałam i wszystko, co zbudowałam. Nie była to jednak wcale łatwa decyzja.

Ta miłość niestety nie przetrwała. Jednak w sercu mały zapomniany płomień miłości do miasta wciąż się tlił. Potrzebując zmiany zdecydowałam się znów zawitać na Zielonej Wyspie. Jednak nie padło na Londyn, a nadmorską miejscowość Bournemouth. Dlaczego akurat tu? Nigdy wcześniej nie mieszkałam nad morzem, więc stwierdziłam, że warto spróbować. Wizja spacerów po plaży kiedy tylko się chce, przejażdżek rowerowych i biegów po promenadzie przy zachodzie słońca mnie przekonała. Tutaj przeprowadzała się też moja przyjaciółka z rodziną, więc razem było raźniej :)

Bournemouth_2

Kiedy tylko mogę odwiedzam Londyn. Eksploruję nowe i odwiedzam stare miejsca. Anglia nie jest rajem na ziemi. Z całą pewnością jest masa innych wspanialszych miejsc na świecie. Jak wszystko i ten kraj ma swoje plusy i minusy. Dla każdego będą to zupełnie inne rzeczy. Ja na moją pierwszą rocznicę powrotu do Anglii postanowiłam zrobić listę rzeczy, które w niej kocham i których nienawidzę.  W sumie wyszło 20 punktów.

Co kocham w Anglii

to, że:

  1. Żyje się tu spokojnie.
  2. Wszyscy są super mili, życzliwi i każdy się do Ciebie uśmiecha.
  3. Jak się chce to można dobrze zarabiać.
  4. Jak jest się ambitnym to jest się docenianym. Nie trudno o awans w pracy i jest dużo możliwości rozwoju.
  5. Mogę non stop mówić po angielsku (bo to uwielbiam).
  6. Wszędzie jest pięknie i zielono. Naprawdę nie trudno znaleźć tu urocze miejsca przepełnione historią. Najmniejsza wioska jest tak niesamowicie urokliwa.
  7. Śpiew ptaków za moim oknem, choć mieszkam prawie przy głównej ulicy.
  8. Łatwo stąd pojechać gdziekolwiek. Podróżowanie staje się super łatwe.
  9. Dużo tu przystojnych facetów – tak nawet Angole są fajni (to pewnie przez ten ich akcent).
  10. Dostęp do kultury jest wszędzie i w wielu przypadkach za darmo.
  11. Ciężko się tu nudzić, ponieważ jest wiele niesamowitych miejsc do odwiedzenia i praktycznie, co tydzień organizowane są jakieś wydarzenia i eventy.
  12. Puby! I bynajmniej nie za alkohol, a za to, że to miejsca spotkań znajomych, sąsiadów, przyjaciół i rodziny. Można w nich się napić i zjeść niedzielny obiad lub szybki lunch w tygodniu. Można skoczyć na szybkiego drinka po pracy, spędzić leniwe słoneczne sobotnie przedpołudnie w ogródku, posłuchać w piątek muzyki na żywo i zagrać w quiz w niedzielę wieczorem.
  13. Pada deszcz i jednocześnie świeci słońce. A po porannej ulewie za dwie godziny nie ma nawet śladu. Pogoda zmienia się tu tak często, jak w kalejdoskopie.
  14. Wszystko jest tu takie logiczne, uporządkowane, zorganizowane i oznakowane. Naprawdę nie sposób się zgubić w tym kraju nawet, jeśli nie zna się języka. Na wszystko jest odpowiedni przepis, badania i statystyki. A zasady Health & Safety to zasady numer 1 we wszystkim! ;)
  15. Siedzenie na trawie. W słoneczny dzień trawniki w parkach są oblegane. Można przyjść poczytać książkę, spotkać się z przyjaciółmi, zrobić piknik, zjeść szybki lunch, czy zwyczajnie pogapić się w niebo.

Czego nienawidzę w Anglii

tego, że:

  1. Puszą mi się włosy od ciągłej wilgoci.
  2. Czuje się tu samotna. Brakuje mi rodziny i przyjaciół – bardzo!
  3. Często jest mi zimno i strasznie wieje (deszcz wcale nie jest taki zły).
  4. Owoce i warzywa są tu bardzo drogie.
  5. Jeżdżenia autobusami. Pomimo, że komunikacja miejska jest tu świetna to ja po prostu nie cierpię jeździć autobusami.

Bournemouth

Jak widzicie znacznie więcej jest plusów niż minusów. I chyba to dobrze, gdyby lista była wyrównana nie wiem, czy zdecydowałabym się tu mieszkać przez rok. Czy Anglia jest miejscem, w którym będę chciała zostać na zawsze? Raczej nie. Ale na razie zostaję tu. Jak długo? Tego nie wiem. Daję sobie jeszcze jeden rok. A potem zobaczymy, co nowego los przyniesie :)

Mieszkacie w Anglii? Mieszkaliście w Anglii? Co najbardziej lubicie, a co najmniej? Jakie są wasze doświadczenia z tym krajem?

More from Evelina

Co Cię powstrzymuje przed przejściem na weganizm?

Może nie wiecie, ale na mój blog zagląda całkiem sporo osób, które nie są...
Read More
  • Sernik z pieprzem

    Hm, za parę dni minie rok od mojej drugiej przeprowadzki do UK. Z tymże, już tam nie mieszkam ;) Twoje miejsce zamieszkania musi być oazą spokoju w porównaniu z Londynem (który akurat uwielbiam za zgiełk, no może poza Oxford Street) ale nie czaję tego punktu z fruit & veg – w porównaniu z PL warzywa i owoce w UK są jak dla mnie tanie. Nie mówiąc o dostępie do egzotyków, o których w PL mogę sobie pomarzyć. W Polsce odpada dla mnie opcja fully raw, która byłaby wykonalna w Londynie. Inna rzecz, że mieszkam chyba w najdroższym regionie, gdzie stare banany za 3 zł /kg to szał ;) Oczywiście nie wiem gdzie się zaopatrujesz w owoce, ja celowałam głównie w markety i Tesco późnym wieczorem, kiedy sporo produktów jest przecenionych na grosze (czy raczej pensy).
    A Anglię kocham za najpiękniejszy język (który kiedyś jawił mi się jako szpetny), zimną falę i post punka, za parki, różnorodność, te śmieszne małe domki. Nie lubię za to czynszów londyńskich i samotności, zwłaszcza tęsknoty za rodziną.
    Pozdro znad innego morza ;)

    • Tak, tutaj jest bardzo spokojnie. Idealne miejsce dla rodzin z dziećmi i na emaryturę. Dla mnie jednak zdecydowanie za spokojnie. Też wolę zgiełk Londynu. Między innymi za to właśnie kocham to miasto. Co do warzyw i owoców to wszystko zależy od tego gdzie się mieszka. U nas w tak dużym mieście jest tylko jeden bardzo marny rynek. Najlepiej i najtaniej wychodzi w Lidlu, ale tam wszystkiego nie da się dostać. W tym roku po raz pierwszy odczułam jak bardzo brakuje mi naszych Polskich sezonowych pyszności. Zdecydowanie nie doceniamy tego co mamy. Jeśli chodzi o egzotyczne owoce to faktycznie jest ich sporo, ale ceny u mnie w Bournemouth są wysokie, dlatego raczej kupuje się je bardziej na spróbowanie albo na smaka. :) Dla przykładu Jackfruit za kilogram kosztował 5,99 funta, a cały owoc ważył chyba z 7-8kg i trzeba było kupić cały. Wielki arbuz taki jak w Polsce sprzedawane są latem ok 12-13 funtów. W Polsce w czerwcu płaciłam 12 – 13 zł. Można jeszcze zamawiać boxy z lokalnych farm, które doworzą do domu, ale ceny też są sporo wyższe niż sklepowe. Generalnie nie ma lekko :). Z tymi reduce price to fajna sprawa. Nieraz udaje mi się na nie załapać, ale to pojedyncze rzeczy :) Londyńskie czynsze przyprawiaja o zawrót głowy. Gdybym teraz tam mieszkała z pewnością ten punkt znalazł by się na mojej liście ;). Pozdrawiam

  • A mnie się wydaje, że pogoda w Anglii właśnie się nie zmienia – zawsze wszystkim mówię, że tu jest ch****, ale stabilnie :D Chociaż faktycznie, jak dziś wyszłam z domu na godzinę to w tym czasie zdążyłam zmarznąć, zdążyło padać i zdążyłam się zgrzać od słońca! :)

    • Hahah no sama widzisz Kasia. Nie nadążysz za tą pogodą. U mnie tutaj trochę jest inny klimat. W Londynie jest cieplej i tak bardzo nie odczuwa się tych zmian. Tutaj dosyć często pada. Wystarczy wsiąść w pociąg i za 20 min drogi wychodzi słońce ;D. Ale mówią, że i tak mamy szczęście, bo w tym rejonie niby jest najlepsza pogoda w całym kraju. Przyznaję, że często ciężko mi w to uwieżyć :)

  • A nie napisałaś jak tu jest z tymi rzeczami, na które Polacy najczęściej narzekają czyli emerytura, opieka medyczna, załatwianie spraw w urzędach. Ciekawa jestem jak tam jest – trochę miałam okazję już poznać bo mieszkałam w Anglii pół roku, ale to jednak chyba za mało. Jedyne co pamiętam, to że w banku panie były szalenie sympatyczne, interesowały się tym, co robię i czy np. jadę gdzieś na wakacje – rozmawiały ze mną jak koleżanka z koleżanką :) A jeśli chodzi o opiekę medyczną to bez problemu przyjmowali z dnia na dzień, leki były za darmo i dostawało się od razu u lekarza. Za to w szpitalu nie mogli zdiagnozować, co mi jest – dopiero w Polsce się wyleczyłam z dziwnej dolegliwości :P

    • Nic o tym nie napisałam, bo mało z tych rzeczy korzystam. Ale, jak już korzystam to faktycznie jest wszystko super. Szczerze mówiąc nie wiem na co Ci ludzie narzekają? To chyba ci co nigdy nic tu w urzędach nie załatwiali, albo nie umieją. Wszystkich formalnych rzeczy można dowiedzieć się samemu za pośrednictwem oficjalnych stron. Albo udać się do odpowiedniej placówni i z przyjemnością wszystko wytłumaczą. Większość rzeczy można załatwić przez internet np. założyć firmę i trwa to kilka minut. Można też zadzwonić :). By zarejestrować się w większości miejscach wystarczy paszport, potwierdzenie adresu, czyli jakiś rachunek lub wyciąg z banku i National Insurance Number. Służba zdrowia działa bardzo fajnie. Nie ma zbędnego przesiadywania w przychodniach. Jeśli chcesz umówić się na wizytę do lekarza rodzinnego to dzwonisz do przychodni. Z reguły lekarz do Ciebie oddzwania i wypytuje co ci dolega. Jeśli to np. zwykłe przeziębienie to nie ma potrzeby udawać się do przychodni. Każe ci po prostu brać paracetamol i pić dużo wody. Możesz też sobie kupić inne leki ogólnodostępne na przeziębienia. Jeśli to coś poważniejszego to wtedy lekarz zaprasza Cię na wizytę i albo dostajesz receptę, albo skierowanie na badania. lub do innego specjalisty. Po wyniki nie musisz iść, bo lekarz do Ciebie dzwoni i mówi co i jak. Jeśli wysyła Cię do innego specjalisty to lekarze się ze sobą komunikują. Zawsze też uwzględniony jesteś w korespondencji. Uważam, że podejście lekarzy tutaj jest bardzo mądre. Na wszystko są przeprowadzone odpowiednie badania, statystyki etc. Nie ma przepisywania nadmiernej ilośći leków i antybiotyków. Niestety Polskie mamy często tego nie akceptują i za plecami lekarzy podają dzieciom antybiotyki na własną rękę. Ogólnie wszyscy wszędzie są bardzo mili. To co piszesz o banku to tak właśnie wygląda. Podchodzą do Ciebie z uśmiechem i życzliwością. O emeryturach nic nie wiem. Nie są podobno największe, ale da się z nich spokojnie wyżyć. A! No i wszystko o tobie jest w systemie czy to w banku, urzędzie czy u lekarza :)

  • hmmm, trudno mi się na razie wypowiadać w kwestii życia w Anglii, gdyż mieszkam tu niecały miesiąc, ale już wiele z Twoich plusów po prostu dostrzegam, bo można je zauważyć pierwszego dnia tutaj :) jestem ciekawa co jeszcze pokaże mi Anglia, a najbardziej nie umiem się doczekać początku studiów – to już za tydzień!!! <3 czy zostanę tutaj na dłuuużej? jeszcze nie wiem, nie wybiegam tak daleko w przyszłość, na razie żyję tym co jest teraz, a potem… czas pokażę :)

  • Pierwszy raz byłam w Anglii w Hastings na kursie językowym, ok. 10 lat temu. Do tej pory ten wyjazd pozostaje jednym z moich ulubionych. Pamiętam jaka byłam zachwycona tym, o czym piszesz, czyli zawsze uśmiechniętymi, serdecznymi ludźmi. W drodze do szkoły uśmiechałam się do wszystkich i to dawało naprawdę dużo energii.
    I dobrze rozumiem słabość do Australijczyków ;)

  • Możesz zdradzić czym się zawodowo zajmujesz w Anglii?

    • Zajmuję się prowadzeniem projektów w firmie świadczącej usługi z zakresu zarządzania nieruhomościami biznesowymi dla jednej z firm ubezpieczeniowych w UK.

      • To rzeczywiscie zupelnie inna nraz a niz to co robisz na blogu:) Tym bardziej sie ciesze, ze masz czas i zapal na pisanie i dzielenie sie informacjami/przemysleniami :)

  • SzakalBWA .

    Do minusow dodalbym jeszcze cicha dyskryminacje (tzw rasizm w bialych rekawiczkach) wynioslosc i ignorancje Anglikow oraz jednak lenistwo… Acha- wspominalem o ignorancji? Pozdrawiam :)

    • Ta cicha dyskryminacja szczególnie widoczna jest teraz po Brexit’cie. Zależy od miejsca i otoczenia w którym mieszkamy i przebywamy, ale ja zauważam duże pogorszenie. Mam wrażenie, że Brytyjczycy stali się odważniejsi w wypowiadaniu na głos tego, co zawsze w sobie sktywali, bo „nie wypadało” powiedzieć. Mnie właśnie chyba to najbardziej przeszkadza – brak szczerości, który prowadzi do dwulicowości.
      Mówiąc o ignorancji, co masz konkretnie na myśli?

  • paula m

    Lubię możliwość spokojnego prostego życia, marzę o tym żeby przenieść się nad morze. Nie lubię Polek z paznokciami i brwiami ;) jestem tutaj półtora roku i nie wyobrażam sobie powrotu do Polski

    • A w jakiej części Anglii teraz mieszkasz? Jeśli marzysz o tym by się zamieszkać nad morzem to czemu by nie zrealizować tego marzenia? Tutaj wiele rzeczy jest znacznie bardziej prostych. W życiu nie warto czekać na odpowiedni moment. Każdy moment jest odpowiedni jeśli pragniemy zmiany :)

      • paula m

        Mieszkam pod oxfordem. Wiem , że tutaj wiele rzeczy jest możliwe i łatwiejsze. Morze może za jakiś czas, bo to bardziej skomplikowanie , prościej jest zmieniać wszystko samemu gorzej z całą rodziną ;)